Serialowe hity i kity – nasze podsumowanie tygodnia

"Riverdale" (Fot. Netflix)

0
1 2 3 4 5 6 7 8 9

HIT TYGODNIA: "Riverdale" i odcinek z rodzicami w roli głównej

Riverdale sezon 3 odcinek 4

"Riverdale" (Fot. CW)

Pierwszy hit dla "Riverdale" od bardzo, bardzo dawna – i zdecydowanie zasłużony. Odcinek o rodzicach od wakacji zapowiadano jako coś niezwykłego i tym razem oczekiwania udało się spełnić z nawiązką. "The Midnight Club" to świetna rzecz pod każdym względem: jest klimat, są rewelacyjne charakteryzacje głównych bohaterów na swoich rodziców i dobrze poprowadzona historia z tajemnicą, która nas interesuje. Nawiązania do kultowego "The Breakfast Club" również wypadają bardzo dobrze – są wyraźnie widoczne, ale podane bez zbędnej łopatologii.

W rytm przebojów, które rządziły w latach 90. – czasach telefonów z tarczą, romansu Johnny'ego z Winoną i wszechobecnego zapachu teen spirit – toczy się kilka historii jednocześnie. Przede wszystkim poznajemy wszystkich po kolei i dowiadujemy się, kto z kim przyjaźnił się i romansował. Wrażenie robi zwłaszcza Lili Reinhart jako młoda, grunge'owa Alice Smith, sypiająca nie bez konsekwencji z FP (Cole Sprouse), który wtedy był futbolistą i kobieciarzem, a nie Wężem. Widać, że aktorka oglądała młodą Mädchen Amick i starała się ją naśladować. Rewelacyjnie wygląda KJ Apa jako młody Fred Andrews, zrobiony na Luke'a Perry'ego z czasów "Beverly Hills 90210". I to samo da się powiedzieć o wszystkich.

Aktorzy dali z siebie, ile tylko mogli, klimat i muzyka jest po prostu super, a do tego nie brakuje tyleż wdzięcznych, co absurdalnych sytuacji, jak bójka dziewczyn w toalecie. Fakt, że te dzieciaki mogły zafascynować się grą Gryfons & Gargoyles, został wiarygodnie sprzedany – z wielu bzdurek scenariuszowych w "Riverdale" ta akurat należy do najbardziej naturalnych. "The Midnight Club" wciąga, przeraża i zachwyca swoją lekkością oraz świeżością. Poprosimy więcej takich cudownych odcinków! [Marta Wawrzyn]

1 2 3 4 5 6 7 8 9