"Z Archiwum X" (10x03): Wierząc w niemożliwe

Trzeci odcinek nowego sezonu "Z Archiwum X" nie jest może przełomem, ale na pewno to najlepsze 45 minut od styczniowego (re)startu. I chociaż tony są lżejsze, to obserwacje i puenta - już niekoniecznie. Spoilery!

"Z Archiwum X" kojarzy się z mrocznymi klimatami i trudną tematyką. Tymczasem kilka najlepszych odcinków serialu z czasów jego największej świetności było niekoniecznie na serio. "Small Potatoes", "Humbug" czy "Clyde Bruckman's Final Repose" przychodzą automatycznie do głowy, podobnie jak autor kilku z nich - Darin Morgan, który napisał też scenariusz dla "Mulder and Scully Meet the Were-Monster" i go wyreżyserował.

Historia opowiadana przez Morgana jest w typowy dla niego sposób przewrotna. Oto mamy archetypiczny początek dla dziesiątków odcinków: atak bliżej niezidentyfikowanego potwora w środku mrocznego lasu, ofiary, agenci Mulder i Scully wezwani na pomoc. Szybko jednak - w zasadzie od pierwszej sceny - okazuje się, że nie ma tu mowy o ponurym tonie z poprzedniego odcinka. Jest nawet scena seksu z udziałem Scully (ale nie z Mulderem)!

Jak się szybko okazuje, potwór (a konkretniej wcielający się w jego ludzką formę Rhys Darby) nie jest tym, na co wygląda. Wręcz przeciwnie - sprawcą serii zbrodni jest zwykły człowiek, a "potwór" okazuje się przypadkową ofiarą, wplątaną w całą sytuację. Co więcej, w tym odcinku to potwór zmienia się w człowieka, a nie na odwrót. To bardzo przewrotne odwrócenie znanego schematu, które zostało zrealizowane w niemal perfekcyjny sposób. Całe śledztwo nie ma tu zresztą dużego znaczenia. Rhys Darby stworzył postać, która może śmiało rywalizować z najbardziej kultowymi "stworami" z najlepszych lat.

Ten odcinek pełny jest też znakomitych scen - od monologu Muldera do Scully przez rozmowę i historię "potwora" pod koniec całego odcinka. Rhys Darby potrafił pokazać absurd całej sytuacji, odwrócenia znanego doskonale paradygmatu przesady. Wszystko zrobiono z na tyle dobrym wyczuciem, że odcinek nie wygląda też jak próba nachalnego żerowania na nostalgii fanów.

Ale wszystko ma swój większy sens. Bo ten odcinek ma kilka przesłań wykraczających poza egzystencjalne rozważania o człowieczeństwie. Mulder w tym odcinku wątpi, czy jego praca i misja życiowa ma sens. Narzeka, że wiele rzeczy zostało już rozwiązanych, "gdy nas nie było"; że to. co robi, nie prowadzi do niczego. "A jestem już w średnim wieku" - zauważa, siedząc w piwnicy budynku FBI. Guy Mann (czyli wielka, humanoidalna jaszczurka) przekonuje go jednak, że warto poszukiwać nadal prawdy, że istnieje jakieś "nieznane", którego internet nie wyjaśni.

To ciekawe, jak bardzo ten sezon zwrócony jest właśnie przeciwko nowoczesnej technologii. A może nie tyle przeciwko nowoczesnej technologii, co przeciwko jej nadużywaniu. "Internet nie działa na ciebie pozytywnie" - mówi w pewnej chwili do Muldera Scully, zirytowana jego kolejnymi fantastycznymi teoriami co do sprawcy. Jednym z głównych żartów w całym odcinku jest to, jak Mulder nie może poradzić sobie z nowym smartfonem i biega za potworem, cały czas robiąc zdjęcia (które okazują się oczywiście nieudane). "To wina aplikacji" - tłumaczy. Co ciekawe, Mulder ma ustawiony jako dzwonek w telefonie... muzykę z czołówki. Odcinek pełny jest takich smaczków, co sprawia, że całość na pewno jest najbardziej spójną i najlepszą godziną nowego "Z Archwium X" do tej pory.

Morgan potrafił jednak połączyć lekką formę z ważnym przesłaniem. Ten odcinek ma serce i chyba najlepiej do tej czuć w nim magię z lat 90. Transformacja - główny motyw odcinka - to tylko jedna z jego warstw. Dzięki sprytnemu scenariuszowi Morgan nawiązuje do wielu różnych spraw w równy sposób.

"Jeśli w życiu nie ma nic innego niż to, co już znamy, to nie zostaje nic poza zmartwieniami, wątpliwościami, żalami i samotnością" - to kluczowe zdanie odcinka. I Morgan w przewrotny sposób nawiązuje też do sensu powrotu całego serialu jako takiego. Też mamy wątpliwości, czy archaiczny w swojej konstrukcji serial ma szanse bytu we współczesnym świecie. "Chcę uwierzyć" - krzyczy pod koniec Mulder. I my też chcemy uwierzyć, że ma to sens - że powrót tego serialu był udanym pomysłem, tak jak Mulder przełamał swoje zwątpienie i sceptycyzm. Jak pokazują rekordowe wyniki oglądalności, to wiara, którą podziela nie tylko Mulder.

REKLAMA