John Oliver kontra Dustin Hoffman. Komik nie odpuścił aktorowi zarzutów o molestowanie seksualne

"Last Week Tonight" (Fot. HBO)

Z oskarżeń o molestowanie w Hollywood można już powoli pisać książkę, więc niektóre mogły Wam umknąć. O tych dotyczących Dustina Hoffmana szybko nie zapomnicie - zadbał o to John Oliver.

Panowie spotkali się w Nowym Jorku podczas panelu z okazji 20-lecia premiery filmu "Fakty i akty" ("Wag the Dog"), który Oliver prowadził, a Hoffman był jednym z gości. Sytuację opisał "The Washington Post", którego dziennikarz zarejestrował też fragment spotkania na wideo. Widać tam, jak zwykła rozmowa przeradza się w zażartą dyskusję, gdy prowadzący "Przeglądu tygodnia" odniósł się do oskarżeń przeciwko słynnemu aktorowi, które ujrzały światło dzienne miesiąc temu. Niestosowne zachowanie na planie "Śmierci komiwojażera" w 1985 roku zarzuciła Hoffmanowi Anna Graham Hunter, wówczas 17-letnia stażystka.

Na oskarżenie aktor zareagował standardowym hollywoodzkim oświadczeniem mówiącym o tym, jak szanuje kobiety, jak bardzo mu przykro, że jego zachowanie postawiło kogoś w niekomfortowej sytuacji i że oczywiście nie jest takim człowiekiem. Sprawa pewnie rozeszłaby się po kościach, gdyby nie Oliver, który publicznie skonfrontował Hoffmana z niewygodnymi informacjami, zmuszając go przy okazji do rzucenia światła na swoje "przeprosiny". Te bowiem, jak wyjaśnił główny zainteresowany, były pomysłem jego przedstawicieli, bo on sam nie pamięta Anny Graham Hunter, a jego komentarze wobec niej były po prostu typowym zachowaniem na planie filmowym. Ot, drobnostka. John Oliver nie poczuł się jednak przekonany.

- "To nie odzwierciedla tego, kim jestem" - takie reakcje mnie wkurzają. To odzwierciedla, kim byłeś. Jeśli nie przedstawiłeś dowodów na to, że to się nie stało, to znaczy, że był czas, kiedy zachowywałeś się obrzydliwie wobec kobiet. Mówienie "nie jestem taki" brzmi jakbyś się wykręcał. Rozumiesz, że to wygląda na wymówkę? - pytał Oliver.

Hoffman próbował się bronić, mówiąc, że został wystawiony, bo nikt go nie uprzedził, że temat zostanie poruszony, a Oliver nie jest obiektywny, bo nie było go przy tej sytuacji. Komik przytomnie odparł, że się z tego cieszy, a jego celem było tylko zwrócenie uwagi, jak łatwo takie sprawy zamiata się pod dywan i nie poświęca im tyle uwagi, na ile zasługują. Jedynym sposobem jest mówić o nich głośno, a nie wybierać najłatwiejsze rozwiązanie i szybko o wszystkim zapominać.

Cała sytuacja podzieliła widzów przysłuchujących się dyskusji, niektórzy krzyczeli nawet do Olivera, by zakończył temat. Nie brakowało jednak braw dla prowadzącego za wiarę w kobiety, a jeszcze więcej pochwał zebrał na Twitterze, gdzie dominują wyrazy uznania za odwagę i nieprzymykanie oka na niewygodne kwestie.

Niespodziewany epilog do sprawy dopisał jeszcze Terry Crews, o którego własnych nieprzyjemnych doświadczeniach pisaliśmy dziś rano. Okazuje się bowiem, że agent Adam Venit, którego Crews oskarżył o molestowanie, jest także przedstawicielem... Dustina Hoffmana. "Sprawcy chronią sprawców" - napisał aktor, udowadniając, że potrzeba długiej i trudnej pracy, by zmienić panującą w Hollywood mentalność. Wydaje się, że sposób wybrany przez Johna Olivera może być krokiem w dobrą stronę.

REKLAMA