"Faking It" (1x01-05): Umarł król, niech żyje król

"Faking It" (Fot. MTV)

"Faking It" (Fot. MTV)

Życie nie znosi próżni, telewizja również. Nie musieliśmy długo czekać i schedę po "Glee" przejęło MTV i "Faking It".

Nie ma się co czarować, "Glee" jest trupem. Każda próba reanimowania tego serialu to zabawa zahaczająca o nekrofilię. Koniec, kropka.

Co zatem mają zrobić widzowie spragnieni zakręconej dramedy? Pokazać środkowy palec Ryanowi Murphy'emu i przerzucić się na produkcję MTV. Oczywiście Rachel Berry i spółka na zawsze pozostaną w naszych sercach i takie tam. Ale "Faking It" ma wszystko (albo prawie wszystko) to, za co kiedyś pokochaliśmy serial FOX-a.

Akcja "Faking It" toczy się w Austin, w Teksasie. Co już powinno sprawić, że zapali nam się lampka w głowie – hej, ultrakonserwatywny stan! Jednak szkole, do której uczęszczają główne bohaterki, daleko do bycia konserwatywną. Wręcz przeciwnie, Hester High jest żywcem wyjęte z koszmaru każdego prawicowego oszołoma. Wszelka inność jest tu nie tylko akceptowana, ale i hołubiona. "Etniczne" i homoseksualne dzieciaki są na topie. Cała konwencja teen dramy została odwrócona. Stereotypowi blondyna i sportowiec są na samym końcu łańcucha pokarmowego, gej i wrażliwy artysta są najpopularniejszymi uczniami w szkole, a dyrektor to kobieta, która krzewi tolerancję i wrażliwość społeczną.

A gdzieś pośrodku miotają się Amy i Karma. Dwie zwyczajne dziewczyny, które, zdaje się, w każdej rzeczywistości byłyby niewidzialne. O ile spokojniejszej Amy (Rita Volk) by to nie przeszkadzało, to Karma (Katie Stevens) ma ambicje zostać w końcu zauważoną. I zostaje. Splot okoliczności sprawia, że najlepsze przyjaciółki zostają uznane za lesbijska parę. W każdej innej szkole średniej w USA zostałyby wyśmiane, ale nie w Hester High.

W Hester High z miejsca stają się jedną z najpopularniejszych par w szkole. Karma jest w swoim żywiole, gorzej Amy. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy Amy zdaje sobie sprawę, że czuje coś do swojej przyjaciółki. Niestety, nie może (póki co) liczyć na odwzajemnienie uczuć, Karma obsesyjnie pragnie Liama, czyli wspomnianego wcześniej wrażliwca-artysty. Można by powiedzieć - klasyczny trójkąt, gdyby nie fakt, że mamy do czynienia z homoseksualnym zauroczeniem.

"Faking it" zręcznie żongluje wszelkimi prawidłami, którymi rządzą się amerykańskie seriale o nastolatkach. To zabawa konwencją trochę przypominająca dzieci Ryana Murphy'ego - "Glee" i wcześniejsze "Popular". Może nie jest to tak bezkompromisowy humor i jazda po bandzie, ale serial ma świeżość, którą kiedyś miała produkcja o dzieciakach z McKinley. Trochę przypomina "Suburgatory", kiedy jeszcze było fajnym serialem, tj. z czasów pierwszego sezonu.

Biję gromkie brawa scenarzystom, że są starają się być obiektywni. Produkcja MTV z jednej strony pokazuje, do czego może doprowadzić skrajna (podkreślam: skrajna) lewicowa tolerancja, która na siłę promuje mniejszości. A z drugiej strony pozwala pokazać heterykom, co czują osoby homoseksualne, które w prawdziwym świecie są w mniejszości.

Oprócz tego muszę pochwalić spójną fabułę (po poszatkowanym "Glee" to spory szok) i fajnie nakreślone postaci. Gdy dodam do tego świetną Ritę Volk (a właściwie Margaritę Wolkowinskają), robi nam się naprawdę dobry serial. "Faking It" może nie przejdzie do historii popkultury jak "Glee", ale za to ma wszelkie predyspozycja do tego, aby podbić serca widzów.

REKLAMA