Luke Perry nie żyje. Aktor znany z "Beverly Hills, 90210" i "Riverdale" miał 52 lata

"Riverdale" (Fot. CW)

0

Aktor, który wsławił się rolą Dylana McKaya w "Beverly Hills, 90210", a w ostatnich latach występował w "Riverdale" zmarł dzisiaj w Burbanku. Luke Perry miał 52 lata.

Jak podaje TMZ, Luke Perry zmarł dzisiaj w Burbanku po tym, jak w zeszłym tygodniu doznał rozległego udaru mózgu. Oświadczenie wydane po śmierci aktora informuje, że Perry zmarł u boku najbliższej rodziny:

– Był w otoczeniu swoich dzieci Jacka i Sophie, narzeczonej Wendy Madison Bauer, byłej żony Minnie Sharp, matki Ann Bennett, ojczyma Steve'a Bennetta, brata Toma Perry'ego, siostry Amy Coder oraz innych członków bliskiej rodziny i przyjaciół. Rodzina docenia wsparcie i modlitwy wysyłane dla Luke'a z całego świata i uprzejmie prosi o uszanowanie prywatności w czasie żałoby. Na razie nie zostanie ujawnione więcej szczegółów.

Luke Perry nie żyje – aktor miał 52 lata

Dla serialowych fanów Luke Perry dał się zapamiętać przede wszystkim jako idol nastolatek Dylan McKay w serialu "Beverly Hills, 90210". Od 2017 roku aktor grał rolę Freda Andrewsa, ojca głównego bohatera Archiego w "Riverdale". Po informacji o udarze Perry'ego aktorzy z obu seriali udostępniali w mediach społecznościowych liczne zdjęcia i życzenia powrotu do zdrowia dla kolegi z pracy.

Poza najbardziej rozpoznawalnymi rolami, Luke Perry miał na swoim koncie dodatkowo występy w serialach, takich jak "Oz", "John z Cincinnati" i "Jeremiah". Na wielkim ekranie wystąpił m.in. w "Piątym elemencie", a po raz ostatni zobaczymy go w nadchodzącym filmie Quentina Tarantino "Once Upon a Time in Hollywood".

Ogłoszony ostatnio reboot "Beverly Hills, 90210" zatytułowany "90210" miał być tworzony bez udziału Perry'ego, który zajęty był pracą na planie "Riverdale". Nie wiemy na razie, ile odcinków serialu z Perrym zostało nakręcone przed jego śmiercią.