Serialowa alternatywa: "Dicte", czyli duński przepis na procedural

"Dicte" (Fot. TV 2)

0

W najbliższą niedzielę, 8 stycznia o godz. 20:10, na antenie Ale kino+ zadebiutuje 3. sezon "Dicte" – duńskiego kryminału, który zgrabnie łączy procedural ze skandynawskim klimatem. Ktoś chętny na nową porcję zagadek?

Jeśli już zetknęliście się z "Dicte", to z pewnością ucieszy Was wiadomość o nowym sezonie, na który trzeba było czekać aż dwa lata. Jeśli natomiast o serialu do tej pory nie słyszeliście, to teraz jest dobry moment, by tę zaległość nadrobić, bo to rzecz warta uwagi nie tylko miłośników kryminalnych historii o skandynawskim rodowodzie.

Tacy z pewnością już o tej produkcji słyszeli, natomiast pozostałym spieszę z wyjaśnieniami. "Dicte" jest oparte na serii powieści autorstwa Elsebeth Egholm, której główną bohaterką jest właśnie tytułowa Dicte Svendsen (Iben Hjejle), dziennikarka śledcza, która po zawirowaniach w życiu osobistym ląduje w rodzinnym Aarhus, gdzie podejmuje pracę w miejscowej gazecie, a przy okazji angażuje się w rozwiązywanie kryminalnych zagadek. To od razu kieruje do najważniejszej różnicy pomiędzy tym serialem, a innymi popularnymi skandynawskimi tytułami. "Dicte" nie opowiada bowiem jednej długiej historii na cały sezon, lecz każdej sprawie poświęca dwa odcinki. Dzięki temu otrzymujemy w gruncie rzeczy pięć dwugodzinnych kryminałów połączonych osobą głównej bohaterki i kontynuowanymi wątkami prywatnymi.

To właśnie zbliża "Dicte" do formuły proceduralu i z pewnością ułatwia śledzenie serialu. Bo nie da się ukryć, że fabularnie jest on znacznie mniej skomplikowany niż choćby "Most nad Sundem", gdzie każdy szczegół mógł odgrywać istotną rolę. W tym przypadku nie trzeba być aż tak skupionym na scenariuszu, co nie oznacza, że "Dicte" traktuje kryminalne aspekty historii po macoszemu. Jest po prostu bardziej klasyczną opowieścią, a właściwie ich zbiorem – pięć różnych historii na sezon sprawia, że każdy powinien znaleźć wśród nich coś dla siebie, tym bardziej że twórcom nie brakuje wyobraźni.

dicte2

Do tej pory Dicte stykała się choćby ze sprawami związanymi z handlem kobietami, przemytem diamentów, porwaniami, a nawet ustawianiem meczów piłkarskich. Liczba odkrytych przy tym trupów idzie już zapewne w dziesiątki, ale cóż, takie realia gatunku, więc nie będę zbyt mocno narzekał na to, że zawiązania akcji bywają czasem nieco naciągane. Ważne, że serial potrafi te niedociągnięcia wynagrodzić później, bo trudno znaleźć tu historię, która byłaby w jakimś względzie rozczarowująca. "Dicte" bez dwóch zdań sprawdza się jako solidny kryminał, bijąc na głowę większość produkowanych taśmowo amerykańskich procedurali. Tutejsze historie są urozmaicone i dopracowane, a przy tym nigdy nie przekraczają granicy niedorzeczności. Pięć opowieści na sezon to idealna ilość, by widzowie się nie znudzili, a forma pozostała wysoka.

Nie byłoby to rzecz jasna możliwe bez dobrze napisanych postaci i perfekcyjnie dobranych wykonawców, a "Dicte" może się pochwalić i jednymi, i drugimi. Zacząć trzeba bez wątpienia od głównej bohaterki, która znakomicie wpisuje się w nurt wyrazistych kobiet w skandynawskich kryminałach. Dicte Svendsen można postawić w jednym rzędzie z Sarą Lund z oryginalnego "The Killing" i Sagą Noren z "Mostu nad Sundem", choć to postać pod wieloma względami inna. Przede wszystkim nie jest detektywem, a jedynie współpracuje z policją (o ile nie wchodzą sobie w drogę, co zdarza się dość często), co mocno zmienia optykę. Dicte do wielu rzeczy nie ma swobodnego dostępu, co zmusza ją do szukania innych sposobów na zdobycie informacji, nieraz nie do końca legalnych, przy których przydaje się jej wrodzona pozytywna bezczelność. Udało się w jej osobie połączyć reporterskie zacięcie z nutą detektywa-amatora, co dało bardzo odświeżający efekt.

A nie można zapominać o jej życiu prywatnym, które stanowi niezwykle istotną część serialu. Niektóre ze spraw kryminalnych (zwłaszcza w 1. sezonie) są bezpośrednio związane z jej burzliwą przeszłością, której cień nieustannie unosi się nad bohaterką. Nie żyje ona jednak tylko historią, bo codzienność jest nie mniej skomplikowana. Były mąż, nowy partner, nastoletnia córka, rodzice, przyjaciele – twórcy "Dicte" wrzucili do tej mieszanki dość dużo składników, co sprawia, że aby uzyskać pełen obraz tytułowej postaci trzeba znać je wszystkie. Ale, jak już wspominałem, poza tymi wątkami serial ma proceduralną formę, więc śledzenie tylko historii kryminalnych jest jak najbardziej możliwe.

Z pewnością jednak sporo byście wtedy stracili, bo duża część uroku "Dicte" bierze się ze sposobu, w jaki twórcy łączą kryminał z opowieścią obyczajową. Co ciekawe, wcale nie wynikają z tego mrok i depresja, z którymi często kojarzą się skandynawskie produkcje, lecz zdecydowanie bardziej pogodny klimat. Przesadą byłoby powiedzieć, że serial tryska optymizmem, ale ma momenty, gdy potrafi poprawić humor i nie wydają się one kompletnie oderwane od rzeczywistości. Warto również zauważyć, że niekoniecznie dotyczą one tylko Dicte, bo twórcy poświęcają sporo uwagi również innym bohaterom. Ot, choćby Johnowi Wagnerowi (Lars Brygmann), detektywowi, który przechodzi długą drogę od absolutnej niechęci wobec dziennikarki do wzajemnego szacunku.

Istotny jest fakt, że ta i inne relacje nie zostały tu potraktowane pobieżnie. Twórcy "Dicte" skonstruowali serial w taki sposób, by postaci nie ginęły w fabularnych meandrach i choć nie ukrywam, że czasami wychodzi to nieco naiwnie, jest to niewątpliwy wyróżnik. Zwykle to jednak kryminał jest na pierwszym miejscu, w tym przypadku już nie zawsze. Jest to zaleta, bo koncentrując się na bohaterach łatwiej wybaczyć serialowi jego wady. Te niewątpliwie są i nie zamierzam teraz na siłę przekonywać, że "Dicte" to kryminalna ekstraklasa. Nie, chwilami to serial podpadający raczej pod miano guilty pleasure, ale bez dwóch zdań ma on na siebie oryginalny pomysł. A ten w zestawieniu z bohaterami, z którymi bardzo łatwo się związać, sprawia, że całość mija szybko i przyjemnie.

W 3. sezonie nie ulega to zmianie, choć jest to jedna z nielicznych stałych rzeczy w serialu. Nie zdradzając istotnych informacji, mogę tylko powiedzieć, że w nowych odcinkach twórcom uda się kilka razy porządnie Wami wstrząsnąć, pojawią się również nowi bohaterowie oraz nieznane fakty o tych, o których wydawało się, że wiemy już wszystko. Samą Dicte również czeka sporo zmian, także w życiu osobistym. Atrakcji każdego rodzaju z pewnością nie zabraknie. Wszystko to zobaczycie już od 8 stycznia (godz. 20:10) na antenie Ale kino+. Polecamy.

***

Za dwa tygodnie w Serialowej alternatywie pozostajemy w Danii i zajmiemy się obiecaną już poprzednim razem "Ritą". Zapraszam!

  • Pan M.

    Ale kino puszcza wiele świetny skandynawskich seriali, ja jednak oglądam głównie w necie, więc na razie mnie to omija. Za to czekam na recenzję Rity, która akurat jest na Netflixie. Bardzo fajny serial, nie jest odmóżdżaczem, ale jednak rozrywką, bezboleśnie można obejrzeć po męczącym dniu.