"Dolina Krzemowa" staje przed największym wyzwaniem – recenzja 6. sezonu komedii HBO

"Dolina Krzemowa" (Fot. HBO)

0

Na powrót "Doliny Krzemowej" trzeba było trochę poczekać, ale opłacało się. Nowe odcinki trzymają dobrą formę z poprzedniego sezonu i aż szkoda, że to już prawie koniec.

Tęskniliście za chłopakami z "Doliny Krzemowej"? Bo ja tak, a trzy pierwsze odcinki 6. sezonu, które już widziałem, uświadomiły mi jak bardzo. W końcu do nowej odsłony komedii HBO na wiosnę można się już było przyzwyczaić, więc jej brak w tym roku powodował pewną pustkę. Na szczęście opóźnienie nie było duże – Richard i spółka już do nas wracają. Gorsza wiadomość jest taka, że tylko na chwilę i po to, żeby się pożegnać.

Dolina Krzemowa wraca z finałowym sezonem

Cieszyć się oczywiście nie ma z czego, ale czy to naprawdę taka zła informacja? Niekoniecznie, zwłaszcza pamiętając o wielu serialach, które przegapiły właściwy moment na zakończenie, konsekwentnie brnąc w przeciętność. Dobrze zatem słyszeć, że "Dolina Krzemowa" ich losu nie podzieli, zwłaszcza że kiedyś wcale nie było to takie pewne. Serial Mike'a Judge'a i Aleca Berga miał już przecież momenty, gdy wydawało się, że nie ma nic nowego do zaoferowania, a schemat ciągłych wzlotów i upadków jest na wyczerpaniu. Poprzedni sezon zmienił jednak tę sytuację, kreując przy okazji idealny moment, by odejść w dobrej formie.

Silicon Valley sezon 6

A po obejrzeniu niemal połowy 6. sezonu (całość będzie liczyć tylko 7 odcinków), wydaje mi się, że twórcy skorzystali z niej we właściwy sposób. Wszystko dlatego, że oglądanie "Doliny Krzemowej" już dawno nie sprawiało mi takiej przyjemności i nie sądzę, by o kilka miesięcy dłuższa przerwa między sezonami miała w tym decydujące znaczenie. Bo owszem, w teorii serial wciąż używa tych samych sztuczek, co zawsze – różnica polega jednak na tym, że zamiast kręcić się w kółko, ruszył wreszcie mocno do przodu.

Zwiastun tego mieliśmy natomiast już pod koniec poprzedniego sezonu, gdy sukces Pied Piper w końcu okazał się prawdziwym sukcesem, a nie tylko wprowadzeniem do katastrofy. Pamiętacie? Nasi bohaterowie przenieśli się wówczas do ogromnego biura, a rysujące się przed nimi perspektywy wyglądały tak pięknie, że nawet typowa reakcja Richarda (Thomas Middleditch), nie mogła zakłócić poczucia triumfu. "To nie może potrwać długo" – myślałem wtedy. O dziwo, mogło.

Richard kontra technologiczni giganci w 6. sezonie

Na początku nowej odsłony serialu wszystko idzie bowiem w dobrym kierunku. Jak bardzo urósł w siłę Pied Piper i jego idea "zdecentralizowanego internetu", można się zorientować po tym, że Richard zeznaje na senackiej komisji w jednym szeregu z przedstawicielami największych technologicznych potentatów. No, prawie w jednym szeregu. Bo o ile Facebook, Google i reszta mają wyrobione stanowisko w sprawie prywatności w sieci, nasz bohater staje po stronie zwykłych użytkowników. Niemal jak rewolucyjny przywódca prowadzący lud na barykady przeciwko korporacyjnej tyranii.

Dolina Krzemowa sezon 6

Nie trzeba tłumaczyć ani jak wielkie to wyzwanie, ani jak bardzo jest ono na miejscu w świecie, gdzie wielkie korporacje coraz intensywniej wchodzą w każdą dziedzinę życia (i na czasie – ledwie kilka dni temu Mark Zuckerberg zeznawał przed Kongresem w sprawie utworzenia własnej kryptowaluty). Nie trzeba rzecz jasna również wyjaśniać, że Richard Hendricks nie jest najlepszym kandydatem, by zostać twarzą rewolucji, więc wiadomo, że lekko, łatwo i przyjemnie nie będzie.

Twórcy robią zatem po raz kolejny to, co zawsze wychodziło im najlepiej: miejscami totalnie absurdalną komedię łączą z bieżącymi problemami, nie ograniczając się przy tym jednak tylko do branży technologicznej. Bo o ile dotąd można było odnieść wrażenie, że wszystko, z czym zmagali się bohaterowie, było w miarę odległe od nas, teraz ten dystans wyraźnie się zmniejszył. Ba, w pewnym sensie można powiedzieć, że wszyscy jesteśmy Richardami. A przynajmniej ci z nas, którzy nie czują się komfortowo na myśl, że ktoś zbiera na nasz temat mnóstwo danych i może ich użyć w różnych celach.

Dolina Krzemowa – Pied Piper przeciw wszystkim

Czyżby zatem "Dolina Krzemowa" na ostatniej prostej przed metą postanowiła zamienić się w orędownika słusznej sprawy? Bez obaw, to wciąż ten sam serial, który dobrze znacie. Jakkolwiek poważny byłby problem, za jaki wzięli się twórcy, jasne że nie będą się z nim zmagać w całkiem poważny sposób. I tak, niewiele czasu minie, aż Richard z przerażeniem odkryje, że Pied Piper jednak nie jest tak nieskazitelnie czyste w kwestii ochrony prywatności, jak mogłoby się wydawać. A potem sprawy zaczną się jeszcze bardziej komplikować.

Serial Dolina Krzemowa

Nie zdradzając, w jakim kierunku wszystko się potoczy, mogę powiedzieć, że na brak wrażeń absolutnie nie będziecie mogli narzekać. Serial wraca do znanego schematu, przeplatając sukcesy z porażkami, ale fabuła pędzi naprzód w takim tempie, że w ogóle nie zwraca się na to uwagi. Na dłuższym dystansie bez wątpienia by to przeszkadzało, ale tutaj, mając w perspektywie ledwie kilka odcinków do końca, nie sposób narzekać.

Tym bardziej że wraz z główną osią fabuły dostajemy kilka wątków pobocznych, które naprawdę świetnie ją uzupełniają i to niekoniecznie w taki sposób, w jaki moglibyśmy się spodziewać. Pewnie, Gavin Belson (Matt Ross) zawsze będzie sobą i nawet totalny upadek Hooli nie zmieni jego podejścia, ale już Jared (Zach Woods) i dręczące go wątpliwości co do roli, jaką odgrywa w Pied Piper, to nie taka znów oczywista historia. Jego relacja z Richardem, choć w wiadomy sposób przerysowana, mimo wszystko wnosi tu sporo bardzo potrzebnego w technologicznym świecie człowieczeństwa. A przy tym bawi jak mało co, bo Woods przechodzi w tym sezonie samego siebie, pokazując swoistą mroczną stronę Jareda.

Dolina Krzemowa kończy się w dobrym stylu

Bardziej zachowawczy są scenarzyści w kwestii innych bohaterów, raczej trzymając się zasady, że skoro coś dobrze działało do tej pory, to nie ma sensu kombinować. I znów – gdyby miało to potrwać dłużej, narzekałbym na stagnację, ale w tym przypadku zupełnie nie mam na to ochoty. Mam się czepiać na przykład tego, że w przyjacielsko-nienawistnej relacji Dinesha (Kumail Nanjiani) z Gilfoyle'em (Martin Starr) nie zaszły żadne zmiany? Albo że ten drugi znów walczy z systemem, tym razem wojując z korporacyjnym HR-em? Wyszedłbym na hipokrytę, skoro wciąż zaśmiewałem się przy tym do łez.

Dolina Krzemowa HBO

Podobnie zresztą jak przy wielu innych rzeczach, bo choć dowcipy w "Dolinie Krzemowej" mogą wydawać się powtarzalne, nadal zachowują odpowiednią ostrość. A twórcy potrafią nimi umiejętnie żonglować, czy to prezentując nowego, problematycznego inwestora z Chile, czy wtrącając w małych dawkach znajome postaci (spodziewajcie się m.in. Big Heada czy Jian-Yanga), czy w kreatywny sposób ogrywając fabularne klisze (wyścig z czasem trzecim odcinku to prawdziwa perełka).

Wszystko to układa się w początek sezonu, którego nie da się co prawda nazwać odkrywczym, ale trzymającym wysoki poziom i satysfakcjonującym już jak najbardziej można. A godne zakończenie jednej z najlepszych komedii ostatnich lat to przecież nie byle co. Zwłaszcza że do niego jeszcze chwila i wcale nie jest powiedziane, że do tego czasu Richard i spółka czymś świata nie zadziwią.

Dolina Krzemowa wraca 28 października na HBO GO