7 rzeczy, które uczyniły mój tydzień lepszym

"Legion" (Fot. FX)

0

Ten tydzień to przede wszystkim kolejna surrealistyczna wycieczka po głowie Davida w "Legionie". A schodząc bardziej na ziemię, doceniam m.in. pomruki Toma Hardy'ego, zapowiedź powrotu Kimmy Schmidt i wejście nowego serwisu VoD do Polski.

1. Summerland i to użyteczne pokrętło w głowie Davida Hallera

"Legion" jest jednym z nielicznych seriali, które już od swoich pierwszych minut coś ze mną zrobiły, sprawiając, że nie mogę się od nich oderwać, niezależnie od tego, co się dzieje na ekranie (poprzednie to m.in. "Mad Men" i "Fargo"). Nie pytam, dokąd zmierza (choć pewnie w bardziej konwencjonalnym kierunku, niż może się wydawać po odjechanym początku), nie podejrzewam wszystkich po kolei o nieistnienie, po prostu cieszę się podróżą, bo ta jest absolutnie niezwykła. Dziwią mnie opinie, że w serialu chodzi o twisty i o to, jak bardzo Noah Hawley nas przechytrzy. Nie sądzę, żeby jego celem było przechytrzanie kogokolwiek i opieranie się na momentach typu "Mamy cię!".

Jeśli już ma chodzić o coś konkretnego, to raczej o sprawdzanie granic wyobraźni, które dla "Legionu" wydają się nie istnieć. A to dlatego, że jego główny bohater nie patrzy na świat tak jak my i wszystko, co widzi, jest jakiegoś rodzaju skrajnością. W Clockworks widzieliśmy świat we wściekle jaskrawych barwach, więc efekt był bardzo specyficzny, ale przecież bukoliczny Summerland, który wydaje się być odbiciem wyidealizowanej części wspomnień Davida z dzieciństwa, też jest przestylizowany do granic nierealności (co jednak nie czyni go nieistniejącym). To wszystko zostało zrobione jak szalona bajka, którą mogłabym oglądać w kółko, ale chyba nic nie pobije początkowej sekwencji w stylu "Czasu Apokalipsy" i tego, jak Dan Stevens nas wprowadził w wydarzenia z "Chapter 2".

Noah Hawley pokazuje w "Legionie", że jest prawdziwie postmodernistycznym twórcą, który widział wszystko i potrafi z tego skorzystać, budując własną historię. Jest też twórcą, którego wyobraźnia rzeczywiście nie ma granic, w końcu któż z nas nie chciałby posiadać takiego użytecznego pokrętła w głowie? I czy kiedykolwiek wcześniej wpadliście na to, że moglibyście je mieć?

gif-volume

2. Tom Hardy i jego supermęskie pomruki z "Tabu"

Niezależnie od tego, czy jesteście fanami tego serialu i tego aktora, czy wręcz przeciwnie - będzie Was to bawić. Tom Hardy sztukę wydawania niskich dźwięków opanował do perfekcji - jest tu wszystko, poczynając od lekkich mruknięć, poprzez porządne chrząknięcia, aż po odgłosy, jakie mógłby pewnie wydać wściekły niedźwiedź.

3. Nowy serwis VoD w Polsce

Jeśli Wasze komentarze są jakiś odpowiednikiem rzeczywistości, to by znaczyło, że ShowMax miał całkiem niezłe wejście. Przystępna cena, sporo polskich filmów i seriale, które jeszcze w Polsce nie miały premiery - to w pewnością duże plusy. Podobnie jak to, że serwis jest spolszczony od początku. Cieszę się, że się cieszycie, i nawet jeśli ja sama do bardzo zadowolonych nie należę, nie będę narzekać na to, że serwisy VoD oferujące zagraniczne seriale wreszcie zaczynają walczyć o polskiego widza. Oczywiście, przesadne rozdrobnienie rynku też nikomu służyć nie będzie, ale jeśli Netflix, Amazon Prime Video i ShowMax będą w stanie zaoferować dostęp do większości dobrych seriali, mają szansę stać się alternatywą dla kablówki.

4. Nowe przygody Kimmy Schmidt jeszcze wiosną!

19 maja - zaznaczcie sobie tę datę w kalendarzu na różowo i koniecznie dorysujcie obok kwiatek, a w międzyczasie zobaczcie, jak lemoniaduje nasz Titus. Najlepsza niespodzianka tego tygodnia!

5. Przepiękne fotki z "Feud: Bette and Joan"

Ryanowi Murphy'emu nie wszystko wychodzi, ale "Feud" wygląda dokładnie jak coś, co po prostu musi się udać. Na razie mamy klipy, czołówkę i kolejny dowód na to, że chyba tylko graficy zatrudniani przez FX coś wiedzą o obróbce zdjęć. Foty obsady wyglądają niesamowicie, a mnie szczególnie miło było odkryć na nich Kiernan Shipkę, córkę Draperów z "Mad Men". Uważam, że ta młoda aktorka ma wielki talent, i z pewnością dobrze się odnajdzie u Murphy'ego.

feud10

6. Bob Odenkirk został Stephenem Colbertem

Jeśli pamiętacie "Mr. Show", to będzie dla Was jak podróż do przeszłości. Bob Odenkirk i Stephen Colbert zamienili się miejscami w serii absurdalnych klipów.

7. A poza tym oglądam "Crashing" HBO

Nie miałam jeszcze czasu porządnie wgryźć się w "Wielkie kłamstewka" (choć pierwsze wrażenie oczywiście jest super), ale za to dziś w nocy obejrzałam sześć odcinków "Crashing" i bardzo mi się spodobał Pete Holmes. To komik w Polsce właściwie nieznany i nie sądzę, żeby skromny serial na HBO miał to zmienić. Ale jeśli lubicie komedie tworzone przez stand-uperów, sprawdźcie koniecznie i tę. Pete to facet, którego już w pilocie chce się przytulić jakieś tysiąc razy, bo jest przemiłym człowiekiem, a świat jakoś nie chce tego docenić. I właśnie to go odróżnia od kilkudziesięciu nowojorskich komików, których już widzieliśmy na małym ekranie.