"Impeachment: American Crime Story" to tabloidowa wersja seksafery Clinton/Lewinsky – recenzja premiery

"Impeachment: American Crime Story" (Fot. FX)

3. sezon "American Crime Story", zatytułowany "Impeachment", pokazuje aferę rozporkową z perspektywy uwikłanych w nią kobiet. Ale czy to znaczy, że robi to dobrze? Oceniamy premierę.

Nie ukrywam, jestem wielką fanką "American Crime Story". Oba dotychczasowe sezony, czyli "Sprawę OJ Simpsona" i "Zabójstwo Versace", uważam za równie świetne – Ryan Murphy dobrze wybierał zarówno materiał źródłowy, jak i osoby prowadzące produkcję, dzięki czemu otrzymaliśmy dwie bardzo różne od siebie historie, także pod względem tonu i klimatu. Niestety, już po pierwszym odcinku pojawia się wrażenie, że tegoroczna odsłona, "Impeachment", stworzona przez showrunnerkę Sarah Burgess będzie różnić się jakością od poprzednich, autorstwa Larry'ego Karaszewskiego i Toma Roba Smitha, a plusy nie zrównoważą minusów.

American Crime Story i seksafera Clinton/Lewinsky

Godzinny pilot serialu skupia się przede wszystkim na postaci Lindy Tripp (Sarah Paulson), urzędniczki z Białego Domu, odpowiedzialnej za wyciek do mediów informacji o relacji seksualnej prezydenta Billa Clintona (Clive Owen, póki co pojawiający się tylko na krótki moment) z Monicą Lewinsky (Beanie Feldstein, znana z filmu "Szkoła melanżu"). To w tym momencie jest jej serial – poznajemy tę kobietę aż za dobrze, z wszystkimi jej frustracjami, złośliwością, wściekłością na cały świat itd. Niewątpliwie nie jest to pozytywny portret, niewątpliwie też Paulson – ulubiona aktorka Ryana Murphy'ego – ma kilka momentów, kiedy może się wykazać.

Impeachment: American Crime Story recenzja opinie

"Impeachment: American Crime Story" (Fot. FX)

Ale – i to jest bardzo duże ale – wątpliwości budzi już samo jej obsadzenie w tej roli. Aktorka jest praktycznie nierozpoznawalna pod toną prostetyków, makijażu i peruką, a na dodatek wygląda nienaturalnie przez to, że nosi kostium pogrubiający. Paulson tłumaczyła się już z tego, przyznała, iż żałuje, że w ogóle go założyła, zapewniła także, że jest świadoma istnienia fat fobii. Nie zmienia to jednak dwóch rzeczy: po pierwsze, nie zdecydowała się na to w latach 90., kiedy wszyscy byliśmy o wiele mniej świadomi pewnych problemów społecznych, tylko dwa lata temu. Po drugie, czy rzeczywiście nie dało się znaleźć aktorki, która zamieniłaby się w Lindę Tripp bez zbędnego kombinowania? Pomijając już nakręcanie fat fobii (serialowa Tripp non stop podjada), jest w tej postaci jakaś sztuczność, która sprawia, że "Impeachment: American Crime Story" z miejsca zaczyna wyglądać karykaturalnie.

A tak się składa, że na razie to jest historia opowiadana przede wszystkim z punktu widzenia Lindy Tripp. Niesławna powiernica Moniki Lewinsky jest obecna na ekranie niemal przez cały czas, podczas gdy sama Monica pojawia się łącznie może na jakieś 10 minut. I na tym etapie Tripp niebezpiecznie przypomina komiksowego łotra – nie wiemy o niej za wiele, a serial rysuje jednowymiarowy portret okropnego, mściwego babska. Nie jestem przekonana, że o to chodziło. Niby przesadne niuanse nigdy nie były mocną stroną seriali Murphy'ego, tym razem jednak zamiast postaci z krwi i kości mamy ożywioną wersję koszmarnego zdjęcia z jedynki tabloidów.

American Crime Story sezon 3 – Tripp vs. Lewinsky

"Impeachment: American Crime Story" to historia afery rozporkowej, opowiedziana z perspektywy kobiet. Podkreślano to w opisie serialu i bardzo wyraźnie widać to po jego pilocie. Clintona prawie nie ma, innych męskich graczy też nie – zarówno rozgrywającymi, jak i rozgrywanymi są panie. Oprócz Lindy Tripp dużo czasu na ekranie dostaje Paula Jones (Annaleigh Ashford z "Masters of Sex"), pracownica administracji stanu Arkansas, która w maju 1994 roku pozwała prezydenta Clintona o molestowanie seksualne. Jej konferencja prasowa to mało subtelny, ale mocny przykład tego, jak traktowano w tamtych czasach takie sprawy.

Impeachment: American Crime Story recenzja opinie

"Impeachment: American Crime Story" (Fot. FX)

Pojawia się również Monica Lewinsky i co ciekawe – ponieważ Lewinsky jest producentką serialu i wszystko było z nią konsultowane – "Impeachment: American Crime Story" również w jej przypadku nie jest w stanie stworzyć pozytywnego obrazu. Feldstein gra trochę zahukane dziewczątko, pogubione w wielkim świecie jak z "House of Cards", a trochę słodką idiotkę z komedii romantycznych. Jednocześnie podkreślone zostaje wykształcenie bohaterki, jej ambicje, niewątpliwa inteligencja itp. Wszystko to razem składa się na portret do tego stopnia niespójny, że trudno w niej zobaczyć prawdziwą osobę, a co za tym idzie – współczuć jej.

Role Edie Falco (Hillary Clinton), Cobie Smulders (konserwatywna komentatorka Ann Coulter), Elizabeth Reaser (Kathleen Willey, kolejna pracownica Białego Domu oskarżająca Clintona o molestowanie) czy Margo Martindale (agentka literacka Lucianne Goldberg – być może to powinna być nasza Linda Tripp?) na razie są zbyt małe, by je komentować. Warto za to odnotować, że znanych twarzy w niekoniecznie wielkich rolach będzie więcej – w serialu pojawią się jeszcze m.in. Mira Sorvino, Kathleen Turner (a może to ona mogła zagrać Lindę Tripp?), Billy Eichner, Judith Light czy Blair Underwood. Jak każdy serial Ryana Murphy'ego, ten także wypakowany jest znanymi nazwiskami. Dodatkowo znaczna część z nich, na czele z Owenem, Falco i Feldstein, jest zupełnie nowa w świecie Murphy'ego.

Impeachment: American Crime Story recenzja opinie

"Impeachment: American Crime Story" (Fot. FX)

ACS: Impeachment – czy warto obejrzeć serial?

Znane nazwiska cudu jednak w tym przypadku raczej nie uczynią. Po jednym odcinku "Impeachment" wygląda na przeciętną tabloidową historię, która bardziej pasowałaby do szyldu "Dirty John" niż "American Crime Story". Sarah Paulson jako Linda Tripp wypada karykaturalnie, z kolei Beanie Feldstein, jeśli nas pozytywnie zaskoczy, to dopiero na późniejszym etapie. Choć sam fakt opowiadania tej historii z punktu widzenia kobiet wydaje się godzien pochwały, wykonanie nie zachwyca.

"Impeachment: American Crime Story" pod każdym względem wydaje się być cieniem poprzednich sezonów, a problem zaczyna się zarówno od wyboru głównej bohaterki – którą jak na razie jest koszmarna Linda Tripp – jak i jej castingu.

REKLAMA