Z nosem przy ekranie #11: Oswojeni detektywi

"The Killing" (Fot. AMC)

"The Killing" (Fot. AMC)

Przyzwyczajamy się do różnych rzeczy: miejsc, przedmiotów, a nawet sterczących z ekranu gadających głów. Mamy własne zwyczaje oraz rytuały. Kiedy już oswoimy to wszystko, przychodzi czas na pożądaną i przewidywalną codzienność. Spoilery.

Nie ma w tym nic złego. Ludzki mózg od czasu do czasu potrzebuje autopilota – w końcu ileż razy można się zastanawiać nad wykonywaniem ciągle tych samych czynności? Zresztą nawet nasze zmagania z serialami prędzej czy później nabierają nieco mechanicznego rysu. Przykładowo dorabiamy się stałych dni, w których zasiadamy do nadrabiania piętrzących się serialowych zaległości. Dla niektórych będą to wtorki, a dla innych np. soboty czy piątki.

Czasem jednak sama rzeczywistość nie sprzyja cotygodniowej celebracji telewizyjnych wieczorków. Są takie chwile, gdy akurat w najdramatyczniejszym momencie odcinka za oknem ktoś wybuchnie śmiechem, pozostali uczestnicy tej okrutnej zabawy rozpoczną chóralne śpiewy, a w powietrzu unosić się będzie zapach świeżo położonego asfaltu.

W tych strasznych momentach pozostaje zagryźć wargi, założyć słuchawki na uszy i liczyć, że za chwilę nikt nie będzie nas próbował wyciągnąć na imprezę tematyczną pod hasłem: "Budujemy polskie drogi".

A tymczasem...

...liczna grupa telewizyjnych detektywów oraz agentów z nietypowymi zdolnościami i takimiż problemikami zasilona została przez świeży duet. Bohaterowie "King & Maxwell" posiadają zestawik unikalnych umiejętności, pakiet osobistych wtop, co najmniej jedną poważną rysę w życiorysie zawodowym i literacki rodowód. Poza ostatnią cechą, w zasadzie nie odróżniają się chociażby od postaci np. w "The Killing", czy w "Covert Affairs".

I za każdym razem, gdy oglądam nowe przygody (także samozwańczych) stróżów prawa wszelakiego marzę, by kiedyś za telewizyjnymi biurkami zasiedli normalni, nieśpiesznie popijający kawę, nieco leniwi agenci, a zwykli policyjni detektywi nie zbawiali świata, tylko zajęli się wyrabianiem norm i wcześniejszą emeryturką; by przedstawiciele tajnych służb tonęli w nadmiarze papierów, a spędzający całe dnie w zadymionych pomieszczeniach prywatni detektywi, zamiast wymarzonej femme fatale, spotykali na swej drodze jedynie pospolitych, tłustawych, niewypłacalnych, "fatalnych" facetów.

Za to ostatnio...

...w "Graceland" zaroiło się od dziwnych przedmiotów, roślin i zwierząt. W serialu stacji USA Network znaleziono miejsce dla desek surfingowych, piętnastu tysięcy par jeansów, wspaniale pachnącego owocu Duriana, dostawczaka pełnego kolorowego ptactwa oraz skrzynki niebezpiecznych i nielegalnych naboi. Nic jednak w tych pierwszych dwóch odcinkach nie przebiło służących za tarcze strzelnicze wielkich pluszowych miśków ubranych w kamizelki kuloodporne i policyjne czapki. Kto by pomyślał, że akurat w ten sposób hurtownie zabawek mogą zwiększać swoje obroty.

Mike i pistolet. Pluszaki poza kadrem (Fot. USA Network)

Mike i pistolet. Pluszaki poza kadrem (Fot. USA Network)


Zaledwie kilka minut...

…wystarczyło, aby zrozumieć, że tzw. zmiany w "Necessary Roughness" są nie tylko desperackim trickiem mającym na celu powtórne przyciągnięcie widzów zniechęconych 2. sezonem, ale i przemyślanym zabiegiem rzeczywiście mogącym ożywić tę produkcję. W premierowym "Ch-Ch-Changes" pojawili się nowi pracodawcy, T.K. (Mehcad Brooks) rozpoczął podążanie własną drogą, a fanom przyszło pożegnać Marca Blucasa. I mimo że samo tytułowe nawiązanie do "Changes" Bowiego było nieco zbyt łopatologiczne, to i tak należy pochwalić scenarzystów za to, co przygotowali dla dr Santino (Callie Thorne) i spółki.

Na marginesie: dwuosobowe szefostwo V3 to byli lub obecni telewizyjni lekarze: wujek Jess..., znaczy John Stamos, przez jakiś czas pojawiał się w "Ostrym Dyżurze", a David Anders to przecież dr Frankenstein z "Once Upon a Time".

Wiele uroku straciło...

...udawanie, że wspomniana 2 tygodnie temu kapitulacja przed tworem zwanym Reality TV przebiega bezboleśnie. Za brutalną pobudkę podziękować muszę twórcom "The Hero". Program stacji TNT to irytujący, ciężkostrawny, karykaturalnie przerysowany, niezdatny do oglądania produkt konkursodobny cierpiący na nadmiar nieciekawych uczestników oraz brak klarownych zasad. Pomyśleć, że ludzie produkujący ten koszmarek odpowiadali również za całkiem przyjemne "King of the Nerds".

W telewizji zabrzmiał...

...temat muzyczny kojarzony przez wszystkich z "Ostatniego Mohikanina" Michaela Manna, pochodzący z pierwotnie "The Gael" Dougiego MacLeana. Fragment wykorzystano w ostatnim odcinku "Burn Notice" w jednej z dublińskich retrospekcji dziejącej się w czasach gdy wszyscy byli nieco młodsi, a Michael (Jeffrey Donovan) mógł przyglądać się Fionie (Gabrielle Anwar) w trakcie dość ciekawej gry, do rozegrania której konieczne są dwie sztuki broni oraz znaczna ilość alkoholu. Bardzo mnie cieszy, że od pierwszych minut 7. sezonu scenarzyści postanowili pokazywać widzom, jak wiele interesujących rzeczy można robić w podejrzanych spelunach.


Do przyszłego tygodnia!