Nasz top 10: Najlepsze seriale lipca 2019 roku

"Stranger Things" (Fot. Netflix)

0
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

1. Orange Is the New Black (powrót na listę)

"Orange Is the New Black" (Fot. Netflix)

"Orange Is the New Black" (Fot. Netflix)

Jeśli siódmy sezon jakiegoś serialu ląduje na samym szczycie naszego comiesięcznego zestawienia, to znaczy, że mamy do czynienia z produkcją bez dwóch zdań wielką. Tak właśnie jest w tym przypadku, bo "Orange Is the New Black", choć miewało w swoim długim żywocie różne chwile, na koniec udowodniło, że zasługuje na najwyższe pochwały.

Także, ale nie tylko za to, że w czasach coraz większego spadku jakości na Netfliksie, przez lata było tytułem trzymającym co najmniej solidnym poziom. Bo sentymenty sentymentami, pierwszego miejsca nie dajemy za miłe wspomnienia, lecz za tu i teraz. To jednak w przypadku ostatniego powrotu do Litchfield (i nie tylko) okazało się w pełni wystarczające, bo trzynaście kończących historię odcinków to istny triumfalny pochód.

Przynajmniej dla serialu, bo dla jego bohaterek już niekoniecznie. Te musiały raczej w większości przypadków przełykać jedną gorzką pigułkę, jaką fundował im los, za drugą, co oczywiście nie stanowiło tu żadnej nowości. "Orange Is the New Black" nie było wszak nigdy jedną z tych produkcji, które w różny sposób zakłamywały rzeczywistość. Przeciwnie, zawsze miało do powiedzenia więcej na temat prawdziwego świata niż niejeden w teorii poważniejszy serial, co w tym sezonie było widać aż nazbyt wyraźnie.

Czy to za sprawą z trudem powracającej do życia na wolności Piper, czy jej pozostawionych w więzieniu towarzyszek, czy wreszcie zupełnie nowych bohaterek uwięzionych w kolejnej odsłonie American dream rodem z koszmarów zwanego ośrodkiem detencyjnym dla imigrantów. Oczywiście były w tym wszystkim także chwile pięknej radości i wzruszeń, ale chyba wiadomo, co przeważało, prawda? Nic więc nie poradzimy, że czasami podczas oglądania czuliśmy się tak przybici, że chyba nawet Suzanne i jej kurczaki nie poprawiłyby nam nastroju.

Ale o to też w dużej mierze chodziło, bo przy wszystkich swoich absurdach i cudownym poczuciu humoru, "Orange Is the New Black" nigdy nie bało się stawiać konkretnych tez, ostro komentując rzeczywistość. Pod koniec przyzwyczajenia nie uległy zmianie, co może wydawać się z jednej strony okrutnie gorzkie, ale z drugiej, czy nie lepsze to, niż jeszcze jedno odrealnione, cukierkowe zakończenie? My nie mamy w tej sprawie żadnych wątpliwości. [Mateusz Piesowicz]

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10