Pazurkiem po ekranie #27: Śmierć, wszędzie śmierć

"Gra o tron" (Fot. HBO)

"Gra o tron" (Fot. HBO)

Wróciła "Gra o tron", co oznacza, że w najbliższych tygodniach nasi ulubieni bohaterowie znów będą padać jak muchy. Ale czy to źle, że będą? Dziś właściwie bez większych spoilerów.

Podobno wiosna to fajna sprawa, ale trudno tę jej fajność docenić, kiedy dni, a nawet tygodnie upływają człowiekowi na wycieraniu nosa i niekończących się rozmowach telefonicznych. OK, czasem to gadanie może do czegoś się przydać - jutro na przykład czeka mnie rozmowa z jednym z moich najulubieńszych aktorów na świecie. Ponieważ zostałam poinstruowana, żeby nie rzucać dużymi spoilerami, to kto wie, jak to się skończy - może po prostu długim milczeniem? Zawsze uważałam, że milczenie w dobrym towarzystwie ma swój urok. Tylko czy moje milczenie będzie aby na pewno ciekawe dla szanownych Czytelników? Ech, dylematy.

Tymczasem w tej drugiej rzeczywistości...

...smoki rosną w tempie iście zabójczym. "Gra o tron" w tempie zabójczym się nie toczy, ale właściwie nic nie szkodzi. Szoki i skandale na pewno nas w tym sezonie nie ominą, tymczasem zrobiliśmy wstępne rozeznanie. I jak zwykle, były sceny lepsze, były też sceny słabsze - taki już urok "zwykłych" odcinków "GoT" - ale koniec końców całą tę nową godzinę możemy zaliczyć do udanych.

Nie czytałam książek, nie wiem więc, do czego zmierza ten konkretny wątek - jednak przyznać muszę, że książę Oberyn i jego pani od razu przypadli mi do gustu. Jeśli mają marnie skończyć, to oby w międzyczasie zdążyli porządnie w Królewskiej Przystani namieszać. Cel Oberyna, czyli zabicie wszystkich o nazwisku Lannister, wydaje się przesadnie ambitny. Ale co ja tam wiem o "Grze o tron".

Skoro już przy śmierciach jesteśmy...

...pod tekstem Michała Kolanki o "GoT" rozpoczęła się ciekawa dyskusja o sile rażenia tego najbardziej ostatecznego z rozwiązań w różnych serialach. W "Grze o tron" ta siła maleje wraz z każdym ukatrupionym bohaterem, zwłaszcza jeśli drań jest ważny. O ile na początku ta nieprzewidywalność, ta niepewność losu każdego z nich wydawała się czymś niesamowitym, to teraz już coraz trudniej widzów czymś zaskoczyć.

Krwawe Gody prawdopodobnie były ostatnim wydarzeniem, które rzeczywiście wielu z nas wprawiło w osłupienie. "Gra o tron" stała się przewidywalna w swojej nieprzewidywalności - i szczerze wątpię, żeby była w stanie mnie zaszokować sprawnie przeprowadzoną egzekucją ważnej postaci, tak jak zrobiło to "The Good Wife". Coś takiego można zrobić raz na kilka sezonów, a nie kilka razy na sezon. W tym drugim przypadku śmierć bohatera po prostu przestaje być jakąkolwiek atrakcją dla widza.

Tym bardziej atrakcją nie są zmartwychwstania...

...zwłaszcza jeśli rażą tandetnym wykonaniem i trudno je sensownie usprawiedliwić. Tak, tak, piję do "Revenge", jednego z tych seriali, które oglądam, mimo że naprawdę już nie wiem po co. Tyle tam już było śmierci, zmartwychwstań i nagłych powrotów, że w zasadzie już nie pamiętam, kto z nich umarł, kto wyjechał daleko, a kto znikł bez wyraźnego powodu. Zauważyłam za to, że w ostatnich odcinkach pojawiła się "sztuczka", której wcześniej nie stosowano: otóż bohaterowie w koszmarnie łopatologicznych dialogach próbują wypełniać fabularne dziury, tłumacząc nam różne zdarzenia.

Przykro patrzeć, jak "Zemsta" znów zjada własny ogon. Przyznaję, że zaczynam ją śledzić jednym okiem, bo nie interesuje mnie tam już w zasadzie nic, a w szczególności mnie nie interesuje, w jakich konfiguracjach bohaterowie aktualnie sypiają ze sobą. Zasady są jak w "Plotkarze": każdy z każdym. Ale wciąż znajduję powody, by to oglądać dalej. O, na przykład Aiden z zarostem wygląda całkiem nieźle. To zawsze jakiś plus, nie?

Wreszcie ktoś zrobił serial o Dolinie Krzemowej!

I na dodatek puszcza go razem z "Veepem". Jeśli nie stanie się nic nieprzewidzianego, to będzie moja ulubiona komediowa para tej wiosny. Bohaterowie "Doliny Krzemowej" z jednej strony przypominają innych serialowych geeków: są lekko aspołeczni, nieco dziwni i z wyglądu nie przypominają modeli. Z drugiej, pilot serialu HBO to obietnica czegoś więcej niż kolejnej komedii o geekach.

Już po niecałych 30 minutach widać, że będziemy oglądać gorzki i przygnębiający obraz tego magicznego miejsca, w którym rodzą się wielkie fortuny. I że dostaliśmy bohaterów skomplikowanych, którzy marzą, by być nowymi Jobsami, ale nie wyglądają na przygotowanych na potencjalny wielki sukces. Scena u lekarza mówi sama za siebie. Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy.

A co Wy widzieliście w tym tygodniu? Piszcie w komentarzach, tweetujcie i obserwujcie mnie, a także Serialową na Twitterze, bo to właśnie tam mamy zwyczaj prawie na żywo pisać o tym, co oglądamy. Jeśli też coś fajnego oglądacie i chcecie podzielić się tym z nami, używajcie w tweetach hashtagu #serialowa. My Wasze wpisy odnajdziemy i oczywiście na nie odpowiemy.

I pamiętajcie - widzimy się za tydzień. W tym samym miejscu, o tej samej porze.