10 sitcomowych facetów, którym nic w życiu nie wyszło

"Trzy razy ja" (Fot. CBS)

0

Są nieogarnięci, przestraszeni, apatyczni, a czasem po prostu głupi. Z okazji premiery "Trzy razy ja" na Comedy Central Family mamy listę mężczyzn z sitcomów, którzy są definicją życiowej porażki, a i tak nie da się ich nie polubić.

Alex Riley, "Trzy razy ja"

Życie Aleksa możemy obserwować w serialu "Trzy razy ja" ("Me, Myself & I") w sposób dość niestandardowy, bo w aż trzech liniach czasowych – podczas nauki w liceum, w teraźniejszości oraz w przyszłości. Najmłodszą wersję gra Jack Dylan Grazer, środkową Bobby Moynihan, a najstarszą John Larroquette. I nie można powiedzieć, żeby kiedykolwiek był on szczególnie szczęśliwy – co prawda w przyszłości jego firma osiąga wielki sukces, ale gdy tylko odchodzi na emeryturę, zaczyna zdawać sobie sprawę, że nie podjął w życiu najlepszych decyzji.

Nadmiar wolnego czasu sprzyja rozmyślaniom, więc dość szybko Alex dochodzi do wniosku, że jego prawdziwą miłością była Nori – dziewczyna, którą poznał jeszcze w czasach liceum. To ona była promykiem nadziei w jego nastoletnim życiu, gdy sporo czasu poświęcał na tworzenie wynalazków (a wszyscy wiemy, jak traktowani przez rówieśników są młodzi wynalazcy) i na dodatek musiał się zaadaptować do nowych warunków po przeprowadzce do domu ojczyma.

Najgorzej jednak sprawy mają się w teraźniejszości – Alex w wersji granej przez Moynihana jest właśnie po rozwodzie, jego kariera zawodowa praktycznie nie istnieje, a była żona chce zabrać ich córkę i wyprowadzić się. To zdecydowanie więcej, niż mógłby udźwignąć jeden człowiek, a spanie w garażu najlepszego przyjaciela tylko przepełnia czarę goryczy. Nie ma jednak takich problemów, z których nie można wyjść (przynajmniej w serialu). Jeśli chcecie zobaczyć, jak Alex mozolnie odbudowuje swoje życie, możecie to zrobić już jutro - w sobotę, 7 kwietnia o godz. 19:00 na kanale Comedy Central Family.

Al Bundy, "Świat według Bundych"

Dzieci – jedno głupsze od drugiego. Żona – najchętniej cały dzień spędziłaby na kanapie przed telewizorem. Praca – godziny użerania się z klientkami, które próbują udawać, że są szczuplejsze niż są w rzeczywistości. W życiu Ala, jednej z najbardziej ikonicznych postaci w historii amerykańskiej telewizji, nie udaje się nic, a jedyne momenty, gdy może poczuć się jak król życia, to te, kiedy z ręką w spodniach zasiada na kanapie.

Grany przez Eda O’Neilla bohater miał w krzywym zwierciadle pokazywać przedstawiciela amerykańskiej niższej klasy średniej i był to portret na tyle udany, że serial utrzymał się na antenie aż 11 sezonów. Życiowa frustracja Ala wręcz wylewa się z ekranu i zwłaszcza w pierwszych sezonach skutkuje mnóstwem kultowych powiedzeń i soczystych dialogów, które bawią to dziś. Istnieje jednak podejrzenie, że dla wielu widzów mógł to być śmiech przez łzy.

Andy Dwyer, "Parks and Recreation"

No dobra, można powiedzieć, że Andy (Chris Pratt) ostatecznie nie okazał się aż takim życiowym przegranym jak kilku innych panów z tego rankingu – bądź co bądź udało mu się stworzyć specyficzny, ale na pewno szczęśliwy związek z April. Jego droga do szczęścia była jednak wyjątkowo wybrukowana – po rozstaniu z Ann przyszło mu mieszkać w dziurze w ziemi, jego zespół rockowy nigdy nie zdobył popularności, która wykroczyłaby poza granice Pawnee, a karierę zawodową zaczynał od roli pucybuta. Dodajmy, że bardzo miernego pucybuta, który nigdy nie został milionerem. Andy’ego jednak nie sposób było nie lubić, bo nawet jeśli, delikatnie rzecz ujmując, nie grzeszył inteligencją, to wszelkie braki nadrabiał dobrym sercem.

Gary Walsh, "Veep"

Tony Hale ma niewątpliwy dar do grania mężczyzn kompletnie zdominowanych przez starsze kobiety. Najpierw był tłamszony przez matkę jako Buster Bluth w "Bogatych bankrutach", później przyszła pora na jego niemal lustrzane odbicie – Gary’ego, osobistego asystenta (wice)prezydent Seliny Mayer.

Gary to prawdziwe popychadło, bezdusznie wykorzystywane przez Selinę na każdym kroku. Ich relację naprawdę można nazwać patologiczną – ona nie okazuje mu nawet krzty szacunku, jednocześnie ciesząc się, że ma u swego boku kogoś tak bezgranicznie wiernego, on zaś jest chodzącą definicją syndromu sztokholmskiego. Selinę traktuje bardziej jak matkę, o którą potrafi być chorobliwie wręcz zazdrosny, niż swoją chlebodawczynię. Każdy specjalista od razu stwierdziłby, że relacja między tą dwójką nie jest zdrowa i należy ją jak najszybciej zakończyć, ale mam wrażenie, że Gary pozostanie przy Selinie do końca świata i jeden dzień dłużej.

Jeff Winger, "Community"

Jeff (Joel McHale) to przykład gościa, który uważa się za lepszego od wszystkich dookoła, choć tak naprawdę nie ma ku temu żadnych podstaw. Jego kariera prawnicza okazała się jednym wielkim oszustwem, zamiast studiować na dobrej uczelni, trafił do Greendale i wygląda na to, że zakotwiczył tam na dobre. Owszem, Jeff na przestrzeni 6 sezonów (wciąż czekamy na film!) wyewoluował jako bohater, ale co i rusz zdarzały mu się życiowe porażki – nie potrafił stworzyć stabilnego związku, a kancelaria, którą otworzył po (pierwszym) odejściu z uczelni, upadła jeszcze szybciej niż powstała. Jasne, znajdziemy na tej liście większe życiowe niedojdy, ale Jeff zasługuje na szczególne miejsce na niej ­– od reszty bohaterów różni go głównie cwaniacka postawa i lepsze ciuchy.

Maurice Moss, "The IT Crowd"

Podczas gdy większość wymienionych tutaj bohaterów doskonale zdaje sobie sprawę, że ich życie dalekie jest od ideału, Moss (Richard Ayoade) żyje niczym w bańce i zupełnie nie rozumie, że coś jest zdecydowanie nie tak. Ta postać mogłaby wręcz służyć jako archetyp telewizyjnego informatyka – o komputerach wie wszystko, ale niezbyt potrafi odnaleźć się w świecie nieograniczonym do biurka i monitora. Brak mu podstawowych zdolności interpersonalnych, jak na przykład wyczuwania ironii, ale poza tym prawdopodobnie nie ma w domu lustra. Jego fryzura jest zabawna, wiadomo, ale czy ktokolwiek z Was chciałby pojawić się na mieście w takiej stylówce?

Nick Miller, "New Girl"

Nick (Jake Johnson), zwłaszcza w pierwszym sezonie "New Girl", to pasmo niekończących się złych decyzji. Gdy go poznajemy, jest właśnie po rozstaniu z Caroline, z którą schodził się i rozchodził jeszcze przez jakiś czas, choć każda posiadająca oczy osoba zauważyłaby od razu, że ta dwójka w ogóle do siebie nie pasuje. W innych związkach nie wiodło mu się dużo lepiej. Wciąż jest szansa, że znajdzie swoje szczęście u boku Jess, ale patrząc na historię jego romansów, chyba nikogo nie zaskoczyłoby, gdyby skończyło się to zupełnie inaczej.

Jego ścieżka zawodowa to też przez większość czasu pasmo porażek. Mógł być prawnikiem, ale ostatecznie został barmanem i pisarzem, który może poszczycić się stworzeniem dość nietypowej powieści o zombie. Nick to ktoś na wzór przyjaciela, którego lubisz, ale jednocześnie traktujesz z pobłażaniem, gdy dokonuje kolejnych złych wyborów. A przy tym kibicujesz mu, żeby w końcu mu się udało.

Rajesh Koothrappali, "Teoria wielkiego podrywu"

Po 11 sezonach widać, że dla sympatycznego Raja (Kunal Nayyar) tli się nadzieja na lepsze jutro, ale trzeba przyznać, że w niektórych aspektach miał on w życiu wyjątkowo pod górkę. Jego największym problemem niewątpliwie były kontakty z kobietami, a właściwie ich brak – sporo wody w rzece musiało upłynąć, nim był w stanie porozmawiać z nimi bez znieczulenia się wcześniej alkoholem. A gdy już wreszcie udało mu się znaleźć bratnią duszę, okazała się ona jeszcze bardziej aspołeczna, co pogrzebało jakiekolwiek nadzieje na związek.

Z czwórki przyjaciół to on jest najbardziej sfeminizowanym facetem, przez co często bywa obiektem szyderstw ze strony Sheldona, Leonarda i Howarda. Tak samo zabawna, jak żałosna jest jego relacja z psem, problemy z uzależnieniem się od pieniędzy rodziców (Raj przez większość sezonów nie płacił sam za mieszkanie) czy to, że prostował włosy, choć bynajmniej nie czyniło to z niego amanta. Jest jednak szansa, że zanim serial się skończy, i on wyjdzie na prostą.

Richard Hendricks, "Dolina Krzemowa"

Prawdopodobnie nie byłoby go na tej liście, gdyby nie wieczny życiowy rollecoaster, który fundują mu scenarzyści serialu. Na każdy odniesiony w pocie czoła (a czasem z pomocą przypadku) sukces musi przypadać jeszcze bardziej spektakularna porażka. Richard (Thomas Middleditch) jest piekielnie zdolny, ale nie sposób nie zauważyć, że zupełnie nie pasuje do brutalnego świata, jakim jest Dolina Krzemowa. Zahukany, przestraszony, traktowany z politowaniem przez swoich konkurentów, a często także współpracowników – ciężko coś osiągnąć w takiej sytuacji. Mimo to wydaje się, że wielka kariera jest mu pisana i to raczej prędzej niż później, ale jego droga ku niej jest wyjątkowo wyboista.

Toby Flenderson, "The Office"

Choć "The Office" to rasowy sitcom, nieszczęśliwych postaci było tam całkiem sporo. Ale Toby (Paul Lieberstein) i tak wyróżniał się na ich tle. Wiecznie atakowany przez Michaela, traktowany z politowaniem przez pozostałych współpracowników, był tak naprawdę piątym kołem u wozu w oddziale Dunder Mifflin w Scranton. Niedoszły ksiądz, nieszczęśliwie zakochany w Pam rozwodnik, który nie przepada za swoją pracą – jego życie to definicja porażki. I choć ostatecznie postanawia podążyć za swoim marzeniem i zostać pisarzem, to jednak ciężko wróżyć karierę dorosłemu mężczyźnie mieszkającemu z kilkoma współlokatorami w Nowym Jorku.

Można powiedzieć, że na przestrzeni 9 sezonów Toby stał się interesujący dla swoich kolegów i koleżanek z pracy tylko raz – gdy przyszło mu zasiadać na ławie przysięgłych podczas procesu Dusiciela ze Scranton. Jednak i tu po jakimś czasie duma ustępuje wątpliwościom, czy przypadkiem nie pomógł w skazaniu na śmierć niewinnego człowieka. Jest jednak nadzieja, że to wszystko maska, a za zrezygnowanym, wiecznie apatycznym mężczyzną kryje się prawdziwy seryjny morderca. Czyż nie byłoby to przewrotne?

Ranking powstał z okazji premiery sitcomu "Trzy razy ja", który debiutuje w sobotę, 7 kwietnia o godz. 19:00 na kanale Comedy Central Family.