Oceniamy serialowe nowości z kwietnia 2016

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13

"Game of Silence"

"Game of Silence" (Fot. NBC)

"Game of Silence" (Fot. NBC)


Mateusz Piesowicz: Zobaczywszy "Game of Silence", można się poważnie zastanawiać, z czym właściwie mamy do czynienia. Tylko w dwóch pierwszych odcinkach serial NBC serwuje nam bowiem kilka trupów, molestowanie seksualne nieletnich, znęcanie się nad dziećmi w poprawczaku, walki w klatce, oparzenie żrącą substancją i jeszcze sporo innych "atrakcji". Sensacja? Brutalny kryminał? Nic z tych rzeczy, "Game of Silence" pretenduje do miana poważnego dramatu obyczajowego.

Brzmi niedorzecznie i tak samo wygląda, bo twórcy postanowili upchać tu chyba wszystkie możliwe klisze, obarczając swoich bohaterów bagażem emocjonalnym, jakiego większość nie dorobiłaby się przez całe życie. Całość podejrzanie przypomina film "Uśpieni" Barry'ego Levinsona i opowiada o grupie przyjaciół, których połączyła tragiczna historia z dzieciństwa i czas spędzony w poprawczaku rodem z najgorszych koszmarów. Serial nie dotyczy jednak tego okresu, a późniejszych wydarzeń, gdy przeszłość dopada bohaterów i zmusza ich do zmierzenia się ze swoimi demonami.

Byłby to temat na co najmniej poprawny serial, gdyby twórcy potrafili tchnąć w niego choć trochę życia. Niestety, choć "Game of Silence" sięga po cały wachlarz tandetnych sztuczek, nie udaje się z nich wykrzesać ani grama emocji. Brutalność szybko powszednieje, przemoc psychiczna zamiast poruszać, przeistacza się w karykaturalną i wyolbrzymioną wersję samej siebie, a motywacje bohaterów opierają się na tak nieprzekonujących fundamentach, że trudno dać im wiarę.

Subtelność to wprawdzie ostatnia rzecz, jakiej oczekiwałbym od NBC, jednak są granice sztuczności, których absolutnie nie powinno się przekraczać, chcąc zachować wiarygodność. "Game of Silence" szturmuje je w pełnym rynsztunku i z okrzykiem na ustach, sprawiając, że bliżej mu do prostej rozrywki do kotleta niż pełnokrwistego dramatu.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13
REKLAMA