Jak zabić serial: "Zagubieni"

"Lost" (Fot. ABC)

"Lost" (Fot. ABC)

Wczoraj minęło 5 lat od finału "Zagubionych" – produkcji, od której w Polsce zaczęła się moda na seriale. Choć kocham ten serial całym sercem, nie mogę nie zauważyć, a z perspektywy czasu widać to jeszcze lepiej, że twórcy zrobili wiele, by go zabić.

"Zagubieni" mieli moc, jak chyba żaden inny serial do tej pory. Gdy odcinek kończył się w telewizji, zaczynał swój żywot w internecie. Masa zapaleńców, do których sam się zaliczałem, godzinami snuła własne teorie, pisała fanfiki i analizowała każdy szczegół. I ta masa zapaleńców została z serialem do końca, choć twórcy robili sporo, aby ich od tego odwieść.

1. Stwórz zakończenie, które rozwścieczy fanów. Pamiętacie zakończenie serialu, które tak zniesmaczyło i zawiodło fanów? Chyba tylko finał "Dextera" przebił ten potok nienawiści, który wylał się na twórców. Kuriozalnej sceny w kaplicy nie mogła uratować nawet piękna muzyka Michaela Giacchino, bo zostawiła nas ona z jednym bardzo ważnym pytaniem: Co się, do cholery, właśnie stało? Bohaterowie byli w niebie? Czyśćcu? O co w tym wszystkim chodziło? Ukoić nerwów z pewnością nie pomogło stwierdzenie Damona Lindelofa, który powiedział, że jeśli nie spodobało się nam zakończenie, to nie jesteśmy prawdziwymi fanami "Zagubionych". Później się z tego wycofał, ale niesmak pozostał i tak. W ostatnim odcinku okropnie mogła zirytować jeszcze jedna rzecz: ucieczka z wyspy po naprawie dużego samolotu pasażerskiego. Serio? Ktoś tu chciał zrobić z widzów idiotów.

2. (Prze)kombinuj z czasem. Najpierw były retrospekcje, których potencjał zaczął wyczerpywać się gdzieś w połowie 2. sezonu (chyba że przedstawiano w nich nowe postacie), później postawiono na intrygujące futurospekcje, a w ostatnim sezonie… Zresztą, wiecie sami. W międzyczasie wyspa zaczęła przeskakiwać w czasie (bo Ben uruchomił pradawny mechanizm), co dla wielu widzów było już przegięciem. Nagle znaleźliśmy się w latach 70., gdy życie na wyspie rozkwitało w najlepsze, później pojawiły się jeszcze starożytne cywilizacje, alternatywne linie czasowe… Tego wszystkiego było już zwyczajnie za dużo, a serial zupełnie odciął się od swoich korzeni. Najlepszym tego przykładem jest odcinek 3x08 z Desmondem w roli głównej – po nim "Zagubionym" wciąż zdarzały się wielkie momenty, ale już nic nigdy nie było takie samo.

3. Mnóż pytania, nie udzielaj odpowiedzi. Tajemnice w "Zagubionych" były jak hydra – rozwiąż jedną, a na jej miejsce pojawią się trzy kolejne. Budowanie aury tajemniczości szło twórcom serialu znakomicie, wszyscy wspominamy znakomity 1. sezon, gdy bohaterowie biegali po dżungli, uciekali przed czarnym dymem i znaleźli właz. Godzinami dyskutowaliśmy na forach internetowych, szukaliśmy wskazówek na stopklatkach, próbowaliśmy z każdego odcinka wycisnąć wszystko i jeszcze trochę. A później zaczęły przychodzić zupełnie niesatysfakcjonujące odpowiedzi lub rezygnowano z ich udzielania, licząc, że widzowie o nich zapomną. Jednym z lepszych przykładów jest wątek Dharmy – z tej historii twórcy mogli i powinni wyciągnąć dużo więcej. Ostatecznie dokładną historię organizacji poznali tylko ci, którzy spędzali godziny na internetowych forach, ale w skali widowni serialu była to zaledwie garstka. To właśnie jeden z głównych problemów "Zagubionych" – tworzono zbyt wiele zagadek, na których rozwiązywanie nie starczało już czasu lub z konieczności traktowano je bardzo powierzchownie.

4. Wprowadź wiele niepotrzebnych postaci (by potem je zabić). "Zagubieni" to chyba pierwszy serial, w którym twórcy hodowali tuziny bohaterów drugoplanowych tylko po, aby po chwili ich zabić. Wystarczy spojrzeć, ilu członków oryginalnej obsady dotrwało do szczęśliwego końca na wyspie… Twórcy zobaczyli, jakie emocje wzbudziła śmierć Boone’a pod koniec sezonu i postanowili pójść za ciosem, aż za bardzo. Z czasem losy kolejnych uśmiercanych postaci przestały kogokolwiek obchodzić, w końcu przewijało ich się przez ekran tyle, że można było nie nadążyć z ich liczeniem. Czasami do głównej obsady dołączano osoby, na które kompletnie nie było pomysłu, więc zwykle prędzej niż później kończyły one martwe. Imiona Paolo i Nikki chyba do dziś śnią się po nocach fanom "Zagubionych" – wprowadzono ich do serialu, ale że spotkało się to z ogromnym hejtem ze strony widzów, zabito ich już po kilku odcinkach, w niezwykle okrutny sposób, ku uciesze wszystkich. I była to jedna z ostatnich śmierci, które jeszcze kogokolwiek obchodziły.

5. Spraw, by głównego bohatera nie dało się polubić. Bądźmy szczerzy, Jack Pasterz był postacią, której nie dało się znieść. Przemądrzały, moralizatorski, poruszał się po dżungli i poza nią z miną męczennika. Właściwie wszyscy fani serialu nienawidzili go od początku i w odwiecznej bitwie Jack – Sawyer zawsze kibicowali temu drugiemu. Nie największą, delikatnie mówiąc, sympatią wśród widzów cieszyła się także główna postać kobieca – Kate. Tu problem był tym większy, że "Zagubieni" przez wszystkie sezony cierpieli na deficyt interesujących bohaterek. To, co najlepsze, działo się zawsze na drugim planie – John, Sawyer, Juliet, Ben… Bez nich ten serial byłby o wiele uboższy i gdyby nie oni, spora liczba widzów zapewne nie dotrwałaby do jego końca.