"Gra o tron": Amerykanie wściekli na HBO, bo...

"Gra o tron" (Fot. HBO)

"Gra o tron" (Fot. HBO)

Amerykańscy widzowie "Gry o tron" robią z siebie głupców. Jeśli nie widziałeś 9. odcinka - uważaj na spoilery.

Po 9. odcinku ("Baelor") "Gry o tron" wśród części widzów w USA zapanowało szczere oburzenie. Jak informuje serwis EW.com, Amerykanie są wściekli z powodu przedstawionej w najnowszym epizodzie egzekucji Neda Starka. Grożą, że już nie będą oglądać serialu HBO. Jeden z widzów mówi:

Jedynym powodem, dla którego oglądałem "Grę o tron" był Sean Bean. Teraz pora porzucić HBO.

Zbulwersowani widzowie najwyraźniej nie mają najmniejszego pojęcia o treści książki George'a R. R. Martina. Śmierć królewskiego namiestnika jest istotnym elementem intrygi i scenarzyści – nawet gdyby chcieli – nie mogliby "ocalić" Neda. "Pieśń Lodu i Ognia" to przede wszystkim historia osieroconych dzieci władcy Północy i wojny, która rozgorzała na skutek jego śmierci.

Nie grzeszący jednak zamiłowaniem do książek Amerykanie uznali najwyraźniej, że "Gra o tron" to serial o przygodach Neda Starka. I nie mogą zrozumieć, dlaczego "HBO zabiło głównego bohatera".

Kierownictwo HBO na wieść o oburzeniu niektórych fanów tylko wzruszyło ramionami:

Sean przyciągnął dużo fanów do serialu, ale "Gra o tron" to nie jest produkcja, w której śledzimy losy ulubionego aktora. Gwiazdą serialu jest fabuła.

HBO zapowiedziała już drugą serię serialu. Chciałbym więc ostrzec co wrażliwszych widzów "Gry o tron" – nie przywiązujcie się do poszczególnych postaci, tak jak Amerykanie przywiązali się Neda. Martin bowiem nie ma żadnej litości dla stworzonych przez siebie bohaterów i każe im umierać w najbardziej nieoczekiwanych momentach.

Na tym zresztą polega właśnie siła stworzonej przez Martina opowieści – to krwawa i ponura historia, odległa od hollywodzkich bajeczek. "Gra o tron" to prawdziwe życie – i prawdziwa śmierć.