Czy Netflix będzie miał problem? Seriale na licencji wciąż są popularniejsze od oryginalnych produkcji

"The Office" (Fot. NBC)

0

W amerykańskim Netfliksie wciąż królują "The Office" czy "Przyjaciele", ale ten stan rzeczy może się wkrótce zmienić. I nie musi to oznaczać nic dobrego dla serwisu streamingowego.

W kwietniu informowaliśmy, że aż 80% treści oglądanych przez amerykańskich użytkowników Netfliksa to produkcje na licencji. Od tego czasu trochę zdążyło się zmienić, bo jak wynika z najnowszych badań przeprowadzonych przez firmę 7Park Data, w październiku tytuły zakupione od innych podmiotów stanowiły już "tylko" 63% całości. Ale czy to już powód, by w Netfliksie otwierano szampany?

Z jednej strony można mówić o tym, że plan zakładający coraz większy udział oryginalnych produkcji działa. W pierwszej dziesiątce najpopularniejszych tytułów października według 7Park Data jest ich bowiem aż sześć, a "Chilling Adventures of Sabrina" wdrapało się nawet na drugie miejsce (poza tym są "House of Cards", "The Great British Baking Show", "Daredevil", "Narcos: Meksyk" i "Nawiedzony dom na wzgórzu"). Problem w tym, że listę otwiera "The Office", a w ścisłej czołówce są ponadto "Przyjaciele" i "Chirurdzy". To zaś pokazuje, że choć przyzwyczajenia amerykańskich stopniowo się zmieniają, cały proces może przebiegać nieco za wolno.

A to dlatego, że coraz wyraźniejsze jest dla Netfliksa widmo utraty wielu licencjonowanych seriali, w tym takich, które dotąd mieli na wyłączność. Pierwsze przejawy tego procesu już oglądamy, choćby za sprawą Disneya i afery z "Daredevilem" oraz pozostałymi marvelowskimi produkcjami. A gdy uruchomiona zostanie platforma streamingowa Disney+, można przypuszczać, że z Netfliksa znikną wszelkie ślady obecności konkurenta.

Na tym nie koniec, bo Disney szykuje się do przejęcia 20th Century Fox (większość tamtejszych produkcji, choćby "Jak poznałem waszą matkę", już opuściła amerykańskiego Netfliksa na rzecz Hulu), a swój serwis streamingowy planuje też WarnerMedia (właściciel praw do "Przyjaciół"). Trzeba zatem zakładać, że kwestią czasu jest, by z Netfliksa zaczęły znikać kolejne głośne tytuły. I choć można tłumaczyć, że do tego czasu wzrośnie zainteresowanie produkcjami oryginalnymi, kwota jaką przeznaczono ostatnio na utrzymanie u siebie "Przyjaciół", wskazuje raczej na to, że w Netfliksie zdają sobie sprawę, że bez popularnych seriali konkurencji od może być kiepsko.

Oczywiście, bez oficjalnych danych oglądalności wszelkie przewidywania na temat przyszłości są tylko domysłami. Tych natomiast Netflix nie podaje, więc trudno rozstrzygnąć, czy aktualny wzrost zainteresowania oryginalnymi produkcjami jest efektem ich zwiększającej się popularności, czy może ubytku innych treści. Wydaje się jednak, że choć kierunek, jaki obrali szefowie Netfliksa, wygląda na właściwy (przynajmniej dla nich, niekoniecznie dla widzów), to już nie tak szybkie jak zakładano tempo zmian, zaczyna ich trochę niepokoić.

W jakimkolwiek kierunku by to poszło, najbliższe miesiące powinny być bardzo ciekawe. Kto wie, może po nich krajobraz w streamingowym świecie zmieni się nie do poznania.