"The Mandalorian" zaskoczył na koniec 1. odcinka. Co to oznacza dla "Gwiezdnych wojen"?

"The Mandalorian" (Fot. Disney+)

0

Jeśli obejrzeliście już premierowy odcinek "The Mandalorian", wiecie pewnie, że wszyscy rozprawiają o zakończeniu i jego znaczeniu dla "Gwiezdnych wojen". Co w nim takiego istotnego? Spoilery!

Twórcy "The Mandalorian" zadbali, by o ich serialu było jak najmniej wiadomo. Brak przedpremierowych recenzji, szczątkowe informacje na temat fabuły, do tego zagadkowy główny bohater. Zasiadając do oglądania, trudno było się zatem czegoś konkretnego spodziewać. Na największą niespodziankę musieliśmy jednak poczekać do samego końca premierowego odcinka (nasza recenzja tutaj) i sceny, która może mieć ogromne znaczenie dla całej kosmicznej sagi.

The Mandalorian – co oznacza koniec 1. odcinka?

Chodzi rzecz jasna o z pozoru bardzo niewinne zakończenie, w którym nasz bohater odnajduje cel swojej misji, a tym okazuje się… dziecko. Nie takie zwykłe oczywiście, bo 50-letnie i do tego będące przedstawicielem dobrze znanej, lecz jednocześnie najbardziej tajemniczej z kosmicznych ras. Od razu widać bowiem, że absolutnie urocze niemowlę to wypisz, wymaluj miniaturowa wersja mistrza Yody.

The Mandalorian Yoda

Co jednak oznacza ta scena, oczywiście poza tym, że to prawdopodobnie najsłodszy cliffhanger, jaki widzieliśmy? Przede wszystkim jest ona bardzo istotna dla całej sagi, odnosząc się do jednego z największych (i ostatnich) sekretów, jakie mają "Gwiezdne wojny", czyli pochodzenia Yody.

To było do tej pory skrzętnie ukrywane przez samego George'a Lucasa i resztę twórców, przez co o rasie, z jakiej wywodzi się najsłynniejszy mistrz Jedi, nie wiedzieliśmy prawie nic (właściwie tylko tyle, że bardzo wolno się starzeje). Ba, nie licząc pojawiającej się na moment w "Mrocznym widmie" Yaddle, był on jej jedynym ekranowym przedstawicielem.

Aż do teraz, co nie tylko otwiera przed "The Mandalorian" interesujące fabularne ścieżki (widok małej zielonej istoty wyraźnie rozczulił nie tylko widzów), ale też może mieć wpływ na dalszy rozwój całego uniwersum. Raczej nie w kwestii samego Yody, bo jednak wątpię, by twórcy zdołali w sensowny sposób powiązać z tą historią martwego mistrza Jedi. Wykluczyć tego jednak nie można, bo skoro dziecko ma 50 lat, to musiało się urodzić w podobnym czasie co Anakin Skywalker, a to tylko mnoży dziwne teorie. Ale i bez kombinowania możliwości jest mnóstwo, dzięki czemu serial z miejsca staje się czymś więcej, niż tylko nieistotną z punktu widzenia całej galaktyki poboczną historią.

The Mandalorian serial

Co przegapiliście w premierze The Mandalorian?

Dzięki temu można się również spodziewać, że "The Mandalorian" będzie łączył się z "Gwiezdnymi wojnami" w stopniu większym, niż tylko poprzez nawiązania do filmowych odsłon sagi. Bo tych już teraz jest sporo, począwszy od znajomych ras (np. kowakiańskiej małpojaszczurki, tu akurat czekającej na swoją kolej, by trafić na ruszt) i modeli droidów (na czele z IG-11, któremu głosu użyczył Taika Waititi), aż do budzących oczywiste skojarzenia widoków, jak np. schwytane przez Mandalorianina ofiary, zamrożone w karbonicie jak swego czasu Han Solo.

Poza tym mniejszych odniesień do filmów, czy innych części uniwersum jest znacznie więcej, ale jedno z nich jest szczególnie warte uwagi. Chodzi mianowicie o moment, gdy główny bohater udaje się do podziemnej mandaloriańskiej siedziby z zamiarem przetopienia kawałka beskaru. W pewnym momencie w tle widać postać bardzo przypominającą z postawy i ubioru Bobę Fetta – innego słynnego łowcę nagród, co do którego było mnóstwo spekulacji, czy w jakiś sposób pojawi się w serialu (zważywszy na jego niepewny los w "Powrocie Jedi").

The Mandalorian Boba Fett

Nie wiadomo, czy twórcy chcieli w ten sposób na nowo wywołać dyskusję, czy Boba Fett jednak przeżył, czy po prostu bez konsekwencji mrugnąć okiem do fanów. Stawiałbym na to drugie, ale pozostaje faktem, że to kolejny powód, przez który "The Mandalorian" nie da tak łatwo o sobie zapomnieć. A na kolejne nie będziemy musieli długo czekać, bo premiera 2. odcinka już 15 listopada i spodziewam się, że po nim również będzie o czym rozmawiać.