Rok, w którym kobiety zaczęły umawiać się z rybami. Zobaczcie oscarowy monolog Jimmy'ego Kimmela

Jimmy Kimmel na Oscarach 2018 (Fot. ABC)

W tegorocznym monologu Jimmy Kimmel nawiązał do wpadki przed roku, zmiażdżył Harveya Weinsteina i przypomniał nieraz, że wciąż nie ma równości w Hollywood. Zobaczcie jego występ.

Tegoroczna gala oscarowa przyniosła kilka niespodzianek, w tym statuetkę dla "Kształtu wody" jako najlepszego filmu. Jimmy'ego Kimmela, który podobnie jak rok temu prowadził imprezę, tym razem żadna katastrofa nie zaskoczyła. Nas z kolei nie zaskoczył Jimmy Kimmel, który nawet w monologu otwarcia nie był szczególnie kontrowersyjny.

Kimmel zaczął od żartów na temat słynnej koperty sprzed roku, która sprawiła, że najlepszym filmem ogłoszono na moment "La La Land" zamiast "Moonlight". "W tym roku kiedy usłyszycie, jak wyczytujemy wasze nazwisko, nie wstawajcie od razu. Dajcie nam chwilę" - oznajmił gospodarz Oscarów.

Dostało się Harveyowi Weinsteinowi - drugiej osobie w historii wyrzuconej przez Akademię, po facecie, który miał zwyczaj dzielić się kopiami swoich screenerów. Za molestowanie seksualne w Hollywood spotyka człowieka taka sama kara jak za "danie swojemu sąsiadowi kopii filmu 'Seabiscuit' na kasecie wideo" - żartował Kimmel.

Molestowanie seksualne i brak równości w Holywood to tematy, które przewijały się przez cały monolog. Prowadzący galę zauważył, że Oscar właśnie skończył 90 lat i że porządny z niego facet: trzyma ręce tak, że je widać, nigdy nie mówi nic niegrzecznego i co najważniejsze, nie ma w ogóle penisa. Tego typu żartów było więcej.

"Dzięki Guillermo del Toro zawsze będziemy pamiętać ten rok jako rok, kiedy faceci tak bardzo zawiedli, że aż kobiety zaczęły umawiać się z rybami" - powiedział Kimmel, nawiązując do filmu "Kształt wody", który potem miał zgarnąć najważniejszą statuetkę.

Komentując kasowy sukces "Wonder Women" i "Black Panther", gospodarz gali powiedział: "Pamiętam, kiedy żadne duże studio nie wierzyło, że kobieta albo przedstawiciel mniejszości może grać główną rolę w filmie superbohaterskim. A pamiętam te czasy, bo to było w marcu zeszłego roku".

Z kolei brak wielkiego kasowego sukcesu filmu "Call Me by Your Name", w którym dwóch mężczyzn romansuje ze sobą w pięknych okolicznościach przyrody, został skomentowany następująco: "Nie robimy takich filmów jak 'Call Me by Your Name', żeby zarobić pieniądze. Robimy je, żeby wkurzyć Mike'a Pence'a".

Krótki przegląd najlepszych i najgorszych momentów oscarowej gali znajdziecie w TVLine.

REKLAMA