Mało ognia, ale coś się tli. Recenzja "Station 19" – strażackiego spin-offu "Chirurgów"

"Station 19" (Fot. ABC)

0

Dwa odcinki "Station 19" nie zachwycają, ale przeskok między słabym pilotem a znośną drugą godziną seansu daje podstawy do wiary, że może ShondaLand z czasem dorobi się solidnego następcy "Chirurgów".

Marzec to ewidentnie miesiąc wyrobów "shondopodobnych". Po słabej premierze "For the People" przyszedł czas na "Station 19" – spin-off "Chirurgów", zapowiedziany już w odcinku bieżącej, 14. serii najbardziej znanego serialu Shondy Rhimes.

"You Really Got a Hold On Me" wprowadziło postać Andy Herrary (Jaina Lee Ortiz, "Rosewood"), która z Benem Warrenem (w tej roli znany z "Chirurgów" Jason George) trafiła do świata "Chirurgów". I to od razu w scenach na najwyższych obrotach. Strażaczka ofiarnie trzymała rękę we wnętrzu pacjenta, żeby się nie wykrwawił, a przy okazji pokazywała się widzom "Chirurgów" jako nowy wariant Meredith (Ellen Pompeo). Nakreślone zbyt grubą kreską podobieństwa oraz wrzucenie nowej postaci w dobrze naoliwioną rzeczywistość szpitala tylko pokazało, niestety, że o ile "Chirurdzy" wciąż działają, o tyle nowa produkcja będzie się musiała napracować, żeby przyciągnąć uwagę.

Teraz ABC wyemitowało dwa odcinki "Station 19", co dało widzom szansę obejrzenia strażaków w ich środowisku, z niewielką tylko gościnną obecnością Mer i Bailey (Chandra Wilson). Podwójna samodzielna odsłona serialu przyniosła dwie wiadomości: złą (pilot zatytułowany "Stuck") i średnią (drugi odcinek, "Invisible to Me").

station19-01

Pierwsza godzina to nieudana kalka "Chirurgów". Andy rozdarta między seksownym i odważnym kolegą z pracy, Jackiem Gibsonem (Gray Damon, "Aquarius" "Friday Night Lights") a wspierającym ją byłym chłopakiem, Ryanem Tannerem (Alberto Frezza), policjantem pojawiającym się na miejscu strażackich akcji. Andy walcząca o uznanie swojego szefa i równocześnie ojca (znany z "Medium" Miguel Sandoval). Andy udająca twardą, a wewnętrznie pełna obaw. Widzieliśmy takie postacie i takie perypetie nie raz, a jeśli chociaż trochę znamy ShondaLand, to nic nas nie zaskoczy. A zwłaszcza to, że ze względu na stan zdrowia kapitana Andy i Jack będą musieli rywalizować o jego stanowisko.

Na dodatek twórczyni serialu, Stacy McKee, która od kilkunastu lat pisała scenariusze "Chirurgów", pilotem dowodzi, że ma się jeszcze czego nauczyć. Nie wystarczy bowiem skopiować narracji z offu, podstawowych cech postaci i założyć, że oto będziemy świadkami ciekawego przemieszania wątków zawodowych i prywatnych, żeby faktycznie wszystko od razu zadziałało. W "Stuck" działa niewiele.

Bohaterowie nie dostają szansy, by zainteresować widza. Potencjał ma Maya Bishop (Danielle Savre, "Too Close to Home"), dawna olimpijka, a dziś strażaczka z niespożytą energią. Gorzej z pozostałymi. Ani homoseksualista Travis Montgomer ("The Catch"), ani flirciarz Dean Miller (Okieriete Onaodowan na fali sławy "Hamiltona"), ani Victoria Hughes (Barrett Doss z "Iron Fist") nie wydają się pełnokrwistymi postaciami. Ortiz jako Andy szarżuje aktorsko od zawadiackiego krzyku po nadmierną delikatność, a amanci głównej bohaterki zostają sprowadzeni do roli amantów właśnie. Wolałabym spędzić więcej czasu z ofiarą pożaru, która w pierwszej scenie robi ciekawsze wrażenie niż reszta postaci przez pozostałą część odcinka. A najbardziej drażni Ben, chociaż jako ogniowo łączące "Station 19 z "Chirurgami" powinien zachęcać do dania szansy nowej produkcji.

station19-02

Do tego zawodzą sceny gaszenia pożarów, bo o ile skok z okna jest imponująco zrealizowany, tak akcjom strażaków poza ładnymi efektami specjalnymi (dym w pewnym momencie przypomina Dementorów z "Harry'ego Pottera") towarzyszą dialogi. A te są żenujące. Dawno nie słyszałam tak banalnych rozmów. I oczywiście obowiązkowe przemowy, żeby widz poznał postacie w najmniej interesujący sposób dostępny filmowcom.

Gdyby ABC zaproponowało w tym tygodniu tylko jeden odcinek, radziłabym wszystkim fanom ShondaLandu trzymanie się od "Station 19" z daleka. Jednak to odcinek kolejny, "Invisible to me", prawdopodobnie daje lepszy wgląd w to, jak produkcja ma wyglądać w przyszłości. I chociaż daleko mu do arcydzieła, to tym razem naśladowanie "Chirurgów" przynosi lepsze efekty.

Nadal jest duży problem z kompozycją, bo o ile szpitalna odsłona w wydaniu Shondy pozwala pociągnąć kilka spraw przez odcinek, przeplatać je i stopniować napięcie, tak w drugim odcinku "Station 19" zdecydowano się na sprawy rozpisane jedna po drugiej, przez co w połowie energia opowiadanej historii spada i trzeba budować ją raz jeszcze. Nadal jest za dużo zbędnych dialogów, nadal nie wiemy też, czemu to właśnie Andy mielibyśmy kibicować w tym zespole.

Akcja okazuje się jednak szybsza niż w pilocie, zaczyna się też tworzyć chemia między aktorami i postaciami. Zwroty akcji są nieco mniej przewidywalne, pojawia się ożywiająca całość postać drugoplanowa JJ (Brenda Song, "Nie ma jak hotel"). Motywacje zostają nieco lepiej uzasadnione, a poza wyraźnym sygnalizowaniem, że Andy nie ma w zawodzie łatwo ze względu na płeć, podkreślono, że jednak ojciec sporo jej ułatwił. Poza tym poruszono dość zręcznie trudności związane z przejściem z roli koleżanki do roli szefa.

JAINA LEE ORTIZ

Sama się zdziwiłam, ale kilka momentów "Invisible to me" zaskakująco na mnie zadziałało, nawet jeśli były bardzo sentymentalne (Ben i Victoria w scenach z niebieskim płomieniem). Postacie nabrały trochę głębi, wybór między amantami stał się mniej oczywisty, a relacje między strażakami - ciekawsze.

Owszem, do realistycznego obrazu pracy w straży pożarnej to tu sporo brakuje. Wszyscy zachowują się podczas akcji, jakby mieli masę czasu, a dyscyplina kuleje. No i wciąż nie ma dobrych dialogów, jakie znamy z początków "Chirurgów". Jednak duży postęp między dwoma odcinkami pozwala liczyć na to, że "Station 19" z czasem wyrośnie na niezłe uzupełnienie serialu-matki.

Jeśli ktoś lubi seriale spod znaku Shondy, to powinien dać szansę "Station 19" – tylko koniecznie obu odcinkom, bo pierwszy zniechęca. Jako że już od dawna nie należę do widzów ShondaLandu i nie chciałabym na nowo dać się w ten świat wciągnąć, to nie wrócę na ten strażacki posterunek. Ale koniec "Invisible to Me" dość skutecznie kusi, żeby dać serialowi szansę. Jeżeli twórcy stonują to, co na razie nie wychodzi, i będą się z tygodnia na tydzień tak poprawiać, to fanów tego typu opowieści (zwłaszcza przygód Mer i spółki) mogą czekać całkiem przyjemne cotygodniowe seanse.