Emmy 2018: Nasze nominacje dla seriali limitowanych

"Patrick Melrose" (Fot. Showtime)

0
1 2 3 4 5 6 7

"Patrick Melrose"

"Patrick Melrose" (Fot. Showtime/Sky)

"Patrick Melrose" (Fot. Showtime/Sky)

Trudno zliczyć, ile już widzieliśmy na ekranie historii o drodze na samo dno. Teoretycznie "Patrick Melrose" – adaptacja cyklu powieści Edwarda St Aubyna – się do nich zalicza, bo funduje nam podróż przez życie bohatera uzależnionego od różnego rodzaju używek i fatalnych nawyków. W praktyce jednak miniserial z Benedictem Cumberbatchem w roli głównej to coś więcej.

Mianowicie historia człowieka, na którego życiu zaważyła trauma z przeszłości, i której przez lata próbował się z lepszym lub gorszym skutkiem przeciwstawiać. Opowieść o walce z własnymi słabościami i lękami oraz o ich przyczynach. Czasem porywająca i niesamowicie efektowna (jak w pierwszym odcinku, który był jednym wielkim narkotycznym tripem), kiedy indziej wręcz intymna i do głębi poruszająca. Ociekająca sarkazmem i jedynym w swoim rodzaju brytyjskim humorem, ale też potrafiąca wywoływać szczere emocje względem swojego bohatera. Człowieka, któremu chciało się kibicować, nawet widząc, że sam jest swoim największym problemem.

Znakomicie napisany i zrealizowany miniserial, który w każdym odcinku przenosił nas do innego okresu i miejsca z życia swojego bohatera, w krótkim czasie zdołał przedstawić go z wielu stron, dając zarazem ogromne pole do popisu Cumberbatchowi. Ten zaś wykorzystał to znakomicie, tworząc być może najlepszą kreację w swojej aktorskiej karierze i wynosząc całość o poziom wyżej. A na nim się przecież nie skończyło, bo z fantastycznej strony pokazali się tu również m.in. Hugo Weaving, Jennifer Jason Leigh, Pip Torrens i plejada innych znakomitości.

Twórcy "Patricka Melrose'a" zdołali natomiast je wszystkie pogodzić z masą innych atrakcji, dając nam produkcję, której największą wadą jest to, że zdecydowanie zbyt szybko się kończy. [Mateusz Piesowicz]

1 2 3 4 5 6 7