"Marzycielka – stając się Karen Blixen" nie chce być zwykłą biografią. Recenzja duńskiego serialu Viaplaya

"Marzycielka - stając się Karen Blixen" (Fot. Viaplay)

O "Pożegnaniu z Afryką" słyszeli pewnie wszyscy, ale już raczej mało kto może pochwalić się wiedzą o jego autorce. "Marzycielka – stając się Karen Blixen", nowy serial Viaplaya, pozwala to zmienić.

"Marzycielka – stając się Karen Blixen" to 6-odcinkowa produkcja oryginalna platformy Viaplay, dzięki której widzowie mogą lepiej poznać jedną z najwybitniejszych postaci w historii duńskiej literatury. Karen Blixen, autorka kultowego "Pożegnania z Afryką", okazuje się w nim osobą nietuzinkową, trudną do opisania w kilku prostych słowach. Jeśli ktoś do tej pory znał ją przede wszystkim dzięki jej wspomnieniom z pobytu w Afryce, to serial, którego twórczynią jest Dunja Gry Jensen ("Norskkov"), można uznać za ich kontynuację.

Marzycielka – duński serial o pisarce Karen Blixen

"Marzycielka – stając się Karen Blixen" zaczyna się, gdy Karen (Connie Nielsen, "I Am the Night") wraca do Danii po tragediach, jakie spotkały ją w Afryce i które w ostateczności doprowadziły ją do nieudanej próby samobójczej. Bez grosza przy duszy, chora i mająca prawie 50 lat, trafia pod opiekę rodziny, spod której chce się jak najszybciej uwolnić. Zwłaszcza że rodzinne relacje wcale nie należą do najłatwiejszych. Niektórzy z jej bliskich, na czele z matką (Hanne Uldal) i siostrą (Lene Maria Christensen, "Scheda"), nie rozumieją jej życiowych wyborów, co oczywiście musi prowadzić do napięć.

Marzycielka stając się Karen Blixen recenzja opinie Viaplay

"Marzycielka - stając się Karen Blixen" (Fot. Viaplay)

Do tych napięć będzie dochodzić ponownie, ponieważ Karen – mimo wszystkich życiowych perturbacji, jakie przeszła – nie zamierza do końca życia popijać herbatki na tarasie pięknego domu i żyć z jałmużny wypłacanej jej przez rodzinę. Ku zaskoczeniu wszystkich, bohaterka postanawia poświęcić się pisarstwu, do którego zawsze miała talent, ale nigdy nie miała czasu. Mimo nieukrywanego sceptycyzmu całego swojego otoczenia, Karen zaczyna pisać książkę – zbiór kilku opowiadań, które chciałaby wypuścić na rynek. I to nie z pomocą jakiegoś lokalnego, duńskiego wydawnictwa, co mógłby pewnie załatwić jej szwagier, Knud (Lars Mikkelsen, "House of Cards"). Jej ambicje są zdecydowanie większe.

Karen chce, by na jej talencie poznał się cały świat, więc poszukuje wydawcy za granicą, w Londynie. "Marzycielka – stając się Karen Blixen" pokazuje, że nie był to łatwy proces. Jeśli jesteś nikomu nieznaną Dunką, a na dodatek chcesz wydać zbiór opowiadań zamiast książki głęboko osadzonej w rzeczywistości – co w swoim debiucie zrobił chociażby Orwell – musisz liczyć się z odmową. Co najwyżej możesz spróbować w jednym z renomowanych magazynów dla kobiet. Jak jednak wiemy, pierwsze niepowodzenia ostatecznie nie miały wpływu na karierę Blixen, były jedynie przeszkodą na drodze do sukcesu.

Marzycielka – stając się Karen Blixen wychodzi poza ramy gatunku

Główną zaletą serialu jest jego tytułowa bohaterka. Karen Blixen to kobieta nie dająca wtłoczyć się w żadne ramy, wyprzedzająca czasy, w których przyszło jej żyć. Choć można byłoby pokusić się o stwierdzenie, że została pokonana przez życie, to wciąż pełna jest dumy i wiary w siebie. Towarzyszące jej poczucie własnej wartości jest uderzające zwłaszcza w zestawieniu z innymi kobietami z jej rodziny. Karen nie chce być obcą we własnym życiu, chce sama decydować o własnym losie i nie zamierza być jedynie tłem dla mężczyzn. A mówimy przecież o serialu, którego akcja dzieje się w latach 30. – czasach, gdy nawet w Skandynawii kobiety powinny znać swoje miejsce i przy każdym podejmowanym działu myśleć przede wszystkim o innych.

Marzycielka stając się Karen Blixen recenzja opinie Viaplay

"Marzycielka - stając się Karen Blixen" (Fot. Viaplay)

"Marzycielka – stając się Karen Blixen" to (przynajmniej w dwóch z sześciu odcinków, które zostały udostępnione) w dużej mierze zapis i pokaz buntu głównej bohaterki wobec narzucanych z góry reguł. Można powiedzieć, że wraz z nią buntują się także twórcy serialu – choć w dużej mierze nowy serial Viaplaya jest standardową produkcją biograficzną, to za wszelką cenę nie chcą na stałe wtłoczyć go w ramy biografii. Właśnie dlatego widzom na ekranie partnerują bohaterowie "Marzycieli" – jednego z jej pierwszych opowiadań. Wybór tego tytułu jest nieprzypadkowy. Takie wyjście poza ramy gatunku, stworzenie powieści w ramach powieści, dodaje całej historii kolorytu, ale też odróżnia ją od większości biografii, które po pewnym czasie mogą zlewać się w jedną.

Warto zauważyć, że "Marzycielka – stając się Karen Blixen" nie chce skupiać się na całym życiu tytułowej bohaterki. Zamiast tego skupia się (znów – przynajmniej w pierwszych odcinkach) na wycinku z jej biografii, a konkretnie na momencie od powrotu z Afryki, który mocno pokiereszował jej psychikę. Twórcy od czasu do czasu raczą nas błyskawicznymi retrospekcjami z jej pobytu w Afryce, do której nigdy później już nie wróciła, ale to tyle. Granica między tym, co przed i co po, jest tutaj wyraźna. A postawiono ją zapewne dlatego, by nie poświęcać zbyt wiele czasu na historię, którą tak wiele osób zna z "Pożegnania z Afryką". Zamiast więc powielać historie dobrze już widowni znane, lepiej eksplorować te wątki wątki z jej biografii, o których większość widzów zapewne nie miała bladego pojęcia.

Marzycielka – warto oglądać serial o Karen Blixen?

Dlatego też, zamiast budujących obrazków ze skolonizowanej Kenii, będziemy oglądać, jak Karen – przekonana o swoim talencie – koniecznie chce zaistnieć w świecie literatury. Świecie, który jak każdy inny wtedy, nie jest szczególnie przyjazny wobec kobiet. Zwłaszcza tych, które chciałyby być jego ważnymi uczestnikami. Karen nie godzi się na rezygnację z siebie w imię "tradycji", a to podejście do życia kontrastuje szczególnie z zachowaniem jej siostry, która nawet podczas pisania własnej książki dbała o to, by spełnić oczekiwania innych, a zwłaszcza męża, Knuda.

Marzycielka stając się Karen Blixen recenzja opinie Viaplay

"Marzycielka - stając się Karen Blixen" (Fot. Viaplay)

"Marzycielka – stając się Karen Blixen" nie jest produkcją idealną. To wciąż przede wszystkim standardowy biopic, który wyróżnia kilka wyjątków, z jakimi mogliśmy do tej pory nie spotkać się w innych produkcjach z tego gatunku. To opowieść o odważnej kobiecie, która, choć wybierała się już na tamten świata, postanowiła zawalczyć o własne życie, nawet jeśli oznacza to odejście od pewnych społecznych norm. To także sprawnie zrealizowany serial od strony technicznej – przypadku tej produkcji najważniejsze są oczywiście kostiumy, scenografia oraz fryzury i o każdej z nich możemy mówić tylko dobrze. I tylko czasami odnoszę wrażenie, że w całej tej historii jest nieco zbyt wiele patosu i łopatologii. Przydałoby się parę razy upuścić nieco powietrza z tego balonika, wszystkim byłoby wtedy łatwiej.

"Marzycielka – stając się Karen Blixen" to historia drogi, jaką główna bohaterka musiała pokonać, by stać się jedną z najważniejszych osób w historii duńskiej sztuki. Autorką, której powieść pół wieku po premierze doczekała się głośnej ekranizacji. Ale serial Viaplaya nie skupia się jedynie na jej artystycznych dokonaniach i pozwala nam zobaczyć ją od każdej strony – pisarki, córki, siostry, feministki, kochanki o złamanym sercu. Każde z tych wydań wnosi coś nowego i dokłada elementy do większego, nieoczywistego obrazu, jakim była Karen Blixen. Dobrze zatem, że tak nietuzinkowa postać doczekała się biografii, która chce być czymś więcej niż tylko fabularnym przedstawieniem kilku faktów z jej życia.

Marzycielka – stając się Karen Blixen – odcinki w niedziele na platformie Viaplay

REKLAMA