Serialowe hity i kity – nasze podsumowanie tygodnia

0
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11

Kit tygodnia: Bluthowie cieniem dawnych siebie

"Arrested Deveploment" (Fot. Netflix)

"Arrested Deveploment" (Fot. Netflix)

Gdyby oceniać drugą część 5. serii "Arrested Development" w oderwaniu od poprzednich sezonów, można by stwierdzić, że mamy do czynienia z dziwaczną komedią z potencjałem na coś oryginalnego. Jeśli jednak pamięta się, czym sitcom Hurwitza był w poprzedniej dekadzie, to trudno się zdobyć na wyrozumiałość wobec prawdopodobnie ostatnich opowieści o klanie Bluthów.

Nie ma bowiem nic przyjemnego w patrzeniu, jak produkcja, która kiedyś wyprzedziła serialową epokę do tego stopnia, że widzowie nie byli na to jeszcze w pełni gotowi, teraz jest już anachroniczna, powtarza te same chwyty bez brania pod uwagę, że sitcomy przez lata bardzo się zmieniły. Oglądamy więc całkiem sporo słabych żartów, próbujemy spośród niepotrzebnych scen wyłowić fabułę i męczymy się razem z aktorami, którzy sprawiają wrażenie, że też mają dość.

Te zarzuty dotyczyły także wcześniejszych odcinków tego sezonu, a częściowo też serii 4. Tamten powrót po latach poprzez trudności ze zgraniem terminów członków obsady wymusił jednak na twórcach kreatywność w spajaniu osobno kręconych wątków. Tymczasem w 5. sezonie do dyspozycji są prawie wszyscy najważniejsi bohaterowie, a i tak nie udaje się tego wykorzystać.

Chyba ostatnie już odcinki (bo po skandalach za kulisami oraz słabym przyjęciu nowej serii Netflix raczej przestanie wreszcie męczyć "Arrested Development") mają kilka zalet. Udały się wątki z lat 80., zdarzają się świetne żarty, chociaż to głównie te, które przypominają świetlaną przeszłość serialu i cieszą na zasadzie tęsknoty za tym, co kiedyś było dobre. Nieźle wypada drugi plan, bardziej zaangażowany w próby wykrzesania z serialu życia niż pierwsza linia frontu.

Rozważania, który Bluth jest tym najgorszym, przestały nam już sprawiać przyjemność, bo za dużo tu powtórzeń, a za mało pomysłów. Ostatnie odcinki są nieco lepsze, ale najlepszym dowodem na to, jak spadała jakość "Arrested Development" niech będzie fakt, że za każdym razem, gdy odkrywałam, że odcinek ma chociaż odrobinę więcej niż dwadzieścia pięć minut, czułam się oszukana. Dlatego lojalnie ostrzegam, że finał ma minut czterdzieści siedem. [Kamila Czaja]

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11