10 świetnych seriali z 10 różnych krajów Europy

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

Francuski "Mały Quinquin" ("P'tit Quinquin")

Miłośnicy telewizyjnych kryminałów dobrze wiedzą, że pomysłowość fikcyjnych morderców nie zna granic, a ludzkie zwłoki mogą zaskoczyć detektywów dosłownie wszędzie. Ale czy widzieliście kiedyś serial, w którym poćwiartowanych ludzi znajdowano w krowach? We wnętrzach krów, równie martwych co ci nieszczęśnicy, których spotkał tak marny koniec.

Tak właśnie zaczyna się "Mały Quinquin" francuskiego reżysera Brunona Dumonta - prawdopodobnie najdziwniejszy serial w tym zestawieniu i na dodatek jedyny, który był puszczany w polskich kinach. Bo ta produkcja może funkcjonować i jako krótki, 4-odcinkowy miniserial, i po prostu jako dłuższy film. Teraz będziecie mogli go zobaczyć w odcinkach w czwartki o godz. 20:10 w Ale kino+ - począwszy od 3 września.

Dumont zabiera widzów na francuską prowincję, by zaserwować im krwawą farsę w zadziwiająco wdzięcznym, lekko filozofującym wydaniu. Podczas gdy dwójka niezbyt kompetentnych stróżów prawa nie tyle prowadzi śledztwo, co drapie się po głowach, widząc rozgrywającą się na ich oczach wielowątkową makabrę, tajemniczego mordercę tropi także grupka dzieciaków pod wodzą łobuzerskiego Quinquina (świetny Alane Delhaye), chłopca, którego wyróżnia z tłumu zajęcza warga, aparat słuchowy i przesympatyczna relacja z pewną dziewczynką grającą na trąbce.

"Mały Quinquin" to tyle groteski, surrealizmu i absurdu, ile tylko da się zmieścić w niecałych czterech godzinach. Są tu zwłoki w krowich wnętrzach, jest odjechane nabożeństwo żałobne i konkurs piosenki, w którym nie ma większego znaczenia to, czy umie się śpiewać. Ale gdzieś w tym wszystkim zmieścił się także kawał prawdy o życiu, człowieku, naturze zła, współczesnym społeczeństwie francuskim. Podany od niechcenia, bez zadęcia, z komediową lekkością i świeżością. Zobaczcie koniecznie!

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
REKLAMA