Kaley Cuoco mówi, że koniec "Teorii wielkiego podrywu" był jak błogosławieństwo

"Teoria wielkiego podrywu" (Fot. CBS)

Początkowo Kaley Cuoco była zdruzgotana faktem, że "Teoria wielkiego podrywu" dobiega końca. Jak aktorka patrzy na zakończenie serialu, który przyniósł jej sławę, z perspektywy czasu?

Choć Penny stała się jedną z uwielbianych przez widzów postaci z "Teorii wielkiego podrywu", początkowo niewiele wskazywało na to, że Kaley Cuoco w ogóle dostanie angaż w serialu. to Pierwszy casting okazał się klapą. Ostatecznie rola przyniosła Kaley ogromną sławę i tytuł jednej z lepiej zarabiających aktorek serialowych.

Kaley Cuoco o końcu Teorii wielkiego podrywu

Ciężko zatem się jej dziwić, że była w niemałym szoku, gdy po oznajmieniu, że "Teoria wielkiego podrywu" doczeka się 13. sezonu, telewizja CBS wycofała się z tej obietnicy. Było to oczywiście spowodowane decyzją Jima Parsonsa o opuszczeniu serialu. Jak dzisiaj, z perspektywy czasu, Cuoco odnosi się do tamtych wydarzeń?

– Myślę, że on tego potrzebował w tamtym momencie. I właściwie to nie wiem, czy moje życie poszłoby tą drogą, gdybyśmy tego nie skończyli wtedy, kiedy to zrobiliśmy. Więc może to było jednak ukryte błogosławieństwo. Nigdy nie wiadomo – powiedziała w programie Andy'ego Cohena.

A drogę, o której mówi aktorka, najlepiej podsumuje świeżutki tytuł "Stewardesa" od HBO Max, w którym główna rola należy właśnie do Cuoco. Choć pierwotnie planowano go jako serial limitowany, wyniki oglądalności i pozytywne opinie krytyków sprawiły, że od razu po zakończeniu 1. sezonu zamówiono "dwójkę".

Teoria wielkiego podrywu dostępna jest na HBO GO

REKLAMA