"Borgen", czyli kolejna perełka z Danii

Od czasu zakończenia w 2006 roku "The West Wing" amerykańskie telewizje nie rozpieszczają fanów dramatów politycznych. I nagle, dość niespodziewanie, ratunek przychodzi z małego skandynawskiego kraju.

"Borgen" to duński dramat polityczny, czekający obecnie na emisję na 3. sezonu, składającego się, tak jak dwa poprzednie, z 10 odcinków. Produkcja ta zdobyła niezwykłą popularność w Danii, regularnie ogląda ją co czwarty mieszkaniec tego kraju. Warto zwrócić na nią uwagę, ponieważ obecnie to jeden z najlepiej ocenianych europejskich seriali. Uwaga, poniższy tekst odnosi się wyłącznie do 1. sezonu!

Życie Birgitte Nyborg (Sidse Babett Knudsen) ulega diametralnej zmianie, gdy niespodziewanie staje ona na czele nowego duńskiego rządu koalicyjnego (w skład którego, notabene, wcale nie wchodzi największa partia). Koalicja składająca się z czterech partii ledwo utrzymujących większość w parlamencie musi być chwiejna, dlatego Birgitte, do tej pory szykująca się do odejścia szefowa partii, już od początku stoi przed serią trudnych wyzwań. W świecie, gdzie osoby poklepujące cię po plecach w każdej chwili mogą wyciągnąć nóż i wbić ci go w plecy, problemy pojawiają się nadzwyczaj często. Czy grająca do tej pory w politycznej drugiej lidze kobieta da sobie z nimi radę?

Birgitte to idealistka, grająca w polityce czysto, ale ma ona spin doctora Kaspera Juula (Pilou Asbæk), który jest zupełnym przeciwieństwem szefowej. W skrócie można byłoby opisać go jako notorycznego kłamcę, pozbawionego złudzeń i wiary w ludzi cynika, który potrafi napisać niesamowite przemówienie, nawet jeśli nie wierzy w żadne z zawartych w nim słów. Tuż przed wyborami Kasper zupełnym przypadkiem wchodzi w posiadanie dokumentów obciążających premiera Larsa Hesselboe (Søren Spanning). Chociaż Birgitte nie zamierza z nich skorzystać, to jej partia staje się największym beneficjentem afery, która wybucha po ujawnieniu ich przez polityczną konkurencję. Birgitte zamiast podziękować swojemu specjaliście od public relations, zwalnia go. Jak jednak wiemy, przeciwieństwa się przyciągają, a wszystkie ścieżki prowadzą do ponownego złączenia sił przez tę dwójkę.

"Borgen" przedstawia także świat dziennikarzy, żyjących w symbiozie z politykami - takich jak Katrine (Birgitte Hjort Sørensen), młoda i obiecująca dziennikarka, której problem polega na tym, że zbyt często ukazuje swój upór i działa wbrew woli szefostwa. Serial pokazuje układy panujące między żurnalistami a klasą polityczną. Ustalanie pytań przed wywiadami, podsuwanie ich podczas konferencji prasowych, blokowanie reportaży – świat dziennikarzy zostaje tutaj zupełnie obnażony, odziera widza z jakichkolwiek złudzeń, że pracują tam sami idealiści. Oglądalność to dziwka, więc aby sprawić, by od ciebie nie odeszła, lepiej analizować artykuły z tabloidów niż mówić o konfliktach w Afryce.

W przeciwieństwie do wspomnianego na samym początku "The West Wing", "Borgen" dużo uwagi poświęca życiu osobistemu bohaterów. Widzowie są świadkami, jak polityka niczym nowotwór wyżera jego ostatnie zdrowe komórki. Brak czasu dla rodziny prędzej niż później odbije się na niej negatywnie, co może doprowadzić do poważnego kryzysu, gorszego niż wszelkie kryzysy w państwie. To pokazuje także, że politycy, nawet ci z najwyższej półki, to ludzie z krwi i kości, nie omijają ich problemy znane nam wszystkim. W serialu widzimy sporo dylematów, w których trzeba wybierać między sprawami kraju a spędzeniem czasu z mężem i dziećmi. Wątki obyczajowe zostały przedstawione tutaj z pomysłem, nie są zwykłym zapychaczem dla trwających godzinę odcinków, widz interesuje się nimi równie mocno, co sprawami politycznymi.

A tych jest w "Borgen" całe mnóstwo. Korupcja na szczytach władzy, konflikty interesów, podsłuchy, dobrze nam znane tajne więzienia CIA. W przeciągu 10 odcinków 1. sezonu rząd premier Nyborg musi zmagać się z wieloma trudnościami, nie tylko na zewnątrz, ale również wewnątrz koalicji. Z racji tego, że Dania to potęg światowych nie należy, twórcy skupili się głównie na problemach w polityce wewnętrznej. To bardzo dobry zabieg, uniknięto tym samym megalomanii i postawiono na realizm.

Świat polityki przedstawiony w "Borgen" jest pełen cynizmu pożerającego nawet największych idealistów. Idee zwykle wypierane są przez interesy pojedynczych jednostek, każdy próbuje ugrać coś dla siebie, interesy państwa znajdują się gdzieś na szarym końcu. Z takim stanem rzeczy próbuje walczyć Birgitte, ale czy niedoświadczona pani premier może mieć jakiekolwiek szanse w starciu z systemem? Niewątpliwie poprzeczka zawieszona została bardzo wysoko, a jak to w polityce bywa, wokół pani premier pełno jest ludzi tylko czekających na jej potknięcie. Prawdziwych przyjaźni nie ma lub kończą się bardzo szybko.

"Borgen" nie jest serialem wybitnym. Ale to kolejna bardzo dobra produkcja, zdecydowanie warta uwagi szerszego grona odbiorców (zwłaszcza w okresie posuchy wśród seriali o tematyce politycznej). Dowodem na to, że warto zwrócić na nią uwagę, jest chociażby nominacja do brytyjskiej nagrody BAFTA dla najlepszej produkcji zagranicznej. Pierwsze odcinki, te opowiadające o wyborach i montowaniu koalicji, to prawdziwe majstersztyki. Mimo że akcja nie płynie tam w niesamowicie szybkim tempie, trzymają one w napięciu od początku do końca. Później serial trochę zwalnia, by w końcówce znów nabrać szybkości.

Finał 1. sezonu zostawia bohaterów z nowymi wyzwaniami, z którymi będą musieli poradzić sobie w kolejnej serii. Zapowiada się kolejne 10 odcinków bardzo dobrej i trzymającej w napięciu historii o ludziach, którzy dla utrzymania władzy zrobią wiele.

REKLAMA