Szczyt absurdu, czyli jakie seriale oglądają Polacy

"Crossbones" (Fot. NBC)

"Crossbones" (Fot. NBC)

Po polskich portalach krąży od paru dni ranking najpopularniejszych amerykańskich seriali w naszym kraju, stworzony przez serwis Vulture. Nie uświadczycie w nim ani "Gry o tron", ani "The Walking Dead", ani "Fargo", jest za to "CSI" we wszystkich możliwych odmianach, "Kości", a także kilka miniseriali, o których mało kto słyszał. O co chodzi?

Serwis Vulture przygotował zestawienia najchętniej oglądanych amerykańskich seriali w 18 krajach świata. Są one przedziwne i nie mają nic wspólnego z tym, o czym się dyskutuje w internecie choćby w Polsce. Gdyby ktoś mnie zapytał, który amerykański serial jest najpopularniejszy w kraju nad Wisłą, bez wahania bym powiedziała, że "Gra o tron" i po chwili dorzuciłabym pewnie jeszcze "The Walking Dead", "Detektywa" albo "Fargo". Na pewno nie wpadłoby mi do głowy wymienić "The Book of Negroes" ani "Crossbones", które królują na liście Vulture.

Całe zestawienie jest cudownie absurdalne i prezentuje się tak:

vulture-topten

Domyślacie się już, o co chodzi, czy jesteście zajęci guglowaniem "The Book of Negroes" (bo na Serialowej nie znajdziecie o tej produkcji ani słowa)? Tak, tak, tu chodzi o oficjalną oglądalność seriali w polskich stacjach telewizyjnych, oczywiście tych ogólnodostępnych. Zdobywca pierwszego miejsca to miniserial, który został wyemitowany przez TVP pod tytułem "Aminata - siła miłości". Drugie miejsce również należy do TVP i szybko zapomnianego w USA serialu "Crossbones", z którego jakimś cudem zrobił się u nas hit. Dalej mamy kontynuację "Biblii", kompletnie niszowe w Stanach "Frontline" oraz "True Justice" - czyli "Bez litości" ze Stevenem Seagalem. A na deser jeszcze "Kości", "CSI" we wszystkich możliwych odmianach i "Agentów T.A.R.C.Z.Y.".

To są najpopularniejsze seriale w Polsce, bo to właśnie te seriale kupuje i promuje Telewizja Polska, a także Polsat. Emitowane o późnej porze w niedzielę "Breaking Bad" nigdy w życiu na tę listę by się nie załapało. Podobnie "Gra o tron" - którą, owszem, tysiące Polaków oglądają legalnie w HBO i HBO GO, ale która pewnie w "drugim obiegu" jest jeszcze popularniejsza.

A jak to wygląda w innych krajach? Cóż, "The Book of Negroes" z pewnością czyni nas wyjątkowymi, ale już "CSI" czy "Kości" niekoniecznie. Procedurale, zwłaszcza te produkowane przez CBS, są bardzo wysoko właściwie wszędzie. Podobnie jak sitcomy: "The Big Bang Theory", "Modern Family", "How I Met Your Mother". Tu i ówdzie można też znaleźć "Modę na sukces" i inne opery mydlane.

Jakimś cudem w Rosji króluje "Gra o tron" - czyżby wszystko inne Rosjanie zdążyli przerobić już na swoją modłę? Ciekawy jest też przypadek Szwecji, gdzie pierwsza trójka wygląda tak: "Mr. Robot", "Detektyw", "Homeland". Polecam lekturę całej listy, bo jest ona naprawdę zadziwiająca i pokazuje, jak duży wciąż jest rozrzut pomiędzy tym, co serwuje ogólnodostępna telewizja właściwie na całym świecie, a tym, o czym się dyskutuje w internecie.