"Zabójstwo Versace: American Crime Story", odcinek 1 - co jest prawdą, a co fikcją?

"Zabójstwo Versace: American Crime Story" (Fot. FX)

0

Odcinek "The Man Who Would Be Vogue" zawierał m.in. scenę morderstwa przed willą w Miami Beach, białą gołębicę na miejscu zbrodni, spotkanie Versacego z Cunananem i przybycie Donatelli. Jak to wyglądało naprawdę?

Jak już wiecie z mojej recenzji "Zabójstwa Versace", bardzo mi się ten sezon "American Crime Story" spodobał, ale to nie znaczy, że wierzę we wszystko, co serwuje nam Ryan Murphy. To nie dokument, to serial fabularny. Rodzina Versace nazwała go fikcją i jest w tym trochę racji. Choć może to nie tyle fikcja, ile mieszanka faktów, spekulacji i dopowiedzeń, które wyglądają atrakcyjnie na ekranie.

Serwis Vulture, wraz z dziennikarką Luisą Yanez z "Miami Herald", która relacjonowała w 1997 roku zabójstwo Gianniego Versacego dla "Sun-Sentinel", sprawdził, co dokładnie jest prawdą, a co nią nie jest w 1. odcinku sezonu. Artykuł zawiera mnóstwo informacji na temat tego, co faktycznie miało miejsce, a co zostało podkręcone bądź dopisane.

CO JEST PRAWDĄ W 1. ODCINKU "ZABÓJSTWA VERSACE"

"Miami Beach" około 1997 roku. Ta okolica naprawdę tak wtedy wyglądała, a Ryan Murphy tak dobrze to oddał, bo po prostu tam mieszkał przez jakiś czas. Mało kto dziś pamięta, że scenarzysta popularnych seriali zaczynał karierę jako dziennikarz i pracował m.in. w "Miami Herald". Luisa Yanez mówi, że Murphy podszedł do wszystkiego z wielką ostrożnością i zadbał o to, aby dało się rozpoznać w kadrach nie tylko Florydę, ale i konkretne miejsca w Miami Beach.

Ostatni poranek Versacego i martwa gołębica na miejscu zbrodni. To wszystko także odtworzono jak należy. Są świadkowie, którzy widzieli, jak Versace wyszedł po gazety, a nawet jak ktoś prosił go o autograf, a on odmówił. Martwy ptaszek na miejscu morderstwa też nie jest wymysłem twórców serialu, choć może tak wyglądać. Spekulowano, że zabójstwo Versacego było efektem mafijnych porachunków i że to mafia z Sycylii podrzuciła martwą gołębicę na miejsce zbrodni. W rzeczywistości biały ptaszek zginął przypadkiem, razem ze słynnym projektantem mody.

Krew na schodach przed bramą willi także nie jest próbą dodania dodatkowego dramatyzmu. Yanez pamięta, że kałuża wyschniętej krwi była tam przez wiele dni. I to była krew Versacego. Jedna rzecz nie zgadza się na samym początku odcinka: projektant w rzeczywistości kupił w News Café europejski "Vogue", a nie jego amerykański odpowiednik. Ale to akurat drobiazg.

Początek polowania na Cunanana. Andrew Cunanan zabijał ludzi przez kilka miesięcy, jadąc przez Amerykę, i szybko został zidentyfikowany jako podejrzany. "Tutaj widać, jak policja ściga kogoś w czerwonej koszulce polo i okazuje się, że to nie Cunanan. To się często przytrafiało. Złapano nagle wielu mężczyzn, którzy wyglądali jak Cunanan. A jemu udało się wymknąć. Przez następnych 15 dni społeczność była w totalnej panice. Zatrzymano nawet reportera, który wyglądał jak Cunanan, i trzymano go na posterunku przez kilka godzin" - opowiada Louisa Yanez w rozmowie z Vulture.

Informacja z lombardu i wielka porażka policji. To też jest fakt. Co więcej, dawna reporterka "Sun-Sentinel" mówi, że to był jej news i że spotkała się z Vivian Olivą, właścicielką lombardu, która doniosła organom ścigania na Cunanana. Morderca zastawił monetę, którą ukradł jednej z wcześniejszych ofiar. Podał swoje prawdziwe nazwisko i adres. Właścicielka lombardu przekazała wszystko policji przed zabójstwem Versacego. Po morderstwie powiedziała dziennikarce: "Mam nadzieję, że nic nie zrobiłam źle". Ta ją zapytała, czemu miałaby coś zrobić źle. Ona odpowiedziała, że wysłała formularz podpisany przez Cunanana policji.

Reporterka potrzebowała chwili, żeby załapać, że ta kobieta mówi o czymś, co wysłała policji tydzień wcześniej. Formularz leżał przez cały ten czas na biurku policjantów z Miami Beach, a Cunanan pozostał na wolności i zabił Versacego. Dlaczego informację od właścicielki lombardu zignorowano, skoro morderca od ponad dwóch miesięcy był poszukiwany za poprzednie zbrodnie? Tego nie wiemy. Ale Luisa Yanez bardzo się cieszy, że Vivian Oliva w ogóle pojawiła się w serialu, bo jej zdaniem to był naprawdę istotny epizod. Jedyna różnica jest taka, że Oliva to Kubanka, w przeciwieństwie do grającej ją aktorki, Cathy Moriarty.

Przybycie Donatelli. "Kiedy przybyła Donatella, Antonio [D’Amico] stał się takim trochę złym facetem. Ona wszystko przejęła i została mężczyzną w tym domu. Wiem, że był przepytywany przez policję, a kiedy pojawiła się Donatella, rodzina wszystko przejęła, a Antonio był już tylko w tle" - opowiada Yanez.

Opóźnienie wejścia na giełdę. Reporterka przypomina sobie, że gazety informowały nie tylko o Cunananie i Versacem, ale także o dalszych losach firmy, dla której to był bardzo trudny okres. Z wejścia na giełdę rzeczywiście wtedy zrezygnowano, ale doszło do tego jeszcze coś, czego serial - przynajmniej na razie - nie pokazał. Zaczęły się plotki, że projektanta zabiła mafia, co miało negatywny wpływ na biznes.

Niekończące się kłamstwa Cunanana. Kłamstwa to prawda. Cunanan cały czas opowiadał bajki o sobie - nieważne, czy chodziło o pracę na plantacji ananasów na Filipinach, czy pisarskie aspiracje. Jego ojciec faktycznie pochodził z Filipin, ale nie był bogaczem. "Tak to było z Cunananem. Wymyślił te historyjki na temat swojego życia, a potem odkryliśmy, że połowa z nich była kłamstwem. Sprawił, że było naprawdę trudno zorientować się, kim był" - mówi dziennikarka.

CO SERIAL PODKRĘCIŁ ALBO DODAŁ OD SIEBIE

Spotkanie Cunanana i Versacego. Reporterka z Miami, z którą rozmawiał serwis Vulture, generalnie chwali książkę "Vulgar Favors" Maureen Orth, na bazie której powstało "Zabójstwo Versace: American Crime Story". Ale kwestionuje tę część, która dotyczyła znajomości Versacego z Cunananem. Serial twierdzi za książką Maureen Orth, że Cunanan - który miał coś na kształt obsesji na punkcie włoskiego projektanta - spotkał go w San Francisco w 1990 roku. Nie była to istotna znajomość w życiu Versacego, ale miała ona doprowadzić do wspólnych drinków w paryskiej operze.

"Orth zdołała odkryć, że oni mieli jakąś wspólną przeszłość. To było jedyne wyjaśnienie, czemu on wybrał Versacego" - mówi Luisa Yanez. Jej zdaniem niekoniecznie powinniśmy wątpić w prawdziwość tego odkrycia, ale też faktem jest, że Orth znalazła to powiązanie jako jedyna. Innych źródeł nie ma. "Dla reszty z nas to było bardzo mgliste. Nigdy nie mogliśmy powiedzieć, że tak, oni się spotkali i się znali. Ona mogła to zrobić. My nigdy nie byliśmy w stanie tego zdementować - inne gazety też nie" - wyjaśnia dziennikarka.

Jak wyglądał sam moment zabójstwa. Serial zasugerował, że Versace odwrócił się, dostrzegł Cunanana i wypowiedział kilka ostatnich słów. Autopsja tymczasem wyraźnie udowodniła, że strzelono mu w tył głowy. "Nie wiemy, co Versace powiedział. Przypuszczalnie to była zasadzka. To, że w serialu mówi nie, jest efektem artystycznej wolności. My przypuszczaliśmy, że Versace nie wiedział w tym momencie, co się dzieje" - twierdzi Yanez.

Kto był świadkiem morderstwa. Z odcinka wynika, że w tym momencie nie było nikogo w pobliżu i że Cunanan podszedł bardzo blisko do Versacego. "W rzeczywistości myślę, że byli tam jacyś ludzie i zauważyli faceta w czerwonej bejsbolówce, ale nie zwrócili na niego uwagi. Ci, którzy słyszeli strzał, odwrócili się, by zobaczyć, co się wydarzyło tuż po, ale nie widzieli momentu, kiedy doszło do strzału" - mówi reporterka z Miami.

Plotki na temat AIDS. Były plotki, że na AIDS był chory zarówno Versace, jak i Cunanan. Ostatecznie okazało się, że Cunanan nie miał AIDS. "To, czy Versace miał AIDS, pozostaje jednym z tych pytań, na które nigdy nie uzyskaliśmy solidnej odpowiedzi. Widmo AIDS grało jednak jakąś rolę w przypadku ich obu" - twierdzi Luisa Yanez. Sceny, w których Versace bierze leki i Donatella mówi, że jej brat był chory, nie są w tym momencie jednocznaczne. Jak gdyby serial sugerował, że coś było nie tak, ale nie mówił na razie nic więcej. Na pewno wiadomo, że media szukały informacji na ten temat i ostatecznie niczego konkretnego nie znaleziono.

Zdjęcie umierającego Versacego z Polaroida. "Nigdy nie było takiego zdjęcia ani niczego w tym stylu" - mówi Yanez, przypominając, jak karetka zabierała projektanta do szpitala. Jej zdaniem nikt w rzeczywistości nie zrobił zdjęcia, które widzimy w odcinku. Dziś byłoby inaczej, bo każdy ma smartfona. Wtedy najsławniejsze zdjęcie to było to, na którym widać głównego detektywa prowadzącego sprawę, Paul Scrimshawa, obok kałuży krwi.

Reklama z czasopisma zanurzona w krwi Versacego. Informacja, że ktoś z fanów wyrwał reklamę z kolorowego magazynu i ją utaplał w krwi projektanta, pojawiła się w "Newsweeku". Ale prawdopodobnie nie wyglądało to tak, jak pokazał Ryan Murphy. Dziennikarka "Miami Herald" przypomina, że cały teren był zamknięty przez wiele dni. Jeśli ktoś zrobił to, co widzieliśmy w serialu - a rzeczywiście takie plotki chodziły - to najprędzej w środku nocy. Ale prawdopodobnie to jednak jest mit, bo nikt nie byłby w stanie dostać się do tych schodów.

Ostatni strój Versacego. "W tym momencie nie zastanawialiśmy się nad tym, że o, Versace miał na sobie koszulkę, którą sam zaprojektował. I nie sądzę, żeby tak było" - komentuje Yanez T-shirt, w którym serialowy Gianni wyszedł po gazety i który potem rozcinano na stole operacyjnym. Wiadomo jedynie, że projektant tego poranka miał na sobie białą koszulkę i czarne szorty, odwrotnie niż w serialu.

Kolejna porcja fascynujących prawd, półprawd i domysłów już w przyszłym tygodniu. Przed nami odcinek "Manhunt", w którym zobaczymy wydarzenia poprzedzające zabójstwo Gianniego Versacego i kulisy nieudanego polowania na Andrew Cunanana.

"Zabójstwo Versace: American Crime Story" można oglądać w czwartki o godz. 22:00 na kanale FOX Polska.