Nasz top 10: Najlepsze seriale lutego 2016

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

2. "Better Call Saul" (nowość na liście)


Mateusz Piesowicz: Powrót Jimmy'ego McGilla po rocznej rozłące uświadomił mi, jak bardzo tęskniłem za tym bohaterem. W pierwszych odcinkach drugiego sezonu nie robi wprawdzie niczego szczególnego (jak na siebie oczywiście) - a to zabawi się kosztem niczego nieświadomego maklera, a to użyje swojego uroku osobistego na grupie staruszków, a to w końcu nakręci wyciskającą łzy reklamówkę. We wszystkich tych czynnościach jest jednak tak cudownie naturalny, że nie sposób oderwać od niego wzroku.

Jasne jest, że historia Jimmy'ego zmierza w jedynym możliwym kierunku, któremu na imię Saul, a to koniec końców nie może skończyć się dobrze. Co z tego jednak, skoro nawet oglądanie niewesołej przyszłości tego bohatera w krótkim, wręcz poetyckim prologu sprawia ogromną przyjemność? Jimmy McGill to po prostu tak doskonale napisana i zagrana postać (o geniuszu Boba Odenkirka chyba nie ma potrzeby wspominać?), że każda spędzona z nim godzina mija w mgnieniu oka i od razu chce się więcej. Jak dobrze, że dopiero zaczęliśmy sezon.

Marta Wawrzyn: Uff, po wszystkich dziwnych tworach, jakie nam serwowano w styczniu, oglądanie "Better Call Saul" jest jak oddychanie dla odmiany czystym powietrzem, nie takim krakowskim. Rzeczywiście niczego wielkiego w tych pierwszych odcinkach nie zobaczyliśmy, ale żeby to inne seriale potrafiły w taki sposób nam pokazywać "nic wielkiego"!

Przede wszystkim widać w tym wszystkim cudowną pewność siebie, doświadczenie i lekkość. Zwłaszcza to ostatnie jest nie przecenienia, bo teraz wiele scenariuszy sprawia wrażenie powstających w bólu. "Better Call Saul" momentami wygląda jakby pisano go od niechcenia, choć nikt chyba nie ma wątpliwości, że wszystko, wszyściuteńko - od figurek w domach staruszek, poprzez kubek niepasujący do nowego auta, aż po twarz palanta spotkanego w barze - jest dokładnie przemyślane i nie znalazło się tu przypadkiem.

To, że wiemy dokąd ta historia zmierza, jest bez znaczenia. Twórcy "Better Call Saul" chcą przede wszystkim oddziaływać na nasze emocje, czyli po prostu sprawić, żebyśmy przywiązali się do Jimmy'ego i przeżywali jego przemianę. I wydaje mi się, że to będzie działać coraz lepiej, a główny bohater, i tak już przecież bardzo skomplikowany, jeszcze będzie się rozwijać. Podobnie jak w "Breaking Bad", to właśnie przemiana jednego człowieka jest tu najbardziej fascynująca - choć zupełnie inaczej pokazana.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
REKLAMA