Napisy piątkowe #9: Seks, święta, "Star Wars"

Fot. CBS

Fot. CBS

W 9. odcinku "Napisów piątkowych" na moment porzucimy kolorowe peleryny i kapturki. Przeszłość niektórych bohaterów przyniesie ciekawe opowieści, chemicznie wspomagane mózgi również zaznaczą swoją obecność, a urodziny Amy Farrah Fowler doprowadzą do szokujących wydarzeń. Dziwny tydzień z serialami CBS wypadł całkiem niecodziennie. Spoilery.

Zacznijmy więc od końca, czyli od "The Big Bang Theory", Sheldona (Jim Parsons), urodzin Amy (Mayim Bialik), "Gwiezdnych wojen" i drobnej nutki startrekowego trollowania. "The Opening Night Excitation" nie zawiodło, kilkukrotnie rozbawiło, a dodatkowo dostarczyło widzom tematów do rozmów na dłuższy czas. Nawet emisja odcinka odbyła się w odpowiednim momencie. Pomyślcie, jaka byłaby zawierucha, gdyby spartaczono te 20 minut…

Najważniejsze, co można powiedzieć o tym odcinku, jest to, że nie został on przekombinowany - gdyby tak się stało, dosłownie nic by nie pomogło. Nowy etap w związku Amy i Sheldona oraz wylądowanie w łóżku tego duetu to zbyt ważne i długo odkładane wydarzenie, by jakiekolwiek potknięcie mogło być tolerowane. Podobało mi się, jak część odcinka związaną z urodzinami Amy i tym, co będzie "prezentem" od Sheldona, powiązano z tą dotyczącą wizyty na premierze "Star Wars: The Force Awakens". Jak wiele drobnych żartów, które w ostatnich tygodniach wypadały blado, tym razem naprawdę zagrało. Reakcja Amy, gdy dowiedziała się, co się święci, świetna gościnna wizyta Boba Newharta, trollujący w kinie Wil Wheaton, nowy sposób na skołowanie Sheldona przy pukaniu – dosłownie wszystko pasowało, wszystko było na miejscu. Wypada dodać – w końcu.

W samych scenach urodzinowych widać było także troskę o bohaterów. Reakcje postaci na szczęście też wyszły poza to, do czego przyzwyczaili nas zarówno Amy, jak i Sheldon. Było słodko, uroczo, ciepło, z istotnym dodatkiem zrozumiałego poddenerwowania i nieporadności. Ładnie też zestawiono to wszystko z reakcjami Leonarda (Johnny Galecki) i reszty w kinie. W sumie chyba dawno nie byłem tak zadowolony po odcinku "The Big Bang Theory".

W "Limitless" starano się z kolei zapanować nad chaosem wywołanym przez pozornie niewinny napad – oczywiście o ile napady mogą być "niewinne". W "This Is Your Brian On Drugs" skradziono koszmarną z punktu widzenia reszty świata ilość NZT, a ostatnie kilkadziesiąt godzin Caseya (Desmond Harrington) wśród żywych miało większy potencjał, niż można by się spodziewać. Zostać rzuconym przez SMS-a, nafaszerować się prochami, a potem jeszcze biegać z bronią po siedzibie FBI – wszystko w jednym odcinku – to się nazywa fantazja. Z drugiej strony dla niektórych twórcy serialu po prostu nie mają litości i chyba dzięki temu całkiem sprawnie poruszają się pomiędzy elementami komediowymi czy nawet dziecinnymi a tym, co poważne, tragiczne.

Choć sam chaos wywołany zaginięciem tabletek wydawał się nieco zbyt stonowany, to i tak był to bardzo dobry odcinek. Spojrzenie na sytuację z różnych perspektyw miało swój urok. Za chwile w obecności Mike'a (Michael James Shaw) i Ike'a (Tom Degnan) należą podziękowania, a i zobaczyliśmy przecież, jak mózgi różnych osób reagują na styczność z wiadomym środkiem wspomagającym myślenie. Podobał mi się także kolejny fragment życia Boyle'a (Hill Harper). Zresztą jego obecność w tym odcinku wreszcie nie sprawiała wrażenia niepotrzebnego dodatku do tego, co istotne w serialu CBS.

W "NCIS" Ducky (David McCallum) doczekał się znowu "swojego" odcinka, a scenarzystom udało się opowiedzieć bardzo ciekawą historię. Wizyta w Londynie w towarzystwie młodszego dr. Mallarda to raz jeszcze wspaniałe urozmaicenie oraz szansa na poznanie kolejnego rozdział w jego długim życiu. W retrospekcjach pokazano nam również jedne z najsmutniejszych świąt tego telewizyjnego grudnia. Młodziutki Nicholas nie miał najlepszego dzieciństwa.

Podobał mi się ten odcinek, głównie dlatego że nawet w opowieści o spotkaniu dwóch braci po kilkudziesięciu latach uniknięto banalnego wariantu szczęśliwego zakończenia. Nie zamęczano też widzów ciążącym nad tym sezonem wątkiem małżeńskim, który powoli zbliża się chyba w stronę rozwodu. Adam Campbell znowu dobrze wypadł jako Ducky w retrospekcjach i chętnie zobaczyłbym miniserial z młodym Mallardem włóczącym się po świecie.

Do zobaczenia!

REKLAMA