Twórca "The Good Place" nie ma pewności, dokąd zmierza serial. I to jest dobra wiadomość

"The Good Place" (Fot. NBC)

0

Myślicie, że twórca "The Good Place" ma już dokładnie zaplanowany cały serial? Nic z tych rzeczy – Mike Schur twierdzi, że choć zna zakończenie, może się ono zmienić.

Są serialowi twórcy, którzy z przekonaniem mówią, że od samego początku mają zakończenie swojej opowieści w głowie i konsekwentnie do niego zmierzają. Są też tacy jak Michael Schur, który unika stanowczych deklaracji na temat przyszłości "The Good Place", przyznając, że na pytania o nią najchętniej odpowiedziałby "nie wiem".

- Zanim zaczęliśmy, wiedziałem zasadniczo, czym będzie cały pierwszy sezon. Gdy go robiliśmy, rozmawialiśmy o drugim. A gdy rozmawialiśmy o drugim, zaczęliśmy też mówić o trzecim, a potem o czwartym. W pewnym momencie dojdziemy do punktu, gdy nie będziemy w stanie już tego robić. Nie będzie nic dalej. Wtedy skończymy – powiedział Schur w rozmowie z Vulture.

Czy to oznacza, że "The Good Place" jest wymyślane na poczekaniu? Absolutnie nie. Rozmawiając z The Wrap, Mike Schur powiedział, że musi istnieć konkretny plan na serial, ale niekoniecznie musi on być długofalowy. "Teraz nie wiemy wszystkiego, co się wydarzy" – przyznał twórca serialu. Co innego jednak dalsze plany, a co innego te czynione tuż przed rozpoczęciem prac na planie.

- Zaczynając pracę nad tym sezonem, mieliśmy duże pomysły i wiedzieliśmy, że coś wielkiego zdarzy się pośrodku, ale zanim rozpoczęły się zdjęcia, mogliśmy już dokładnie powiedzieć, dokąd zmierza cała historia. Myślę, że w przypadku takiego serialu to konieczne. Próbując poskładać go na poczekaniu, wszystko rozwalisz. Zrobisz coś, co nie będzie miało sensu albo podejmiesz złą decyzję. Sądzę, że to podstawowa sprawa, by z wyprzedzeniem dobrze wiedzieć, dokąd się zmierza – stwierdził Mike Schur.

Zatem dobrze jest planować, ale nie powinno się tego robić ze zbyt dużym wyprzedzeniem. A już na pewno nie wolno się zanadto przywiązywać do pomysłów, które mają zostać wprowadzone dopiero w odległej przyszłości. Tak jak do zakończenia, które jak przyznał Schur, do pewnego stopnia już zna, ale kurczowo się go nie trzyma.

- Mam taką teorię na temat tego wszystkiego, że dobrze mieć pojęcie, gdzie chcesz dojść w danym sezonie czy we fragmencie serialu, ale nie należy tego zapisywać w skale. Bo jeśli ktoś wyjdzie z czymś lepszym, nie chcesz być tak wpatrzony w swoje plany, by nie móc ich zmienić i ruszyć w innym kierunku. Chcesz mieć przed sobą jasną ścieżkę, ale jednocześnie być otwartym na coś innego. Czyli to taka mieszanka starannego planowania z braniem pod uwagę wyrzucenia wszystkiego do kosza, by zacząć od nowa – tłumaczył Schur.

Autor "The Good Place" nie przywiązuje się zatem zbytnio do własnych planów, przez co też nie kusi go popularne wśród innych twórców podejście, by bawić się z widzami i ich teoriami. Uważa bowiem, że rzucanie fanom wyzwania, by zgadywali, co dzieje się w serialu i dokąd on zmierza, jest niebezpieczne. Istnieje bowiem ryzyko, że któryś z nich wpadnie na właściwe rozwiązanie. Dlatego też Schur pozostaje obojętny na to, co dzieje się choćby na Reddicie. Przynajmniej w pewnym sensie.

- Raczej nie przywiązuję wagi do fanowskich teorii. I nie dlatego, że uważam je za nieinteresujące, wręcz przeciwnie. Obawiam się, że zainteresowałyby mnie za bardzo. Powiedziałbym: "O, to lepszy pomysł niż nasz" i kusiłoby mnie, by go użyć.

Gdy robisz serial, masz nadzieję, że ludzi będzie on obchodził. Wszystko, co dzieje się na Twitterze, Reddicie, blogach i gdziekolwiek indziej, jest wspaniałe, bo znaczy właśnie, że ludziom na tym zależy. Gdy nasz serial się skończy, z przyjemnością przeczytam wszystko, co zostało napisane. Poza fanowskimi teoriami, które okażą się lepsze od naszych pomysłów. Przeklnę ich autorów – żartował Schur.

My jesteśmy jednak przekonani, że w przypadku "The Good Place" nawet użytkownicy Reddita będą bezradni przy próbach odgadnięcia, co stanie się dalej. Na początku 3. sezonu serial wykonał wszak kolejny odważny ruch, znów wszystko resetując (nasza recenzja tutaj) i wracając na Ziemię. Nie liczcie jednak na to, że stan względnego spokoju potrwa długo. Według Mike'a Schura, to właśnie nieustanne stawianie historii do góry nogami czyni "The Good Place" wyjątkowym i ekscytującym.

- W telewizji można się naprawdę wygodnie urządzić i powiedzieć: "Cóż, to działa, zatem zróbmy to jeszcze milion razy". I w niektórych serialach to się sprawdza, na przykład w "Zdrówku". Są produkcje, które mają punkt wyjścia do nieskończenie wielokrotnego użytku – czy to rodzinę w salonie, czy ludzi w barze – ale nasz serial tego nie ma.

"The Good Place" nigdy nie osiądzie w jednym miejscu na dłużej niż pół sezonu. Tak, to przerażające, ale o to chodzi. Mamy szalone założenie, które będzie działać, tylko jeśli będziemy je wciąż na nowo wymyślać. Nie jest to najłatwiejsza rzecz na świecie, ale można się przy niej świetnie bawić – powiedział Mike Schur.

Możemy tylko trzymać kciuki, by twórcy "The Good Place" jeszcze długo bawili się co najmniej tak samo dobrze, jak do tej pory. My tylko na tym skorzystamy.

3. sezon "The Good Place" można oglądać w Netfliksie.