"Pretty Little Liars" (sezon 6:) Miłe dobrego początki?

Producenci "Pretty Little Liars" znów zaczęli z wysokiego C. W kolejnych odcinkach, o dziwo, udało im się utrzymać poziom.

Już finał poprzedniej serii był niezwykle obiecujący. Oczywiście jeśli przymkniemy oko na mniej lub bardziej drobne nieścisłości i standardowe idiotyzmy, do których każdy, kto przetrwał pięć sezonów, zdążył się przyzwyczaić.

Trzeba jednak przyznać, że sama idea dziewczyn uwięzionych w tajemniczym domu była bardzo udanym pomysłem. Sceny w bunkrze miały swój klimat. Zwłaszcza motyw wzajemnego karania kłamczuch wypadł niezwykle mrocznie. Jak na standardy ABC Family, oczywiście. Żałuję, że dziewczyny wydostały się z domu tak szybko. Po wyjściu z domku dla lalek tempo zdecydowanie siadło, klimat też już nie ten.

Zmartwychwstanie Mony i pojawienie się Sarah również zaliczam na duży plus. Większość fanów (w tym niżej podpisana) uwierzyła w zapewniania Marlene i uznała śmierć Mony za pewnik. Złota zasada PLL brzmi jednak: nigdy nie wierz w zapewniania producentów. Co prawda bycie zrobionym w balona nie jest zbyt miłym uczuciem, ale ostatecznie cieszę się Mona żyje. To jedna z bardziej barwnych postaci, serial dużo tracił na jej nieobecności.

Jeśli chodzi o Sarah, pytanie brzmi: kim u licha jest ta dziewczyna? Wersja oficjalna: nastolatką zaginioną w tym samym czasie co Ali. Wersje fanów? Jest ich kilka. Od tych całkiem prawdopodobnych: Sarah to Bethany; do tych całkowicie pokręconych: Sarah to naprawdę Charles.

O, właśnie - Charles. Rozwikłanie jego tożsamości to dopiero twardy orzech do zgryzienia. Wszystko wskazuje na to, że Charles to nie kto inny jak brat bliźniak Jasona. Jakim cudem Ali nie pamięta, że miała kiedyś dwóch braci? Takie rzeczy tylko w PLL. Osobną kwestią pozostaje pytanie, dlaczego pani DiLaurentis kupowała podwójne prezenty dla dziewczynek, co by sugerowało, że Ali miała jednak siostrę, nie brata. Być może mama Alison ma więcej nieślubnych dzieci niż nam się wydaje. Ewentualnie kłania się też teoria z transgenderowym Charlsem, który urodził się chłopcem, a identyfikuje się jako dziewczyna, ale to chyba za dużo nawet jak na PLL.

I jeszcze jedno pytanie: co z tym wszystkim ma wspólnego Andrew. Pod koniec piątej serii wszystko wskazywało na to, że to właśnie on czyha na dziewczyny. Jednak w ostatnim odcinku, "Songs of Experience", scenarzyści jednoznacznie dają nam do zrozumienia, że Andrew chciał jedynie chronić kłamczuchy. Nic nowego. Z podobnym zagraniem mieliśmy do czynienia w przypadku Ezry i Tobiego.

A na koniec najważniejsze pytanie: czy A to Charles? Według zapewnień Marlene w "Welcome to the Dollhouse" mieliśmy w końcu zobaczyć A. Chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie potraktował tych słów poważnie. Tradycyjnie dostaliśmy jakieś ochłapy w postaci człowieka w kapturze. Swoją drogą, wciąż się zastanawiam, dlaczego dziewczyny po prostu nie zdjęły mu tego kaptura.

Najważniejsze jednak, że w końcu widać jakieś światełko w tunelu. Dostajemy coraz więcej elementów układanki. Pytanie czy sami scenarzyści wiedzą, jak ostatecznie ta układanka będzie wyglądać.

REKLAMA