Które seriale warto oglądać? Oceniamy kwietniowe nowości

"Dear White People" (Fot. Netflix)

0
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

"Girlboss"


Netfliksowy komediodramat, który wyszedł przyzwoicie, ale mógłby być jeszcze lepszy, gdyby twórcy nie starali się tak bardzo nam powiedzieć, co mamy myśleć. Główną bohaterką jest tutaj Sophia Marlowe - postać oparta na Sophii Amoruso, młodziutkiej założycielce imperium modowego Nasty Gal. To dość kontrowersyjna osóbka i mistrzyni internetowego biznesu w jednym. Jej firma parę lat temu splajtowała, a o niej samej krążą różne historie, np. że notorycznie pozbywała się pracownic w ciąży.

Serial, którego Amoruso jest producentką, pokazuje historię początków Nasty Gal z punktu widzenia samej twórczyni marki. Innymi słowy - "Girlboss" to taka opowieść, w której istnieje tylko jedna osoba i tą osobą jest sama Sophia, mówiąca nam o sobie tylko to, co chciałaby, abyśmy usłyszeli. Dziewczyna z niej ostra, charakterna, niegrzeczna, a do tego szalenie inteligentna i z różnych względów dość skomplikowana. Taka, w której wszystko krzyczy, że mamy ją pokochać, a jednak nie do końca tak to działa. "Girlboss" ogólnie brakuje subtelności i dystansu do siebie, a najbardziej to widać właśnie w sposobie portretowania głównej bohaterki.

Serial ma więc swoje wady - począwszy od łopatologii, z jaką tłumaczy się widzowi, że ta Sophia to po prostu najfajniejsza laska na świecie i już, a skończywszy na narracyjnym chaosie, w którym nie brakuje pomysłów zwyczajnie nietrafionych. Ale nawet przy pełnej świadomości tego, co w serialu nie wyszło, ogląda się go zaskakująco dobrze, przede wszystkim dzięki bardzo naturalnej Britt Robertson, wcielającej się w Sophię. To jej energia niesie serial i to dzięki niej da się choć trochę polubić główną bohaterkę, a kolejne odcinki mijają w okamgnieniu.

"Girlboss" nie jest produkcją wielką ani nawet szczególnie dobrą - ale jeśli szukacie czegoś niezobowiązującego na jeden weekend, to może być strzał w dziesiątkę. [Marta Wawrzyn]

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12