"The Walking Dead" (6x08): Wielkie oszustwo

"The Walking Dead" (Fot. AMC)

"The Walking Dead" (Fot. AMC)

6. sezon "The Walking Dead" zaczął się bardzo dobrze. Później było tylko gorzej, a zimowy finał jest już bardzo, ale to bardzo nieudany. Spoilery!

Nuda - to najlepsze słowo, które określa "Start to Finish", czyli finał "The Walking Dead" przed zimową przerwą. Chociaż - jak można było się spodziewać - hordy szwendaczy wreszcie zaczynają zalewać Aleksandrię, a nasi bohaterowie znajdują się w krytycznej sytuacji, to widza niewiele to obchodzi. W jakiś sposób twórcom serialu udało się pozbawić go jakichkolwiek emocji w ostatnich odcinkach 6. sezonu. "Start to Finish" tylko potwierdza ten trend. A zaczynało się tak dobrze, oczekiwania były naprawdę wysokie. I być może to był największy problem.

Na Serialowej dwukrotnie zachwycaliśmy się "The Walking Dead" w tym sezonie. Odcinek "JSS" z atakiem Wilków na Aleksandrię był zdecydowanie najmocniejszym punktem jesieni z zombie. Również "Thank You" wzbudził entuzjazm części redakcji. Później forma serialu już tylko spadała. Paradoksalnie to od "Thank You" - po którym tygodniami roztrząsaliśmy pytania o śmierć Glenna, który, jak się okazało, wczołgał się po prostu pod śmietnik - zaczął się problem z 6. sezonem.

Efektem tego jest "Start to Finish" - odcinek tak pozbawiony emocji i energii, że aż trudno uwierzyć, że przed nim były takie perełki, jak wspomniany "JSS". Jak się okazuje, można pokazać atak szwendaczy na Aleksandrię bez sprawienia, że zainteresuje to widza. To wynik dwóch decyzji: tego, że tak mało obchodzą widzów postacie z Aleksandrii (bo nie zainwestowano w ich rozwój) i tego, że po cudownym ocaleniu Glenna już nikt chwilowo nie wierzy, iż głównym bohaterom może stać się coś poważnego.

Dlatego hordy zombie budzą tylko ziewanie, a ich atak na Aeksandrię jawi się jako kolejna przeszkoda, z którą w ten czy inny sposób Rick sobie poradzi. Nieco inaczej jest z konfrontacją Morgana i Carol na tle zatrzymanego przez Morgana członka grupy Wilków, co ostatecznie kończy się bardzo źle dla Denise - chyba jedynej szerzej pokazanej postaci z Aleksandrii. To chyba jedyny mocny punkt tego odcinka, chociaż to starcie i tak wygląda na bardzo wymuszone. I nawet zapowiedź pojawienia się Negana (który ma być gorszy niż Gubernator) wywołuje już na wstępie lekkie wzruszenie ramion.

Sezon 6 zaczął się bardzo dobrze. To był powrót do takiego "The Walking Dead", jaki najbardziej lubimy. Jednak jak się okazało, pierwsze kilka odcinków zaostrzyło nasze apetyty, co skończyło się ogromnym rozczarowaniem. Można nawet powiedzieć, że zapowiedź lepszej jakości w całym sezonie (a tego się wszyscy spodziewali) była oszustwem, takim jak rzekome zagrożenie dla Glenna.

W tej sytuacji powrót serialu po przerwie musi być okazją do poważnego restartu - kolejnego w historii "The Walking Dead". Ewidentnie pomysł, by rozdzielić na wiele wątków historię, która toczy się w ciągu kilkunastu godzin, całkowicie się wyczerpał. Teraz może być tylko lepiej, chociaż serial pozostawia widzów z poczuciem niesmaku i rozgoryczenia.

REKLAMA