Za co te nagrody? Parę uwag na temat gali Emmy

"Mad Men" (Fot. AMC)

"Mad Men" (Fot. AMC)

Recenzowanie takich gal pozostawiam tym, którzy uważają, że jest tu co recenzować, ale nie mogę się powstrzymać przed napisaniem krótkiego komentarza na temat tegorocznego rozdania Emmy. Bo mam wrażenie, że było jeszcze bardziej kontrowersyjnie niż zwykle. Oto moje uwagi spisane na szybko po obejrzeniu imprezy

1. Nie dziwi mnie, że "Mad Men" znów odeszło praktycznie z niczym. Niemal wszyscy krytycy i większość widzów obstawiała w tym roku zwycięstwo "Mad Men" - spójrzcie tylko na typowania w takich serwisach jak Gold Derby. Ja nie obstawiałam i to wcale nie dlatego, że to był zły sezon. Przeciwnie - uważam, że to był wyśmienity sezon i genialne zakończenie. Ale serial z jakiegoś powodu stracił poważanie wśród członków Akademii Telewizyjnej po 4. sezonie i nigdy już go nie odzyskał. Nie miałam wielkiej nadziei, że teraz będzie inaczej. Cieszy mnie, że na koniec docenili Jona Hamma, a sposób, w jaki wdrapał się na scenę po nagrodę, niewątpliwie da mu miejsce w historii. Choć oczywiście miałby je, nawet gdyby niczego nie wygrał ani nigdzie nie musiał się wdrapywać. Poza tym pamiętajmy, że "The Wire" nigdy nie dostało ani jednej Emmy, a dla wielu osób jest najlepszym serialem w dziejach. Zaś "Mad Men" zgromadziło sporo nagród i brak ten jednej, jedynej na koniec niczego nie zmienia.

2. "Gra o tron" nie dostała Emmy za słaby 5. sezon, a dlatego, że jest fenomenem, który od dawna zasługiwał na docenienie. Tyle że do tej pory nie było "okienka", bo zawsze "musiał" wygrać kto inny, jak "Breaking Bad". Ten deszcz nagród w końcu musiał przyjść i to nie jest tak, że "Gra o tron" na niego nie zasłużyła. Narzekamy, bo nie podobał nam się najnowszy sezon. Ale faktem jest, że ten serial to fenomen, który znają wszyscy, nawet ci, których seriale zupełnie nie obchodzą. I za to właśnie jest ta Emmy.

The-Nights-King-Hardhome-Game-of-Thrones-Season-5

3. Andy Samberg był przesympatycznym prowadzącym. Zrzędzenie, że gala nudna i długa, a żarty prowadzących suche, to co roku norma. Teraz było tak samo. Ale Andy Samberg robił różnicę - nawet kiedy rzucał ostrzejszym żartem, czynił to z sympatycznym uśmiechem na ustach. Miło się to oglądało, nie tylko dlatego, że mam do niego słabość. Do Setha Meyersa też mam słabość, a jednak zeszłoroczną galę oglądałam z bólem.

4. Takiej różnorodności jeszcze nigdy nie było. Wiem, wiem, Emmy dla najlepszej aktorki powinna dostać Ruth Wilson. A jeśli nie ona, to Tatiana Maslany. Ale choć "How to Get Away with Murder" to zdecydowanie nie jest serial w moim typie, cieszy mnie zwycięstwo Violi Davis. Ona ma rację - czarnoskóre aktorki mają trudniej już na starcie. I dobrze, że wreszcie wkracza tu normalność. Zauważcie, że w tym roku wygrały trzy czarnoskóre aktorki - oprócz Davis jeszcze Uzo Aduba i Regina King. Możemy dyskutować, czy na to zasłużyły, czy nie. Ale dzięki nim ten światek trochę bardziej odzwierciedla rzeczywistość. Podobnie zresztą ma się sprawa z wchodzeniem tematyki związanej z transseksualistami na takie imprezy jak gala Emmy.

violae56

5. Skończyła się era "Modern Family", zacznie się era "Veepa"? "Veep" to dość niszowy serial, pokazały to choćby wyniki Waszego głosowania. Mocne żarty polityczne kręcą nielicznych, a jednak tutaj udało im się znaleźć szersze uznanie. Serial został obsypany nagrodami - zgarnął, co tylko mógł, włącznie z czwartą statuetką za tę samą rolę dla Julii Louis-Dreyfus. Tylko czy to rzeczywiście powód do aż takiej radości? Nie zrozumcie mnie źle, to świetna komedia. Oglądajcie ją koniecznie, przynajmniej nie będziemy z Michałem pisać sami do siebie. Ale teraz jest mnóstwo świetnych komedii - a Akademia Telewizyjna przez ostatnie lata ogląda ciągle te same.

EP-309209987.jpg&q=80&MaxW=550&MaxH=400&RCRadius=5

6. Co za zwycięstwo "Olive Kitteridge"! Jak mam pewien problem z przygniatającymi zwycięstwami "Gry o tron" i "Veepa", tak zupełnie mi nie przeszkadza, że "Olive Kitteridge" zdominowała swoje kategorie. Takim skromnym, mądrym, kameralnym serialom o życiu i całej reszcie zawsze mówię "tak". Uważam, że wszyscy tutaj zasłużyli na to, co dostali - i reżyserka, i scenarzystka, i aktorzy. Choć jestem ciekawa, co by się wydarzyło, gdyby była tu mocniejsza konkurencja, na przykład w postaci kolejnego sezonu "Fargo".

7. Co za zwycięstwo HBO...! Nie pamiętam, kiedy jedna stacja telewizyjna aż tak zdominowała tego typu galę. To musiało chyba być w czasach, kiedy wszystko, co robiło NBC, było świetne. Po raz pierwszy od 2002 roku ("The West Wing" i "Przyjaciele", oba od NBC) jedna stacja zgarnęła nagrody w dwóch najważniejszych kategoriach. Do tego dochodzi najlepszy miniserial i film telewizyjny. I... praktycznie wszystko. Ktoś coś mówił, że teraz rządzi Netflix?

8. Ciągle te same nazwiska. Allison Janney pewnie przestanie dostawać nagrody za "Mom", kiedy ten okropny, siermiężny sitcom wreszcie wyleci z ramówki. Do tego czasu inne dobre aktorki komediowe, grające w znacznie lepszych serialach komediowych, są bez szans. To samo z nominacjami - za dużo osób dostaje je za nazwiska. No chyba że nazywają się Clive Owen, wtedy są ignorowani.

9. Nawet Peter Dinklage się zdziwił, że nie wygrał Jonathan Banks! Zdziwienie Petera Dinklage'a było moim zdziwieniem. Tak, wiem, on jest wspaniałym aktorem. Ale kurcze, przypomnijcie mi... Tyrion jakoś szczególnie się wyróżnił w 5. sezonie "Gry o tron"? Czy może Akademia Telewizyjna ogląda wszystko z rocznym opóźnieniem?

banks345

10. Brakowało ekipy "The Affair". Bardzo. Brak "The Affair" czy "The Americans" (jeśli pominąć Margo Martindale, która zgarnia nagrody, niezależnie od tego, gdzie akurat gra) wciąż jest dla mnie niepojęty - ich miejsce jest wśród najlepszych. Oczywiście, rozumiem, robi się coraz bardziej tłoczno. Ale mimo wszystko...

11. No i po co był ten klip ze spoilerami? Chyba tylko po to, żeby Andy Samberg mógł powiedzieć "Welcome to the spoiler awards". Amerykanie ciągle nie rozumieją, że nie wszyscy są ze wszystkim na bieżąco - reszta świata ma też inne rozrywki, nie tylko telewizję - więc beztrosko rzucają w nas największymi możliwymi spoilerami. Pal licho, jeśli to jest pożegnalna piosenka Stephena Colberta albo fragment sceny z finału "Mad Men", z którego nic się nie zrozumie, jeśli się tego nie widziało. Ale kilka finałów seriali zaspoilerowano naprawdę porządnie. Efekt? Tysiące wściekłych tweetów.

12. "Pożegnaliśmy też 'Detektywa', choć ten jeszcze się nie skończył". Andy Samberg, choć ogólnie miły i kochany z niego człowiek, parę razy zażartował z "Detektywa" w dość niewybredny sposób. "To był rok pożegnań. Pożegnaliśmy 'Mad Men' i 'Parks and Recreation". Pożegnaliśmy też 'Detektywa', choć ten jeszcze się nie skończył" - oznajmił gospodarz gali, a publika radośnie zaryczała. Droga ze szczytu na samo dno jak widać długa nie jest.

13. A w "The Knick" nawet reżyseria nie jest podobno najlepsza. O tym, że "The Knick" w ogóle istnieje, przypomniała mi dopiero kategoria reżyserska. Ale i tu serial został zignorowany, bo czemu ktokolwiek miałby doceniać to, co wyprawia z kamerą Steven Soderbergh, kiedy mamy "Grę o gron". Najlepszą pod absolutnie każdym względem.

To tyle ode mnie. Będzie jeszcze ranking najlepszych momentów z fragmentami wideo, jak tylko się zorientuję, co jest dostępne w naszej części świata, a co nie. A tymczasem - komentujcie i znęcajcie się, póki wszyscy mamy na to czas. Już jutro wszyscy zajmiemy się czymś zupełnie innym.