Lena Dunham cieszy się, że udało jej się przytyć. Twórczyni "Dziewczyn" znów wygląda tak jak w serialu

Dziewczyny (fot. HBO)

0

Lena Dunham wrzuciła ciekawe zestawienie zdjęć "przed" i "po". Ta pierwsza wersja to szczupła Lena sprzed roku, którą zachwycały się media. Ta druga to dzisiejsza wersja - szczęśliwa Lena.

Lena Dunham zasłynęła w Hollywood nie tylko talentem, ale i bardzo pozytywnym nastawieniem do swojego wyglądu. W dobie walki z każdym nadprogramowym kilogramem ciała, Lena nie tylko nie uległa temu trendowi, ale też dawała mu wyraźny sprzeciw. Najlepszym tego przykładem była walka o nieretuszowanie zdjęć jej cellulitu na okładce magazynu "Glamour". Jej pomarańczowa skórka z entuzjazmem została powitana w USA, a w Polsce zniknęła za sprawą magicznej różdżki dostępnej w Photoshopie. Teraz o nastawieniu Leny do tematu wyglądu przypomniał jeden z jej ostatnich wpisów na Instagramie.

Aktorka, scenarzystka i reżyserka znana m.in. z serialu "Dziewczyny" podzieliła się z fanami zestawieniem dwóch zdjęć. Pierwsze z nich zostało zrobione około rok temu. Wdawać by się mogło, że Lena była wówczas w swojej szczytowej formie – wyraźnie schudła, media zachwycały się jej wyglądem, była za niego chwalona. Drugie zdjęcie pokazuje aktorkę w jej aktualnej formie – szczęśliwą i bardziej zaokrągloną.

Kluczowe jest nie tylko zestawienie obu zdjęć, ale i opis, którym Dunham opatrzyła swój post.

Po lewej: 62,5 kg, komplementowana przez cały dzień, adorowana przez mężczyzn i chodzący przykład diet, które działają. Jednocześnie chora na ciele, jak i w duszy, żyjąca na niewielkich ilościach cukru, tonach kofeiny i lekach.

Tak zaczęła Lena, odnosząc się m.in. do sytuacji sprzed roku, gdy magazyn "Us Weekly" postanowił zobrazować jej osobą artykuł o "20 poradach na schudnięcie, z których korzystają gwiazdy". Aktorka w mocnych słowach skomentowała to wówczas na Instagramie:

Nie mam żadnych porad, nie daję żadnych porad, nie chcę być na tej okładce, bo jest totalnym przeciwieństwem tego, o co walczyłam przez całą swoją karierę i nie jest to dla mnie komplement, bo to żadne osiągnięcie, dzięki.

Opis drugiego ze zdjęć nie pozostawia wątpliwości:

Po prawej: 73 kg, szczęśliwa, radosna i wolna, komplementowana tylko przez ludzi, którzy mają dla mnie znaczenie i z powodów, które mają znaczenie, ze stałym dostępem do zróżnicowanych przekąsek, przystawek i dań głównych, silna od podnoszenia psów i na duchu.

Post kończy oczywiście puenta, która w dosadny sposób przypomina, że gwiazda serialu "Dziewczyny" zawsze będzie broniła pozytywnego nastawienia do swojego ciała, a w zasadzie do każdego ciała.

Nawet taka bojowniczka ruchu body positivity jak ja czasami patrzy tęsknie na obrazek po lewej, dopóki nie przypomnę sobie niewyobrażalnego bólu, który doprowadził mnie do takiego wyglądu. Kiedy to piszę, czuję, jak moje fałdki tłuszczu zwijają się pod łopatkami. I idę do przodu.

I jak tu nie podzielać jej entuzjazmu?

On the left: 138 pounds, complimented all day and propositioned by men and on the cover of a tabloid about diets that work. Also, sick in the tissue and in the head and subsisting only on small amounts of sugar, tons of caffeine and a purse pharmacy. On the right: 162 pounds, happy joyous & free, complimented only by people that matter for reasons that matter, subsisting on a steady flow of fun/healthy snacks and apps and entrees, strong from lifting dogs and spirits. Even this OG body positivity warrior sometimes looks at the left picture longingly, until I remember the impossible pain that brought me there and onto my proverbial knees. As I type I can feel my back fat rolling up under my shoulder blades. I lean in.

Post udostępniony przez Lena Dunham (@lenadunham)