Gwiazda "Ani, nie Anny" walczy z rakiem piersi. 19-letnia Miranda McKeon opowiada o swojej chorobie

"Ania, nie Anna" (Fot. Netflix)

19-letnia Miranda McKeon, znana widzom z roli Józi w serialu "Ania, nie Anna", podzieliła się smutną informacją – młoda gwiazda jest w trakcie walki z rakiem piersi.

"Ania, nie Anna" bawiła i wzruszała widzów przez trzy sezony. Serial został niespodziewanie skasowany ku rozpaczy fanów. Produkcja poruszała ważne tematy, np. równouprawnienie kobiet czy dokuczanie w szkole. Miranda McKeon, która w serialu grała jedną z przyjaciółek Ani, Józię, wyznała, że jest poważnie chora.

Anie, nie Anna: Miranda McKeon o walce z rakiem

Aktorka udzieliła wywiadu dla People, w którym opowiedziała o swojej chorobie. 19-latka została zdiagnozowana z trzecim stadium raka piersi. Jak powiedziała McKeon - w walce o zdrowie chce szukać piękna i nie ma zamiaru się poddawać.

– Usłyszałam od lekarza: "Twoje stadium cię nie definiuje. Twój rak to twój rak". Co doceniam, bo kiedy słyszy się, że ktoś jest w jakimś stadium, nasz umysł od razu biegnie do jednego czy drugiego miejsca, co niekoniecznie jest reprezentatywne dla tego, co ja przechodzę. Chociaż mój scenariusz nie jest najłatwiejszy – np. chciałabym, żeby rak nie rozprzestrzenił się na moje węzły chłonne lub żeby sprawa była trochę mniej skomplikowana – nigdy nie miałam chwili, w której pomyślałabym: "Ojej, czy ja od tego umrę?". Nigdy nie przyszło mi to do głowy. Przez ten cały czas jestem raczej nastawiona na coś w stylu: "Dobra, zajmiemy się tym i to rozwiążemy" – powiedziała aktorka.


Miranda McKeon odkryła guzek podczas wakacji. Po wizycie lekarskiej i badaniach okazało się, że aktorka ma trzecie stadium raka piersi – co jest niezwykle rzadkie w jej wieku. Jedynie niecałe 2% chorych kobiet ma mniej niż 34 lata. Aktorkę czekają chemioterapia, naświetlenia oraz w najgorszym wypadku operacja. Miranda McKeon postanowiła podzielić się swoimi doświadczeniami na blogu, by dodawać siły innym chorym.

– Moim zadaniem jest odnalezienie w tym piękna. Nie wybrałabym tego, nie sądzę, by ktokolwiek to wybrał. Ale moją misją jest spróbować coś z tego wyciągnąć. Mój blog to jedyna rzecz, która wynikła z tej choroby i jest namacalna, więc myślę, że to niesamowite. Mam nadzieję, że dzięki udokumentowaniu dużej części [moich doświadczeń], ktoś inny, kto to przeczyta, będzie w stanie odnaleźć pocieszenie dzięki sposobowi, w jaki o tym wszystkim piszę – dodała.

Ania, nie Anna jest dostępna na Netfliksie

REKLAMA