Nasze podsumowanie tygodnia – dziś mamy tylko hity!

"Deadwood" (Fot. HBO)

0
1 2 3 4 5

Hit tygodnia: The Hot Zone, czyli ludzie kontra wirus

The Hot Zone serial

"The Hot Zone" (Fot. NatGeo)

Telewizja przypomina ostatnio bardzo skutecznie, że najpotworniejsze scenariusze pisze samo życie. "The Hot Zone", nowemu miniserialowi od National Geographic, jest wprawdzie daleko do potworności, jakie fundują nam twórcy "Czarnobyla", ale założenie obydwu produkcji jest podobne – przerazić i przestrzec.

W przypadku tego serialu przed wirusem Ebola, którego odmiana pojawiła się w 1989 roku na przedmieściach Waszyngtonu, wywołując ogromne zamieszanie już samą perspektywą rozprzestrzenienia się zabójczej epidemii. Prawdziwą historię, opartą na książce "Strefa skażenia" Richarda Prestona, obserwujemy tu głównie przez pryzmat Nancy Jaax (Julianna Margulies), doktor weterynarii z wojskowej placówki, która wpadłszy na trop wirusa, stara się zrobić wszystko, by opanować zagrożenie. A nie jest to łatwa sprawa, bo jej słowom mało kto wierzy, twierdząc, że to tylko niepotrzebne wywoływanie paniki.

Na przestrzeni sześciu odcinków śledzimy zatem, jak Nancy oraz grupa naukowców i wojskowych nie tylko walczy z potencjalnie śmiertelnym patogenem, ale także przebija mur ignorancji – wówczas wyjątkowo gruby i pokazujący, jak blisko było tragedii na masową skalę. Wszystko to zaś podano nam w konwencji gatunkowej (serialowi często blisko do thrillera, a nawet horroru), ale z dbałością o naukowy wymiar historii. W końcu to National Geographic.

Jednak nawet zajmując się kwestiami technicznymi, "The Hot Zone" wciąż potrafi bardzo mocno wciągnąć, wzbudzając podskórny niepokój, a niekiedy przerażając nie na żarty. Dodając do tego rewelacyjną obsadę (poza Julianną Margulies m.in. Liam Cunningham, Noah Emmerich i Topher Grace) i przeniesienie części akcji do Afryki, byśmy zobaczyli działanie Eboli na własne oczy, mamy serial, któremu łatwo wybaczyć pewne wady, a znacznie trudniej się od niego oderwać. [Mateusz Piesowicz]

1 2 3 4 5