Krytycy miażdżą "Cowboya Bebopa" w pierwszych recenzjach. "Pozbawiony duszy remake", "wygląda tanio"

"Cowboy Bebop" (Fot. Netflix)

Adaptacje animowanych seriali to delikatny temat, który często budzi kontrowersje. Wszystko wskazuje na to, że "Cowboy Bebop" też nie zrobi furory. Pierwsze recenzje są zgodne – nie jest dobrze.

Netfliksowy "Cowboy Bebop" to aktorski serial, oparty o kultowe anime o tym samym tytule z lat 90. 10-odcinkowa produkcja zadebiutuje już w piątek, tymczasem w sieci pojawiły się pierwsze przedpremierowe recenzje.

Cowboy Bebop – krytycy negatywnie oceniają serial

"Bez wyrazu", "kostiumy jak z taniego cosplayu" i "niechlujny montaż" – to tylko niektóre z określeń, jakie padają w kierunku produkcji Netfliksa. W serwisie Metacritic serial ma w tym momencie niski wynik 39, zaś według wskaźnika portalu Rotten Tomatoes "Cowboy Bebop" to "zgnilizna".

W recenzjach można wczytać, że produkcja nawet nie zbliżyła się do poziomu kultowego anime. Kostiumy wyglądają tanio, dialogom brakuje wyrazu, a bohaterowie nie wychodzą poza przypisane im archetypy. Według najbardziej krytycznego ze wszystkich recenzenta, Rafela Motamayora z portalu Collider, twórcy skupili się za bardzo na scenach akcji i całość wygląda amatorsko.

"Cowboy Bebop" to pozbawiony duszy remake przełomowej serii anime, który nieustannie kieruje naszą uwagę w stronę oryginału, jednocześnie zmieniając go na tyle, by odebrać całe znaczenie temu, co próbuje naśladować. Zniknęło podejście neo-noir i jego metodyczna narracja – w zamian netfliksowy serial live action czerpie inspirację z  kina samochodowego lat 70., co sprawia, że ma szybsze tempo, ale wygląda tanio i brakuje mu kolorów – czytamy w recenzji.

cowboy bebop recenzje

"Cowboy Bebop" (Fot. Netflix)

Angie Han z serwisu The Hollywood Reporter pisze, że nowy "Cowboy Bebop" jest tak zajęty odhaczaniem wszystkiego, co trzeba było zrobić, żeby przypominać oryginał, iż "nawet nie rozważył napisania własnej listy". Judy Berman z magazynu "Time" dodaje:

To, czego brakuje w tej nieuzasadnionej adaptacji, w której [reżyser oryginału Shinichirō] Watanabe jest konsultantem, to atmosfera. Choć ma to pewien pulpowy, tandetny styl wizualny w stylu "Doktora Who" i czerpie wiele korzyści z jazzowej, dynamicznej nowej ścieżki dźwiękowej stworzonej przez kompozytorkę oryginalnego "Bebopa" Yoko Kanno, nie jest w stanie dorównać kolażowi estetyki, tonu i odniesień kulturowych, które sprawiły, że jego poprzednik bardziej przypominał przesyłkę z przyszłości, niż próbę jej symulowania w teraźniejszości.

Krytycy podkreślają, że John Cho (Spike Spiegel), Mustafa Shakir (Jet Black)i Daniella Pineda (Faye Valentine) spisują się nieźle, jednak brakuje im pola do popisu. EJ Moreno z Flickering Myth określił serial jako "kolejny mierny serial aktorski na podstawie anime". "Cowboy Bebop" mierzył się z kontrowersjami już od momentu wypuszczenia pierwszych zdjęć promocyjnych. Krytykowano m.in. dobór aktorów.

Tymczasem Netflix dalej promuje serial. Platforma podzieliła się nagraniem, na którym muzycy nagrywający ścieżkę dźwiękową do serialu jammują zza kulisami. Za muzykę odpowiedzialna była sama Yoko Kanno, kompozytorka oryginalnego soundtracku z anime.

"Cowboy Bebop" to kosmiczny western, przedstawiający historię trójki "kowbojów" – łowców nagród, którzy uciekają przed demonami przeszłości. Czy netfliksowa wersja faktycznie jest aż tak zła? Tego dopiero się dowiemy. Na pewno nie możecie liczyć na przedpremierową recenzję na Serialowej – na naszą prośbę o udostępnienie serialu usłyszeliśmy, że Netflix nie wspiera tego tytułu w Polsce.

Cowboy Bebop – premiera 19 listopada na Netfliksie

REKLAMA