Pazurkiem po ekranie #72: Majuffka z serialami

"Żona idealna" (Fot. CBS)

"Żona idealna" (Fot. CBS)

Majowe finały już za chwileczkę, już za momencik, więc akcja w serialach zaczyna gwałtownie przyspieszać. W "Żonie idealnej" byliśmy świadkami kolejnego ważnego wydarzenia, w "Jane the Virgin" rozwiązanie coraz bliżej, do "Doliny Krzemowej" zawitał gość w stylu Seana Parkera. Uwaga na spoilery z wyżej wymienionych, a także "Brooklyn 9-9".

Dzisiejsze "Pazurkiem po ekranie" jest nie dość że spóźnione, to jeszcze trochę krótsze niż zwykle, bo zamiast oglądać to, co podobno powinnam - na przykład drugą połowę sezonu "Daredevila" - spędziłam sporo czasu w towarzystwie serialowych staroci. Tak to już czasem bywa, że człowiek zaczyna odczuwać przesyt tymi wszystkimi wspaniałościami, które ogląda na co dzień. Dobrze znam ten rodzaj znużenia, który ujawnia się zawsze przed ufrontami i trwa mniej więcej do momentu, w którym pojawia się pierwsza naprawdę dobra letnia nowość. Czy będzie to "Wayward Pines", czy "Aquarius", czy coś zupełnie innego - nie mam pojęcia. Zanim jednak nadejdzie ta piękna chwila, na Serialowej będą upfronty, podsumowania sezonu (już za kilka godzin pierwsze z nich), recenzje finałów i wszystko to, co dzieli nas od upragnionych letnich upałów.

Tymczasem w tym tygodniu...

...Kalinda gdzieś znikła. Wydawało się, że całkiem, twórcy powiedzieli, że jednak nie, bo jeszcze będzie w finale, a ja już nie wiem, czy to dobrze czy źle. Na pewno takie pożegnanie - to znaczy brak pożegnania - z bohaterką, która przecież już kiedyś podobny numer wywinęła, coś w sobie ma. Z drugiej strony, jak chyba wszyscy, domagam się ujawnienia tego, co było w liściku do Alicii. Może więc jednak mam w sobie coś z normalnego człowieka i nie zawsze optuję za najbardziej cynicznym rozwiązaniem.

kalinda456

"Żona idealna" w ogóle zaliczyła ciekawy odcinek - począwszy od pierwszej sceny, w której zobaczyliśmy, jak historia potrafi czasem zatoczyć koło, i jednocześnie uświadomiliśmy sobie, że każdy może skandalistą, aż po ostatnie sceny Kalindy i całe to gigantyczne zamieszanie, którego świadkiem były ściany Lockhart Gardner. Mimo że takie gierki w wykonaniu naszych ulubionych prawników oglądaliśmy wiele razy, chyba jeszcze nigdy nie podniesiono ich w ten sposób do potęgi entej. Strasznie śmieszna to była zawierucha, a zakończenie tak czy siak nie jest dla Alicii korzystne. Przynajmniej na razie. Ciekawa jestem, w którym kierunku pójdą scenarzyści, bo oto, po prawie sześciu pełnych sezonach, znaleźliśmy się z powrotem na starcie. Tylko co nowego można tu jeszcze wymyślić?

Znów lubię "Jane the Virgin"...

...która w najnowszym rozdziale zgrabnie wymieszała absurd i metahumor z ludzkimi dramatami. A trzeba wiedzieć, że ci ludzie przeżywają największe dramaty na świecie. Jednak koniec końców ja i tak zdecydowanie lepiej zapamiętuję te sceny, które doprowadzają mnie do łez, ale bynajmniej nie rozpaczy. O, na przykład El Presidente, który właśnie zapewnił sobie miejsce w kolejnym rankingu BuzzFeeda - "20 najseksowniejszych zmartwychwstań z ostatnich trzech lat". Piękna to była scena i wzruszająca, zastanawiam się tylko, co się stało z tą raną zadaną mu kiedyś nożem... Pewnie istnieje jakieś logiczne wyjaśnienie jej zniknięcia, na przykład szybka podróż do rzeczywistości równoległej.

Dzięki "Jane the Virgin" wiem też wreszcie, jak wyglądają kobiece zapasy. Nigdy nie potrafiłam zmusić się do oglądania tego typu widowisk, a tu proszę - toż to zupełnie jak zabawy po lekcjach w mojej podstawówce! Nawet ubierałyśmy się wtedy podobnie. Szalone lata 90., wiecie, rozumiecie.

jane-candy4

To w ogóle ciekawa sprawa, że za nami już 20 odcinków serialu opartego na zabawie schematami z telenowel i mnie wciąż to nie nudzi. Zdaje się, że scenarzyści serialu telewizji CW mają jakąś bardzo głęboką studnię, z której wyciągają coraz to nowe, jeszcze dziwniejsze i bardziej kolorowe pomysły. I - jeśli pominąć nieliczne słabsze odcinki - wciąż potrafią bawić tak jak na początku. A przy tym ta historia zwyczajnie wkręca, bo choć za nic nie da się jej traktować poważnie, emocje wydają się najzupełniej prawdziwe. To już koniec sezonu, a ja wciąż się nie mogę nadziwić, jak to działa. Co, przyznacie, dobrze rokuje na kolejny sezon.

Do "Doliny Krzemowej" zawitał...

...wyjątkowy palant, a może wybawiciel - Russ Hanneman. To postać, która trochę kojarzy się z Markiem Cubanem, a trochę z Seanem Parkerem, dawnym zbawcą Facebooka. Czy tak właśnie to wyglądało w Facebooku, możemy tylko zgadywać, ale niewątpliwie dla Richarda i jego kolegów ten sojusz to kolejny raz, kiedy trafili z deszczu pod rynnę. Niby mają wreszcie inwestora, ale nie zaczęli nagle pływać w forsie, nie zostali królami tytułowej Doliny, nie wygrali nawet wojny z Hooli.

Choć akurat Gavin z Hooli pokonał się chyba właśnie sam, leciutko przesadzając z rysowaniem paraleli pomiędzy ciężkim losem miliarderów w Stanach Zjednoczonych a Żydów w III Rzeszy. Ale pytanie, jak długo ktokolwiek będzie o tym drobiazgu pamiętał. Dolina Krzemowa to naprawdę specyficzne miejsce - ta serialowa i tak prawdziwa.

silicon-valley-season-2-ep-3-thumb

Gdzieś w tle mi mignął powrót "Brooklyn 9-9"...

...średnio udany, niestety. Te same sytuacje, te same żarty, te same schematy powielone po raz enty - nie działa to już na mnie. Ale muszę przyznać, że serial wciąż ma się nieźle, kiedy stawia na rozwój postaci, każąc im się wplątywać w nowe sytuacje. Detektyw Diaz i kapitan Holt mieli kilka mocnych scen, a jej spanikowana mina, kiedy wydawało jej się, że jest w ciąży, naprawdę mnie rozbroiła. I sama nie wiem, czy się cieszę, że to był jednak fałszywy alarm. Bo wyobraźcie sobie Rosę w ciąży, z huśtawkami nastrojów i wielkim brzuchem wystającym spod czarnej, skórzanej kurtki. Dałabym sporo za ten widok.

Na koniec tradycyjnie pytanie: co Wy widzieliście w tym tygodniu? Piszcie w komentarzach, tweetujcie i obserwujcie mnie, a także Serialową na Twitterze, bo to właśnie tam mamy zwyczaj prawie na żywo pisać o tym, co oglądamy. Jeśli też coś fajnego oglądacie i chcecie podzielić się tym z nami, używajcie w tweetach hashtagu #serialowa. My Wasze wpisy odnajdziemy i oczywiście na nie odpowiemy.

I pamiętajcie - widzimy się za tydzień. W tym samym miejscu, ale oczywiście w czwarteczek.

REKLAMA