Co ze Stannisem? Reżyser "Gry o tron" mówi, że...

"Gra o tron" (Fot. HBO)

"Gra o tron" (Fot. HBO)

Podczas Comic-Conu nie zdradzono bardzo dużo na temat nadchodzącego sezonu "Gry o tron", ale dowiedzieliśmy się, co dalej z jednym z głównych bohaterów, którego losy wydawały się mocno niepewne. Uwaga na duży spoiler!

W tym roku panel "Gry o tron" w San Diego - na którym pojawili się Alfie Allen, John Bradley, Gwendoline Christie, Liam Cunningham, Natalie Dormer, Conleth Hill, Hannah Murray, Sophie Turner, Carice van Houten i Maisie Williams, a także producentka Carolyn Strauss i reżyser David Nutter - nie obfitował w fajerwerki, choć oczywiście ujawnienie fragmentów przesłuchań do serialu to świetna sprawa. Nie wiemy nic nowego na temat Jona Snow, za to David Nutter, reżyser finału 5. sezonu, zrzucił na fanów prawdziwą bombę.

Odpowiadając na pytanie, czy Stannis Baratheon przeżyje, czy nie - w końcu nie widzieliśmy, jak Brienne go zabija, widzieliśmy tylko, jak podnosi miecz, żeby go zabić - powiedział, że sprawa jest tutaj jasna. Stannis naprawdę nie żyje, takie były intencje od początku. Czemu w takim razie nie pokazano, jak ginie? Zdaniem Nuttera to byłoby po prostu "nieuzasadnione".

To dość ciekawe podejście, zważywszy, że mówimy o serialu, w którym zazwyczaj śmierci są pokazywane i to w bardzo dosłowny sposób - im więcej krwi i drastycznych szczegółów, tym lepiej. Ale skoro reżyser mówi, że Stannis nie żyje, wypada mu wierzyć. Zdradzono też, że śmierć Stannisa mocno wpłynie na Melisandre i Davosa. Ta pierwsza zrozumie, jak bardzo się pomyliła w swoich osądach, ten drugi będzie zdruzgotany i wkurzony tym, co się stało.

Co jeszcze działo się podczas panelu? Alfie Allen cieszył się,że pojawiło się światełko w tunelu dla Theona/Fetora, który wreszcie ma szansę odzyskać człowieczeństwo. Aczkolwiek aktor nie miałby też nic przeciwko, gdyby historia jego bohatera stała się jeszcze mroczna. O ile jest to w ogóle możliwe...

Sophie Turner i producentów pytano o przemoc wobec kobiet, a konkretnie o gwałt na Sansie. Jeden z fanów sugerował, że sprawę zbagatelizowano, choćby dlatego że kamera skupiała się na Theonie, a nie gwałconej bohaterce. Sophie Turner najpierw żartobliwie powiedziała, że ona też tego nie rozumie, bo przecież dawała świetny występ. - Mimo tego, co się wydarzyło, Sansa wciąż jest silna. To prawda, że wiele przeszła, ale wiele się nauczyła od Cersei i Margaery i jest naprawdę silną osobą. Ona nie podejmuje radykalnych działań po prostu dlatego, że mogłaby zginąć. Gdyby przeciwstawiła się Boltonom, podjęłaby bardzo duże ryzyko. Ona to przemyślała - mogła walczyć, ale nie zrobiła tego. Sansa cały czas kalkuluje, ale po cichu - tłumaczyła aktorka.

Maisie Williams, pytana, jak sobie będzie radzić Arya, która w finale 5. sezonu pozbawiona została wzroku, odpowiedziała, że nie ma pojęcia. Ale zdradziła, że już dostała specjalne szkła kontaktowe, które musi cały czas nosić na planie i że są one strasznie niewygodne, a na dodatek niewiele przez nie widzi. Boi się więc, co to będzie, zwłaszcza kiedy będzie musiała kręcić sceny walki.

Natalie Dormer z kolei mówiła, że ona nie wie, co będzie z Margaery, której babcia już nie będzie mogła chronić. Prawdopodobnie to oznacza, że bohaterki nie czeka nic dobrego, a jej sytuacja w Królewskiej Przystani jeszcze bardziej się skomplikuje.

Pojawiły się wreszcie pytania o Jona Snow i fanowskie teorie dotyczące jego ewentualnego wskrzeszenia. Ponieważ Melisandre wydaje się najbardziej oczywistą kandydatką na osobę, która przywróci Jonowi życie, Carice van Houten była oczywiście wypytywana o ten wątek. - Błądzę w ciemnościach, tak jak wy. Ale kto wie, co się wydarzy - powiedziała enigmatycznie aktorka.

Serial właśnie wyprzedza książki, więc wszyscy wiemy mniej więcej tyle co Jon Snow. Czyli nic. Ale producenci cały czas podkreślają, że za wszystkim wciąż stoi George R.R. Martin i że to jego należy obwiniać za wszystkie zgony, gwałty i inne straszne wydarzenia.