Kultowe seriale: "Przystanek Alaska"

"Przystanek Alaska" (Fot. CBS)

"Przystanek Alaska" (Fot. CBS)

"Przystanek Alaska" był jedną z tych produkcji, które nie tylko chciało się oglądać raz w tygodniu, ale której częścią pragnęło się być. Marzyło się więc o życiu w Cicely, o byciu członkiem niesamowitej społeczności i o doświadczaniu świata w podobny sposób jak mieszkańcy tego wspaniałego miejsca.

Przygoda komediodramatu Joshuy Branda i Johna Falseya z telewizją rozpoczyna się latem 1990 roku na antenie CBS. Jak to często bywa, początkowo mało kto się spodziewał aż tak wielkiego sukcesu. Zresztą w pierwszych tygodniach oglądalność nie powalała.

Dopiero od 3. sezonu serial staje się częścią jesiennej ramówki. W międzyczasie zaczyna się też okres największych triumfów: pochwały, nominacje i nagrody – w tym dwa Złote Globy (1992, 1993) i Emmy (1992) za najlepszy serial dramatyczny. Od sezonu 1991-1992 po 1993-1994 "Przystanek Alaska" okupuje wysokie miejsca na nielsenowskiej liście najpopularniejszych produkcji w amerykańskiej telewizji. Losy aktorów, a szczególnie negocjacje kontraktowe Roba Morrowa (zahaczające także o sądy), nagle stają się istotną częścią medialnego cyrku. Sława, większe budżety i gaże – dobre czasy. Nawet na plan zdjęciowy w Roslyn w stanie Waszyngton regularnie ściągały setki gapiów.

Ostatecznie licznik zatrzymał się na 110 odcinkach i 6 sezonach. Co ciekawe, recenzenci za oceanem za bardzo nie rozpaczali po zakończeniu emisji. Od "The New York Times" po "Los Angeles Times" pojawiały się zdania, że formuła serialu się wyczerpała; że już najwyższy czas na koniec. Owszem, doceniano styl, w jakim produkcja pożegnała się z anteną, ale nie było rozpaczy czy nawoływania do zmiany decyzji.

Był sobie Joel, a potem zostało tylko Cicely

Punktem wyjścia "Przystanku Alaska" było przybycie do Cicely nowego lekarza z Nowego Jorku – Joela Fleischmana (Rob Morrow). Pojawia się on w tej mieścinie, aby odpracować kredyt studencki. No dobrze, tak dokładnie to Joel przybył na daleką północ, aby ową kwotę odpracować w którymś ze szpitali w Anchorage, ale zabrakło dla niego miejsca. Otrzymał więc jedną z propozycji, jak to się mówi, nie do odrzucenia. To niesamowite, jak współcześnie całość brzmi pomimo przeszło 25 lat od emisji. Nawet kredyty studenckie wciąż są żmudnie spłacane przez tłumy byłych już żaków.

I przez długi czas, dzięki nieprzystosowaniu Fleischmana, wprowadzani byliśmy w zwyczaje mieszkańców Cicely. Poznawaliśmy kolejnych bohaterów i ich historie, przyzwyczajaliśmy się do ich czasem dziwnych praktyk. Ed (Darren E. Burrows), Maurice (Barry Corbin), Chris (John Corbett), Shelly (Cynthia Geary), Holling (John Cullum) i inni – wszyscy bardzo szybko zyskali swoje własne głosy i błyskawicznie, pomimo ograniczonego czasu przy tak licznej obsadzie, stali się czymś znacznie więcej niż tylko tłem dla przygód nieszczęśliwego Joela.

Od samego początku wiadomo też było, że za każdym razem, kiedy pominięta w wyliczance powyżej Maggie (Janine Turner) znajdowała się w pobliżu Fleischmana, działy się rzeczy wielkie. W pierwszym sezonie wystarczyło tych dwoje np. zamknąć w samolocie z prochami zmarłego i powstawała niezapomniana scena. Ich kłótnie, rozmowy, spory, nieporozumienia – to po prostu jeden z tych serialowych duetów, o którym nie da się zapomnieć.

Mniej więcej od finału 1. sezonu -"Aurora Borealis: A Fairy Tale for Grown-Ups" - w "Przystanku Alaska" rzeczywistość przestała być jedynym źródłem opowiadanych historii. Marzenia senne, życie, śmierć, ludzka fantazja, zwyczaje mieszkańców miasta, cykl lokalnych świąt i matka natura mieszały się ze sobą w rozmaitych dawkach i kombinacjach. Powstawały takie odcinki jak "Spring Break" (2x05) czy moje ulubione "Midnight Sun" (4x02). Cudowne, świąteczne "Seoul Mates" (3x10), bardzo ciekawa opowieść o początkach mieściny w "Cicely" (3x23) i wiele, wiele innych.

Na koniec trzeba wspomnieć jeszcze o niefortunnej drugiej połowie 6. sezonu, kiedy Joela już nie było, a do Cicely trafiają Phil Capra (Paul Provenza) i jego żona – Michelle (Teri Polo). Niefortunnej, bo nie pasowali oni do tłumu wspaniałych bohaterów i milionów widzów zaznajomionych z prawami rządzącymi tym dziwnym światem. Rozczarowania związane z 6. serią pokazały, że pewnych rzeczy nie da się zrobić dwa razy.

Lokalne doświadczenia

Pierwsze odcinki "Przystanku Alaska" pojawiły się w Polsce w 1993 roku na antenie TVP 2. Gdzieś mniej więcej z tamtego okresu pochodzą moje pierwsze wspomnienia związane z serialem. To przez te pojedyncze mignięcia części odcinków i ich powtórek nigdy nie obejrzałem wszystkich sezonów po kolei. Zazwyczaj losowo wybierałem odcinki czy całe sezony – do niektórych wracałem wielokrotnie.

W kolejnych latach czy nawet w następnej dekadzie produkcja ta zwiedzała anteny kilku innych stacji. Z jakiegoś powodu za każdym razem kiedy nawet przypadkiem wpadało się na dany odcinek, trudno było przeskakiwać na kolejne kanały. Nawet teraz, kiedy seriale konsumuje się już nieco inaczej, trudno się oderwać. Serio, nawet pisząc ten akapit, zgubiłem się w okolicach połowy 4. sezonu.

Najważniejszą jednak rzeczą w doświadczeniach z "Przystankiem Alaska" chyba zawsze było to, że z każdą kolejną godziną człowiek coraz poważniej rozważał przenosiny w okolice koła podbiegunowego. Oczywiście o ile mieszkańcy byliby równie barwni jak w Cicely, a poranny radiowy program prowadziłby ktoś podobny do Chrisa. Gdzie wszyscy spotykaliby się w knajpie podobnej do The Brick, a okresowe zmiany pogody prowadziłyby do szalonych wydarzeń.

To pewnie owa potrzeba znalezienia takiego właśnie miejsca jest jedną z najważniejszych pozostałości po tym jakże kultowym serialu. To i te cudowne chwile, kiedy wzburzony Joel Fleischman wpadał w słowotok.