"Wikingowie" (3x10): Zdrada i podstęp

"Wikingowie" nie zawiedli w finale sezonu. Choć tym razem tempo odcinka było przez większość czasu powolne, to emocji było nawet więcej niż w czasie szturmu Paryża. Zaczynają jednak przeszkadzać nieścisłości historyczne - i tak, pamiętam, że to serial oparty na legendzie. Uwaga na spoilery.

Z każdym kolejnym odcinkiem "Wikingowie" wciągają coraz bardziej, ale też i coraz dalej są od historii, choć to przecież serial wciąż firmowany przez stację mającą historię w nazwie. Najważniejsze jest jednak to, że nie można oderwać się od ekranu, a oczekiwanie na kolejny sezon będzie się oczywiście dłużyć. Choć chciałem pisać o "The Dead" już w piątek wieczorem, to z uwagi na to, że w recenzji musi pojawić się olbrzymi spoiler, postanowiłem odczekać do niedzieli.

W finale sezonu "Wikingowie" zwolnili tempo, zresztą słusznie. Po wielu emocjach i walkach nadszedł czas na spokojne czekanie na rozwiązanie najważniejszych wątków i naprawdę jestem usatysfakcjonowany tym, jak się to wszystko zakończyło oraz tym, jakie wątki zostały otwarte na nowy sezon.

Pamiętacie rozmowę Ragnara z Ekbertem na przyjęciu? Obaj byli wtedy ze sobą całkowicie szczerzy i jasno udowadniali, że spodziewać się można po nich każdego działania, każdego podstępu i każdej zdrady. Ta scena nie pojawiła się tylko po to, by podkreślić na charaktery obu protagonistów, ona była elementem układanki prowadzącej nas precyzyjnie do finału sezonu i majstersztyku Ragnara, który zręcznie obrócił wynikającą z ran słabość na największy atut. Przepowiednia się spełniła, tylko martwy mógł zdobyć Paryż.

Ale swoją sfingowaną śmiercią osiągnął coś więcej niż zrabowane w Paryżu dobra. Fikcyjny pogrzeb ujawnił mu na kogo spośród najbliższego otoczenia może liczyć. Dla mnie interesujący jest fakt, że Lagherta wciąż tak bardzo jest wobec Ragnara lojalna. Postawa Rollo nie dziwi, podobnie jak to, że wciąż próbuje on wyjść z cienia brata. Największe kłopoty czekają jednak Ragnara z Flokim. Będzie się działo w 4. sezonie.

Sekwencja pogrzebu, który zamienił się w bitwę, robiła wrażenie. Przepiękna trumna w kształcie łodzi, dźwięki modlitw i cisza odciskały się mocno, a pamiętajmy że spośród ludzi Ragnara tylko nieliczni wiedzieli, co się święci naprawdę. Przez chwilę można było wierzyć, że naprawdę oglądamy pogrzeb wielkiego wodza - który szybko zamienił się w "cud" i rzeź. Oraz intrygującą scenę, w której Ragnar gestami nakazuje Gizeli uciekać do swoich zamiast poderżnąć jej gardło. Wyraźnie ma wyczucie kto może okazać się przydatny.

Nadal denerwują mnie jednak w "Wikingach" pewne historyczne nieścisłości. O ile faktycznie Wikingowie szturmowali Paryż na przełomie roku 885 i 886, a obroną dowodził hrabia Odo (późniejszy król państwa zachodniofrankijskiego), o tyle imperator Karol II Łysy w późniejszej francuskiej stolicy nie przebywał. To jednak w sumie drobiazgi

To co najważniejsze jest bowiem coraz lepsze z sezonu na sezon, a końcowe sceny wskazują, że czeka nas bardzo interesujący 4. sezon. Jestem ciekaw, na ile działania Rollo są samowolką, a na ile odbywają się za cichym przyzwoleniem Ragnara.

REKLAMA