"Dolina Krzemowa" (2x01): Krzywa wznosząca

"Dolina Krzemowa"

"Dolina Krzemowa" (Fot. HBO)

Trudno opisać, jak bardzo zabawny jest powrót "Doliny Krzemowej". Serial komediowy HBO to nie tylko rozrywka najwyższej klasy, ale także coraz lepsza satyra na mentalność mieszkańców tytułowej Doliny. Spoilery!

"Dolina Krzemowa" była serialem, który w pierwszym sezonie rozwijał się z odcinka na odcinek. I to pod każdym względem. Powstało więc pytanie, czy powrót załogi Pied Piper będzie jednocześnie powrotem do bardzo wysokiej formy. Na szczęście wszelkie obawy okazały się płonne. Twórcy serialu nie spoczęli na laurach i 2. sezon rozpoczyna się od bardzo mocnego uderzenia.

Obawy wobec tego powrotu wynikały też z tego, że twórcy musieli zmierzyć się ze śmiercią Christophera Evana Welcha, który w pierwszym sezonie wcielił się w postać ekscentrycznego milionera i inwestora Petera Gregory'go. Welch zmarł jeszcze w trakcie filmowania pierwszego sezonu, ale było jasne, że jego nieobecności nie będzie można dalej tłumaczyć pobytem na sztucznej wyspie, którą Gregory zbudował na Pacyfiku. W pierwszym odcinku jego śmierć pokazano w typowym dla serialu stylu. Gregory umiera w trakcie safari, a scena, w której Monica tłumaczy głównym bohaterom jej okoliczności, nie różni się od innych specyficznym poziomem humoru. W finałowym odcinku pierwszego odcinka pokazano także pogrzeb Gregory'ego, który również potraktowano zgodnie z serialowym stylem. Są nawet slajdy i uderzenia w konkurencję w trakcie mów wspominających Gregory'ego.

Osią nowego sezonu będzie rozwój Pied Piper po oszałamiającym sukcesie na TechCrunch Disrupt. Firma musi znaleźć dodatkową pieniądze na rozwój, bo konkurencja nie zasypia gruszek w popiele. I z tym wiąże się też pojawienie się nowej postaci - pozbawionej jakiejkolwiek społecznej ogłady Laurie Bream (Suzanne Cryer), jednej z dyrektorów w firmie Gregory'ego, Raviga Capital.

O ile żarty w "Veepie", drugim komediowym hicie HBO, są często w pełni zrozumiałe tylko wtedy, gdy ktoś rozumie ich polityczne konteksty, to w "Silicon Valley" nie ma tej hermetyczności. Całość jest brutalna, momentami wulgarna - i niezwykle zabawna. Nie pamiętam, kiedy ostatnio śmiałem się tak bardzo, jak w czasie oglądania początku drugiego sezonu. Montaż scen, gdy ekipa Pied Piper - fenomenalni T.J. Miller i Thomas Middleditch - odwiedza kolejnych inwestorów, by w ramach swojej strategii maksymalnie ich znieważyć, zasługuje na komediowego Nobla.

Ale to jednocześnie serial pokazujący w bardzo poważny sposób, czym jest wyścig w Dolinie Krzemowej. To brutalna, bezwzględna rywalizacja, w której nie bierze się jeńców. I ten serial jest chwalony przez insiderów Doliny, jako bardzo trafny portret mentalności, w której nie ma żadnych granic w walce z konkurencją. Hipokryzja Doliny i jej największych graczy to coś, co dobrze widać w ostatniej scenie odcinka, w której Gavin Belson we wzruszającym przemówieniu wspomina o Gregorym, a jego firma jednocześnie pozywa ekipę Pied Piper.

Powrót serialu pokazuje, że forma Mike'a Judge'a i jego ekipy rośnie. "Dolina Krzemowa" to brutalnie, bezwzględnie, śmiesznie, a jednocześnie w sposób zmuszający do zastanowienia się, pokazuje, jak robi się biznes w globalnej stolicy nowych technologii. Na szczęście przy okazji główni bohaterowie - zwłaszcza Richard - cały czas pozostają ludźmi. To sprawia, że serial jest tak bardzo wciągający.

REKLAMA