"Stranger Things" mogło wyglądać zupełnie inaczej. Którzy bohaterowie mieli zginąć?

"Stranger Things" (Fot. Netflix)

0

Wyobrażacie sobie "Stranger Things" bez kogoś z głównych bohaterów? Gdyby spełniły się pierwotne plany braci Dufferów, szybko pożegnalibyśmy aż dwójkę bardzo lubianych postaci.

"Stranger Things" bez Jedenastki? Trudno sobie to wyobrazić, a jednak, taki był początkowy plan braci Dufferów. Twórcy ujawnili to w wydanej właśnie w Stanach książce "Stranger Things: Worlds Turned Upside Down". Jak wspominali już wcześniej, serial pierwotnie miał być antologią, a jej 1. sezon miał się zakończyć śmiercią bohaterki granej przez Millie Bobby Brown.

- Jedenastka miała się poświęcić, by uratować pozostałych. Taki zawsze był plan na koniec. Ale gdy zorientowaliśmy się, że serial może potrwać dłużej niż jeden sezon, musieliśmy się z tym wstrzymać. Bo w głębi duszy mieliśmy świadomość, że ta historia zwyczajnie nie będzie bez niej działać. No i w tamtym momencie wiedzieliśmy też, jak wyjątkowa jest Millie. Jeśli miało być więcej "Stranger Things", Jedenastka musiała wrócić – wyjaśniał Ross Duffer.

Ekranowej śmierci w 1. sezonie uniknął także Steve. "On miał być po prostu gigantycznym dupkiem" – ujawnili twórcy, wyjaśniając, że do zmiany planów nakłonił ich Joe Keery. Aktor okazał się rewelacyjny w roli Steve'a, szybko urastając do miana jednego z ulubieńców widowni.

Ponadto twórcy "Stranger Things" zdradzili, że pierwotny tytuł serialu brzmiał "Montauk" (w hołdzie dla "Szczęk"), a akcja miała się rozgrywać nie w Hawkins, lecz na Long Island. Nie mieliśmy także w ogóle odwiedzać świata po Drugiej Stronie, a jedynie słyszeć go przez radio i walkie-talkie.

Co się zaś tyczy 3. sezonu, to bracia Dufferowie ujawnili tylko, że na pewno wróci w nim straszliwa kreatura zwana Shadow Monsterm, czy też Mind Flayerem. Powiedzieli także, że kolejna odsłona serialu sprawi nam największą frajdę z dotychczasowych, ale będzie też najobrzydliwsza. Czekamy zatem z niecierpliwością – "Stranger Things" wróci latem 2019 roku.