"Chuck": Wsteczne odliczanie czas zacząć

Po 43 minutach przyzwoitej rozrywki, tak po prostu, liczba 13 zmieniła się w 12, a bohaterowie "Chucka" rozpoczęli swoją "ostatnią milę" w piątkowej ramówce stacji NBC.

Przyznam szczerze: mam słabość do "Chucka" i dobrze się bawię niezależnie od tego, jak słaby jest dany odcinek. Na dodatek nie jestem w stanie wydawać drastycznych sądów, serwować frontalnej krytyki, czy zestawu wyjątkowo wrednych porównań dotyczących tego serialu. Wręcz przeciwnie: myślę, że cotygodniowa porcja niepowiązanych ze sobą scenek i gagów sprawiałaby mi ogromną frajdę i chwaliłbym twórców nawet za najgłupsze pomysły.

"Chuck Versus the Zoom" wprowadza widzów w nową (jak się okaże – tymczasową) sytuację, w jakiej znaleźli się bohaterowie serialu na samym końcu 4. sezonu. Morze gotówki, wciąż jeszcze niefunkcjonujący najlepiej nowy biznes – Carmichael Industries i ceny świeżych krewetek serwowanych w prywatnym samolocie, oto początkowy zestaw problemów Chucka (Zachary Levi) i spółki. Tuż przed końcem premierowego odcinka, dzięki ingerencji agenta Deckera (Richard Burgi), reguły gry i stan konta państwa Bartowskich bardzo mocno się zmienią, a jednocześnie pozwolą produkcji powrócić do źródeł, czyli do: "Buy More", Castle i grożącego Chuckowi niebezpieczeństwa.

W premierowym odcinku 5. sezonu jest kilka naprawdę dobrych momentów. Przyjemnie ogląda się Chucka próbującego utrzymać w tajemnicy sekretny projekt (T.I.T.S.) przed swoją cudowną żoną – Sarah (Yvonne Strahovski). Warto było zobaczyć gościną wizytę nieco utuczonego Marka Hamilla oraz nowy, genialny pomysł na zarobienie kilku dolarów przez Lestera i Jeffa (Vik Sahay i Scott Krinsky). Szczególnie dobrze wypadła jednak większość scen z Morganem (Joshua Gomez) w roli głównej.

Nowy Intersect popisuje się m. in. zdolnościami bojowymi, umiejętnościami tanecznymi oraz wiedzą na temat baseballu. Jest mniej zamknięty w sobie, wątpiący i stara się bardziej wykorzystać każdą minutę nowej sytuacji. I pomimo tego, że całkiem nieźle sobie radzi, to wciąż jednak jest wystarczająco morganowaty: momentami nieporadny, zabawny i co niezwykle istotne zamiast flashować, zoomuje.

Chyba nie ma znaczenia, że fabuła odcinka średnio się klei, a tempo akcji i potencjalnie bardziej dramatyczne fragmenty mocno zawiodły. Dobrze było choć przez moment zobaczyć większość bohaterów, posłuchać kolejnych wątpliwości wiecznie niepewnego Chucka i poobserwować genialnie absurdalnych pracowników Buy More. Wreszcie miło jest mieć chociaż cień nadziei, że w ostatnim sezonie "Chucka" scenarzyści zaproponują widzom dobrą historię.

"Chuck" zasługuje na godne pożegnanie z telewizją.

REKLAMA