Serialowa alternatywa: "Dochodzenie", czyli małe serialowe arcydzieło nie tylko dla fanów true crime

"Dochodzenie" (Fot. TV2)

"Dochodzenie" Tobiasa Lindholma to przykład serialu oszczędnego w formie, wywołującego silne emocje dzięki opowiadanej historii. Dla wielbicieli dobrego aktorstwa i solidnego scenariusza.

"Dochodzenie" inspirowane jest prawdziwymi wydarzeniami, które miały miejsce w Danii w roku 2017. Szwedzka dziennikarka Kim Wall padła ofiarą brutalnego morderstwa z rąk Petera Madsena. Madsen, duński wynalazca, zaprosił ją na, osobiście przez siebie skonstruowaną, łódź podwodną Nautilus, gdzie miał opowiedzieć o pracy i kolejnych nowatorskich projektach. Kim Wall nie wróciła z rejsu, który rozpoczął się w kopenhaskim porcie. Autor scenariusza i równocześnie reżyser serialu, Tobias Lindholm (wcześniej zasłynął scenariuszem do serialu "Borgen" i filmów Thomasa Vinterberga "Polowanie" oraz "Na rauszu"), sięgając po te wydarzenia, opowiada w sześcioodcinkowym serialu fabularnym – dostępnym w całości na platformie Canal+ – o kulisach pracy policji.

Dochodzenie – kulisy rzeczywistej pracy policyjnej

Wyglądają one mało spektakularnie i dalekie są od szybkich teledyskowych sukcesów rodem z serialu "CSI: Miami". Główny bohater to szef wydziału zabójstw, Jens Møller (w tej roli Søren Malling). Sam o sobie mówi, że nie lubi przegrywać, a w przypadku śmierci Kim Wall długo będzie odczuwał porażkę. W sierpniu 2017 roku chłopak zgłasza zaginięcie dziennikarki, kilka godzin po tym gdy ta powinna była wrócić z rejsu. Nikt wówczas nie sądzi, że ta sprawa obierze tak tragiczny kurs. Policja początkowo przypuszcza, że to nieporozumienie, że dziennikarka wysiadła w innym porcie, że znała wcześniej swojego rozmówcę i być może wciąż jest na łodzi. Teorii i plotek pojawiło się mnóstwo.

Jens Møller (prawdziwe nazwisko inspektora, w rzeczywistości prowadzącego śledztwo dotyczące śmierci Kim Wall) to detektyw, któremu bliżej do Kurta Wallandera niż do Horatio Caine'a. Nie działa pochopnie, nie odjeżdża z piskiem opon w sobie tylko znanym kierunku, ale przede wszystkim myśli. Filmowe pokazywanie procesu myślenia jest mało atrakcyjne, dlatego dla wielu ten serial może pozornie wydawać się nudny. Ale ciągłe zadawanie pytań, analizowanie każdej możliwości i podchodzenie z otwartością do każdej pojawiającej się tezy, sprawia, że zespół policyjny nie zamyka się na liczne scenariusze. Nie pojawia się moment nagłego olśnienia, żadne tam deus ex machina, tylko praca, praca i jeszcze raz praca.

Serial, w którym pojawia się także Pilou Asbæk ("Borgen", "Gra o tron") jako prokurator Jakob Buch-Jepsen, pokazuje rozciągnięte w czasie śledztwo, ograniczone wieloma czynnikami. Kluczowe są wielotygodniowe badania biegłych. Nie da się tak po prostu w pięć minut przeszukać komputera podejrzanego, gdy wyczyszczone są wszystkie dyski zewnętrzne i reszta cyfrowych narzędzi pracy. Okazuje się, że przeszukiwanie internetowej przeglądarki w poszukiwaniu trzech losowo założonych słów, odpowiadających działaniom podejrzanego w tamtym okresie, trwa kilka lub nawet kilkanaście tygodni. Nie da się tego w żaden sposób przyspieszyć, podobnie jak nie da się przyspieszyć żadnej innej pracy wymagającej skrupulatnych działań, przy których drobna pomyłka sprzyjać będzie oskarżonemu, o czym Jens Møller przekonuje się w scenie otwierającej serial.

Dochodzenie to serial brutalnie szczery

W duńskim serialu, chyba po raz pierwszy na małym ekranie, widzimy, jak wygląda praca nurków poszukujących zwłok albo narzędzia zbrodni. Zwykle w popularnych produkcjach telewizyjnych nurek wynurza się po pięciu minutach z cennym znaleziskiem w dłoni. "Dochodzenie" pokazuje, jak skomplikowany logistycznie jest proces poszukiwania zwłok. Jak wielu specjalistów z różnych dziedzin musi współpracować, żeby wytyczyć obszar poszukiwań, jak różne narzędzia i środki muszą być do tego procesu zastosowane (począwszy od akademickiej wiedzy na temat prądów i wiatru, poprzez wykorzystanie psów wyczuwających zapach tłuszczów rozkładających się pod wodą, skończywszy na ekipie nurków pracujących nieprzerwanie do momentu wydobycia ciała).

Dochodzenie serial duński czy warto obejrzeć

"Dochodzenie" (Fot TV2)

"Dochodzenie" jest też brutalnie szczere w opowiadaniu o tym, jak trudno sprawcy udowodnić winę. Mimo wielu starań całego zespołu dochodzeniowego, prokuratora, zdeterminowanych i chcących pomoc nurków, akademików i ekspertów od medycyny sądowej oraz informatyki, brak spójnej historii, którą opowiada ciało ofiary, powoduje, że sprawca wciąż może wymyślać nowe "prawdziwe" wersje zdarzenia, zmieniać swoje oficjalne zeznania i reagować na bieżąco na efekty pracy policji. Cały sztab ludzi pozostaje miesiącami bezradny, nie mogąc dowieść winy mimo znalezienia rozczłonkowanego ciała, wyrzuconego na trasie kursu wspomnianej łodzi podwodnej.

Dochodzenie – presja mediów, rodziny, prokuratury

Serial pokazuje, że żadne śledztwo nie jest prowadzone w próżni. Wpływ na jego kierunek zwykle ma wiele czynników. Przede wszystkim tabloidowe media czyhające na strzępki informacji, które zmodyfikowane trafiają na pierwsze strony w formie dalekiej od faktów. Po drugie, rodzina oczekująca na szybkie rezultaty i starająca się pomagać, co czasem przynosi skutek odwrotny od zamierzonego. Po trzecie, presja prokuratury potrzebującej dowodów, żeby móc oskarżyć podejrzanego. I na końcu, nie mniej istotna, presja społeczna. Ludzie chcą wiedzieć, że są bezpieczni, że sprawcy zbrodni zostaną przykładnie ukarani i wyeliminowani z życia społecznego.

Dochodzenie serial duński czy warto obejrzeć

"Dochodzenie" (Fot. TV2)

Zespół dochodzeniowy pracuje pod presją czasu, szukając detali, mogących zmienić kierunek śledztwa. Tak było w przypadku śmierci Kim Wall, ponieważ – co dobrze pokazuje serial – początkowo można było uznać, że ciało nie przedstawia żadnej spójnej historii na temat zbrodni. Zbrodni, która w przyszłości miała zostać określona jako "ekstremalnie brutalna" i porównywana przez media do tych, które w swojej trylogii "Millenium" opisał Stieg Larsson.

Dochodzenie to serial dla fanów true crime

"Dochodzenie", w sposób nieszukający taniej sensacji, relacjonuje przebieg śledztwa i mechanizmy, z których korzystają zespoły śledcze aby zdobyć dowody winy podejrzanego. W tym konkretnym przypadku, Jens Møller ze swoimi współpracownikami, nie odkrywa Ameryki i nie wykonuje żadnych logistycznych fikołków. Sprawdza fakty, rozmawia ze świadkami (ciekawe jednak, że świadkowie w tym śledztwie nie odgrywają zbyt dużej roli, co zwykle jest przecież kluczowe w serialach kryminalnych), czeka na rezultaty badań i w oparciu o nie konstruuje kolejne tezy.

Nie ma tutaj biegania po korytarzach, ani litrów kawy, co wydaje się śmiałym kontrapunktem dla serialu kryminalnego. Jak to, policjant zarywający noce podczas śledztwa nie pije kawy? Ani też nie je fast foodów. Nikt też nie wpada we wściekłość, ani frustrację. Wszyscy ze spokojem wykonują swoje obowiązki, bo wiedzą już, na czym ta praca polega – przede wszystkim na czekaniu na wyniki badań i opinie biegłych. Być może dla części widowni będzie to kompletnie nieatrakcyjne, dla innych jednak może być interesujące, jako że pokazuje realia pracy kopenhaskiej policji. Bez większych ozdobników i fajerwerków.

Dochodzenie serial duński czy warto obejrzeć

"Dochodzenie" (Fot. TV2)

Sprawca zbrodni to osoba znana w Danii. Wynalazca, konstruktor łodzi podwodnych, bywał nazywany duńskim Elonem Muskiem. Motywacje jego zbrodni są wyjątkowo ohydne. To człowiek skrajnie niebezpieczny, cechujący się osobowością histrioniczną. Zdecydowanie przyciąga uwagę mediów. Z tego powodu, doskonałym posunięciem twórców serialu było wykasowanie go z fabuły. Podejrzany nie pojawia się w poszczególnych odcinkach, nie oglądamy jego licznych zeznań, są jedynie streszczane przez policjantów. Nie pojawia się z kolejnymi wersjami, nie przyciąga uwagi. Serial skupia się na Kim Wall i jej rodzinie. To bardzo dobra decyzja, biorąc pod uwagę fakt, jak bardzo łakną atencji sprawcy zbrodni. Jak często, właśnie na nich koncentrują się media. Ofiary i ich rodziny bywają pomijane i ignorowane. Z pewnością łatwiej byłoby zbudować atrakcyjną historię serialu telewizyjnego, w oparciu o zeznania sprawcy i jego biogram. "Dochodzenie" nie jest jednak serialem szukającym sensacji. Poszukuje raczej prawdy o banalności zła.

Serial opowiedziany i zagrany oszczędnie, dużo mówi o współczesnej pogoni za informacją, oczekiwaniem na szybkie rezultaty i presji na klikalność. W tych warunkach trudno prowadzić żmudne śledztwo. Polski wymiar sprawiedliwości niejednokrotnie w ostatnich latach ugiął się pod tą presją i zakłócił spokój sali sądowej, z tego powodu sprawcy do dzisiaj nie zostali ukarani. "Dochodzenie" dowodzi, że wciąż jest to możliwe, ale potrzebni są ludzi z dużym poczuciem sprawiedliwości społecznej. I o nich głównie opowiada serial. Warto.

Dochodzenie możecie obejrzeć na canalplus.com

REKLAMA