Serialowe hity i kity – nasze podsumowanie tygodnia

"Dark" (Fot. Netflix)

0
1 2 3 4

Kit tygodnia: Opowieść podręcznej znów zawodzi

"Opowieść podręcznej" (Fot. Hulu)

"Opowieść podręcznej" (Fot. Hulu)

3. sezon "Opowieści podręcznej" to do tej pory jeden wielki zawód. Kiedyś oglądałam serial Hulu, zaciskając pięści z przerażenia i poczucia bezradności, teraz kolejne odcinki odpalam do kotleta, z tygodnia na tydzień coraz bardziej uświadamiając sobie, jak duży zaliczono tutaj upadek.

"Unknown Caller" miał potencjał, by stać się jednym z najmocniejszych, najbardziej emocjonalnych odcinków w całym serialu. W końcu z jednej strony mamy tu bardzo realne niebezpieczeństwo, grożące Luke'owi i małej Nichole, a z drugiej nieudawane emocje Sereny, o której już wiemy, że nie jest królową lodu, tylko człowiekiem z krwi i kości. I mimo że zarówno O.T. Fagbenle, jak i Yvonne Strahovski grali jak z nut, serialowi coraz trudniej wybaczyć fabularne bzdurki, nieścisłości i nietrzymanie się własnych reguł.

Po tym wszystkim, co zrobili, zarówno June, jak i Waterfordowie powinni już dawno wisieć na murze. Ale ponieważ najwyraźniej prawo ich nie obowiązuje, wszyscy wciąż beztrosko je naginają, a do tego zachowują się nielogicznie lub/i niezgodnie ze swoim charakterem. Mimo że żony w Gileadzie nie mają nic do powiedzenia – a kiedy Serena próbowała to zmienić, straciła palec – Fred zaprasza ją do pokoju pewnego komendantów i nikt nie ma z tym problemu. A potem jeszcze puszcza ją samą za granicę, czego nie da się usprawiedliwić w żaden sposób.

Ta zaś nie wykorzystuje szansy, żeby uciec, choć teraz byłby dobry moment – zarówno pod względem czysto logistycznym, jak i psychologicznym, bo ona w 2. sezonie przeszła bardzo konkretną drogę. Czemu tak się dzieje? Przypuszczalnie serial ma wobec niej większy plan, zapewne mający związek z telefonem satelitarnym. Tak to teraz działa w "Opowieści podręcznej" – bohaterowie zmieniają się jak chorągiewki, żeby dopasować się do planowanego rozwoju akcji. Nie na odwrót.

Akcja z rodziną w żałobie z ostatniej sceny też wydaje się absurdalna na kilku poziomach. Po pierwsze, trudno uwierzyć, żeby wolny kraj, którym jest Kanada, miał poważnie potraktować takie wideo ze stojącą w tle kobietą pozbawioną prawa do bycia człowiekiem. Po drugie, czy Serena i June jeszcze przed chwilą nie były po tej samej stronie? To kolejna "sprytna" zmyłka czy raczej dowód na krótką pamięć scenarzystów? Nie wiem i nie chcę już wiedzieć.

Coraz trudniej zaangażować się w tę historię, nawet jeśli wciąż ma genialnie zagrane momenty, bo postacie są nielogicznie rozwijane, a pisane na kolanie twisty wywołują co najwyżej wzruszenie ramion. A i mocne przesłanie serialu już dawno zdążyło zaginąć pośród bezsensownej bieganiny i innych scenariuszowych głupot. [Marta Wawrzyn]

1 2 3 4