Naga Emilia Clarke w "Grze o tron"? To już nie wróci

"Gra o tron" (Fot. HBO)

"Gra o tron" (Fot. HBO)

Kiedy "Gra o tron" startowała, Emilia Clarke była młodą, niedoświadczoną aktorką, nic więc dziwnego, że dała się namówić na występy nago. Teraz korzysta z pomocy dublerki i na dodatek bardzo krytycznie wypowiada się o scenach seksu w telewizji.

Czasy, kiedy Emilia Clarke pokazywała się na ekranie bez ubrania, wyraźnie już się skończyły. Aktorka nigdy nie kryła, że średnio jej to odpowiadało, ale na początku za bardzo nie miała wyjścia. W jednym z wywiadów, których udzieliła w 2011 roku, przyznała, że sceny seksu były dla niej trudne. "W czasie ostrych scen musiałam osiągnąć inny stan umysłu, by to wytrzymać" - mówiła aktorka, dodając, że nie była w stanie oglądać "Gry o tron" z rodzicami.

Dziś Emilia jest sławna i już nie pokazuje na ekranie wszystkiego. Nie musi, ma od tego dublerkę. Co więcej, może sobie pozwolić na krytykę serialowej golizny. "Daily Mail" cytuje jej wypowiedź, w której co prawda nie mówi bezpośrednio o "Grze o tron", ale której kontekst jest i tak oczywisty.

"Sceny seksu powinny być bardziej subtelne. Jestem Brytyjką, więc nie podobają mi się tego typu rzeczy. Nie mogę tego znieść. Nie chcę, żeby rzucano mi seksem w twarz, zawsze uważałam, że sugestia jest o wiele bardziej podniecająca od samego seksu. Większość scen, które oglądamy w filmach i telewizji jest niepotrzebna, są tam tylko po to, by przyciągnąć publikę. A dla mnie im subtelniej, tym lepiej" - powiedziała aktorka.

I nie są to puste słowa. Kilka lat temu Oona Chaplin zasugerowała w jednym z wywiadów, że Emilia Clarke nie zamierza więcej rozbierać w "Grze o tron". Nie padło co prawda wtedy nazwisko, ale padły słowa o dziewczynie, która kiedyś pojawiała się nago w "GoT", a teraz już tego robić nie będzie, bo chce być znana z dobrego aktorstwa, a nie fajnych piersi. Nie ma wątpliwości, o kogo chodzi.

REKLAMA