10 powodów, dla których warto oglądać "2 Broke Girls"

"2 Broke Girls"

"2 Broke Girls"

Serial o dwóch spłukanych dziewczynach jest w Polsce niezbyt popularny. Jedynie filmiki o żartach z hipsterów zdołały się przebić w rodzimych serwisach satyrycznych. A warto obejrzeć więcej, bo ta produkcja ma dużo więcej do zaoferowania niż tylko Kat Dennings.

1. Kat Dennings. Mimo że "2 Broke Girls" ma sporo zalet, to największym atutem serialu jest właśnie odtwórczyni roli Max Black. Oprócz fizycznych walorów, Kat jest naprawdę niezłą aktorką. W tej produkcji wciela się w rolę biednej od urodzenia białej dziewczyny (rzadkość w amerykańskich serialach, prawda?), która od zawsze musi walczyć o swoje. Nie jest specjalnie wysublimowana i potrafi być wredna. Urok prostej i upartej dziewczyny działa, ale prawdę mówiąc, Kat byłaby chyba urocza w każdej roli.

2. Beth Behrs. Męska część populacji dzieli się zasadniczo na dwie grupy. Jedni wolą twarde baby (jak Max), inni preferują "kobiece" dziewczyny. Tym drugim spodoba się serialowa Caroline Channing, którą gra właśnie Beth. Jest słodką córeczką milionera (który zresztą wylądował w więzieniu). Caroline reprezentuje sobą wszystko, czego oczekują wielbiciele miłych kobiet – ma sporo empatii, świetnie się ubiera, ma niezłe maniery i, last but not least, blond włosy.

3. Żarty z hipsterów. Najwyraźniej nabijanie się z nowej subkultury jest równie popularne w Nowym Jorku, jak w Warszawie. Tym wszystkim, którzy z hipsterami się jeszcze nie zetknęli, polecamy filmik, który wyjaśnia, czym się różni hipster od bezdomnego, a przy okazji udowadnia, że żarty w "2 Broke Girls" są naprawdę niezłe.


4. Pozytywny PR dla Polski. Umówmy się, Polacy niezbyt często "występują" w amerykańskich serialach. Ja pamiętam co najwyżej polish jokes w "Family Guyu" czy "Simpsonach". Tymczasem w "2 Broke Girls" mamy Polkę, która może irytować, ale w zasadzie jest pozytywną bohaterką. Można powiedzieć nawet, że ta rola wyśmiewa amerykańskie stereotypy na temat Polek i Polaków. Ale nie będę się już na ten temat rozpisywał, bo zrobiła to już wcześniej Marta.

5. Żarty z innych kultur i narodów. Postać Polki nie jest taka zła, ale innym się naprawdę tym serialu dostaje. Szefem dziewczyn w knajpie jest Azjata Han Lee. Jest to typowy imigrant z Dalekiego Wschodu, który nie pojmuje za bardzo amerykańskiej kultury, ale bardzo chce ją poczuć i "być cool". Wychodzi mu to, cóż, bardzo, ale to bardzo opornie. A mamy jeszcze kucharza erotomata - Olega z Ukrainy… "2 Broke Girls" to zdecydowanie nie jest serial poprawny politycznie.

6. Serial jest oparty na skeczach. Umówmy się, w dzisiejszych zabieganych czasach wiele osób nie ma nawet tych wolnych 22 minut, by obejrzeć spokojnie serial. Dużą zaletą "2 Broke Girls" jest to, że nie trzeba obejrzeć całego odcinka, by sobie poprawić humor. Wystarczy sobie puścić przed wyjściem do pracy/szkoły jedną dobrą scenę (jak np. wspomniany "hipster czy bezdomny"), by zacząć dzień z uśmiechem. To trochę jak z "Family Guyem" – znam osoby, które uważają się za fanów serialu, a nigdy nie obejrzały żadnego odcinka w całości.

7. Chemia między bohaterkami. Chyba każdy, kto urodził się w latach 80., pamięta "Drużynę A". Był to serial o czterech byłych żołnierzach – każdy miał zupełnie inną osobowość, ale jako grupa świetnie do siebie pasowali. Podobnie jest w "2 Broke Girls" – obie dziewczyny pochodzą z zupełnie innych światów, ale od pierwszego odcinka po prostu iskrzy między nimi.

8. Kryzys z przymrużeniem oka. Od razu spodobała mi się postać Caroline - może dlatego, że jest tak bardzo na czasie. Jej ojciec był jedną z najbogatszych osób w Nowym Jorku, ale przyszedł kryzys, jego przekręty wyszły na światło dzienne i wylądował w więzieniu. Było sporo filmów o kryzysie, ale w "2 Broke Girls" mamy ofiarę kryzysu przedstawioną z przymrużeniem oka. Wyszło bardzo fajnie.

9. Niezłe teksty. Scenarzyści się naprawdę spisali. Dialogi, zwłaszcza w pierwszych odcinkach są świetne. Dyskusje dziewczyn o pieniądzach, związkach, orgazmach czy wspomnianych już hipsterach są warte zapamiętania. Można nimi naprawdę zrobić wrażenie na imprezach. I warto się pospieszyć, bo sądzę że niebawem serial zyska popularność i w Polsce!

10. Śmiech z offu, który nie irytuje. Nigdy nie przepadałem za sitcomami. Najbardziej irytował mnie ten śmiech… Już naprawdę bym wolał, gdyby na ekranie pojawiała się belka "śmiać się teraz!". Ale jakoś w "2 Broke Girls" to nie przeszkadza. Może to ze względu na to, że przy tym serialu śmiejemy się sami z siebie, może dzięki Kat. Tak czy inaczej – to jeden z niewielu sitcomów, które da się komfortowo oglądać.

REKLAMA